W pierwszym spotkaniu IV rundy eliminacyjnej Ligi Europy Śląsk Wrocław przegrał z niemieckim Hannoverem 96 3:5.
Dość nieoczekiwanie jako pierwsi do ataku ruszyli piłkarze wrocławskiego Śląska. W 5. minucie po zamieszaniu w polu karnym piłka spadła pod nogi Przemysława Kaźmierczaka. Ten na raty zdołał dośrodkować w pole karne, a tam najlepiej odnalazł się Rok Elsner, który kapitalnym strzałem wolejem próbował zaskoczyć Rona-Roberta Zielera. Piłka o centymetry minęła prawy słupek bramki strzeżonej przez golkipera Hannoveru.

Chwilę potem wykorzystano gapiostwo Patrika Mraza i czytelnym podaniem uruchomiono Stevena Cherundolo. Amerykański defensor zupełnie nieatakowany przez nikogo wbiegł w pole karne wrocławian i zagrał na jedenasty metr do niekrytego Leona Andreasena, a ten spokojnym strzałem w dług róg zapewnił gościom prowadzenie. 1:0 dla Hannoveru.
Szybko stracona bramka nie rzuciła Śląska na deski, lecz podrażniła ambicję mistrzów Polski. Już po chwili Kaźmierczak był faulowany na osiemnastym metrze boiska. Do rzutu wolnego podszedł Sebastian Mila i sprytnym uderzeniem nad murem spróbował oszukać Zielera, jednak ten rozpaczliwą interwencją zdołał uchronić swój zespół przed stratą bramki. Kilkanaście sekund później do piłki wybitej na 30. metr ruszył Waldemar Sobota i momentalnie huknął z półwoleja, myląc się o centymetry.
Po tym tempo wyraźnie spadło, a gra toczyła się głównie w środku pola, gdzie teoretycznie przewagę powinni mieć podopieczni Oresta Lenczyka, który zdecydował się na wystawienie aż trójki defensywnych pomocników. Niestety okazało się, że ilość nie przeszła w jakość i Hannover nie miał większych problemów z rozgrywaniem piłki, oprócz tego świetnie stosując pressing na połowie mistrzów Polski, co z kolei uniemożliwiało prowadzenie gry Śląskowi.
W 25. minucie genialnym kilkudziesięciometrowym podaniem do Christiana Pandera popisał się Haggui, wykorzystując fatalne ustawienie Mariusza Pawelca. Niemiec najwyraźniej pozazdrościł koledze z drugiej strony boiska, ponieważ przeprowadził niemal kopię akcji z 6. minuty spotkania. Tak jak wcześniej Cherundolo, tak teraz Pander wpadł w pole karne i wycofał piłkę na szesnasty metr boiska, a wbiegający z drugiej linii Jan Schlaudraff ze spokojem pokonał Rafała Gikiewicza. 2:0 dla Hannoveru, a trener Lenczyk musi sobie zadać pytanie, co w tej sytuacji robili defensywni pomocnicy.
Po podwyższeniu prowadzenia goście spokojnie kontrolowali przebieg meczu. Śląsk ograniczał się do kontrataków, jednak angażował w nich maksymalnie trzech piłkarzy, co nie mogło przynieść sukcesu.













