Podobnie jak przed tygodniem, tak i teraz w Hiszpanii na gorąco nieco zmieniona formuła. Nie można żyć niczym innym, jak spotkaniami w Lidze Mistrzów, skoro zewsząd jesteśmy nimi atakowani. W Polsce jest to o tyle osobliwe, że media wręcz z językiem na wierzchu i niewyobrażalnym podnieceniem przypominają gole Lewandowskiego.
Cóż, Hiszpania wierzy. W każdym razie Madryt. Nie ma chyba osoby w stolicy, która twierdzi, że „Królewscy” odpadną z Borussią Dortmund. O ile tydzień temu prawie wszyscy byli co do tego przekonani, tak z każdym dniem nastawienie zmienia się w zastraszającym tempie. „Nie wiem, czy ulegam madryckiej propagandzie, ale im bliżej rewanżu Realu z Borussią, tym bardziej odrobienie strat zdaje mi się realne” – pisał w poniedziałek na Twitterze Rafał Stec. Pod jego wpisem pojawiło się bardzo wiele podobnych opinii. To, jak w Hiszpanii pompuje się znaczenie słowa „remontada”, sprawia, że na Półwyspie Iberyjskim nie ma już żadnego niedowiarka. Oprócz Katalonii…

Co potrafi zmienić jeden gol… Wszak porażka 1:4 od 0:4 na pierwszy rzut oka niczym wielkim się nie różni. Bramka zdobyta na wyjeździe sprawiła jednak, że nadzieje na odwrócenie wyniku mają swoje duże podstawy. Nie ze względu na fakt, że Real gra na własnym stadionie – „Barca” też przecież podejmować będzie Bayern na Camp Nou. Borussia to jednak nie Bayern. „Lewemu” i spółce przytrafił się dzień konia, a „Los Blancos” zagrali najsłabszy mecz od słynnej manity z Barceloną. „Bawarczycy” są z kolei obecnie w nadludzkiej wręcz formie. Nawet jeśli Leo Messi zagra na 110% swoich umiejętności, to nie będzie to wystarczający wysiłek. Oczywiście, Argentyńczyk może zaaplikować Neuerowi dwa, trzy gole, ale chyba w samej Katalonii nikt nie wierzy w to, że przy tak tragicznie grającej defensywie „Blaugrany” możliwe jest zachowanie czystego konta. Sam Jupp Heynckes mówi, że chce, aby jego drużyna strzeliła przynajmniej jedną bramkę, najlepiej dwie.
Hiszpańskie media zdecydowanie większe szanse na remontadę dają „Królewskim”. „Marca” i „As” idą wręcz o krok dalej. Ten pierwszy dziennik jest wprost przekonany, że Jose Mourinho i jego podopieczni dokonają historycznego wyczynu. Remontada jest wpisana w historię klubu, o czym w ostatnich dniach w internecie aż huczy. Atmosfera w Barcelonie jeszcze wczoraj była równie grobowa, jak tuż po meczu na Allianz Arena. Dzisiaj od rana coś zaczyna się dziać, ale tylko z powodu drużyny rywala. A to ktoś wrzuci jakąś fotkę z samolotu, a to „Sport” napisze, że Bayern właśnie wylądował. Sytuacja to doprawdy wyjątkowa. Do tej pory to katalońskie media murem stały za swoją drużyną, wspierały ją w każdej tragicznej sytuacji. Po spotkaniu z Milanem na drugi dzień wszyscy byli pewni tego, że Messi i spółka odrobią straty na Camp Nou. Madryckie media już jakiś czas temu obrały za cel Jose Mourinho i dążyły do jego zwolnienia. Teraz nie ma jednak podziałów i biała część stolicy mówi jednym głosem. Wspomina owiane legendą już mecze z Derby County czy Borussią Moenchengladbach. Klub pod stadionem przygotował specjalne strefy, w których kibice będą mogli dopingować swój zespół. Każdy fan ma przyjść na stadion w białej koszulce i przynajmniej z szalikiem. Takiej mobilizacji w stolicy nie było od bardzo, bardzo dawna. Można na siłę przywołać końcówkę sezonu 2006/2007, kiedy to Real grał z Mallorcą w ostatniej kolejce Primera Divsion. Po trzech latach posuchy i zbieraniu bęcków od Barcelony „Królewscy” byli uzależnieni od siebie. Wystarczyło wygrać i fiesta mogła się zacząć. I zaczęła się. Czy dzisiaj będzie podobnie? Grono niedowiarków z każdą chwilą drastycznie maleje. Nic dziwnego. Jak pisał Michał Pol, 3:0 dla Realu Madryt to żaden wielki wyczyn.











