Za nami już drugie w tym sezonie ligowym Gran Derbi. Zdaniem wielu ekspertów piłkarskich, był to najlepszy klasyk od kilku lat.
Stawka tego spotkania była duża, gdyż zwycięstwo Realu Madryt w zasadzie zamykałoby Barcelonie drogę do obrony tytułu najlepszej drużyny w Hiszpanii. Wygrana „Blaugrany” sprawiałaby zaś, że walka o „majstra” nabierze zdecydowanie bardziej intensywnych kolorów.

Początek starcia sprawił, że radość zagościła na twarzach gości. Ta jednak po kilkunastu minutach, za sprawą dwóch trafień, mimo wszystko bardzo nieskutecznego Karima Benzemy, sprawiła, że zamieniła się ona w konsternację. Kolejne trafienia padły już łupem duetu Ronaldo – Messi. Co ciekawe aż 75% padło z linii pola karnego, co jest ewenementem na skalę światową. Tak czy inaczej, trzy punkty ku rozpaczy miejscowych, rozpoczęły podróż do Katalonii.
Mecz na Santiago Bernabeu po raz kolejny pokazał, że poziom gry dwójki gigantów jest kosmiczny, ale ten sędziowski jest zaś komiczny. Mnóstwo prostych błędów trójki sędziowskiej na czele z Undiano Mallenco, przypieczętowaniem pomyłki przy rzucie karnym dla Realu Madryt, postawiło nam sprawę jasno: poziom sędziowania w Hiszpanii sięgnął dna i trzeba będzie mnóstwo pracy, aby go z niego wydostać.
Na szczęście, dwudziestu dwóch mężczyzn zadbało o to, abyśmy zapomnieli o niedociągnięciach sędziowskich i mogli się cieszyć wspaniałym spektaklem sportowym, który jednak poziomem taktycznym przypominał szkolne starcia na „Orliku”. Postronny kibic mógł być jednak niezwykle zadowolony z poziomu i tempa widowiska, co wystawia pozytywną ocenę hiszpańskiej Primera Division. Pamiętajmy, że nie tylko w Hiszpanii arbitrom zdarza się mylić, są przecież tacy, którzy nie są w stanie odróżnić dwóch piłkarzy tego samego zespołu, a mimo tego dalej biegają po boiskach z gwizdkiem na szyi.

Ciężko nie zgodzić się ponadto z opiniami wielu ekspertów, którzy uważają, że największym wygranym tego „El Clasico” zostało nie Barcelona, lecz Atletico Madryt. Podopieczni Diego Simeone bez zbędnego wysiłku pokonali na wyjeździe znajdujących się ostatnio w niezłej formie Betis Sevilla, w którego szeregach zabrakło po raz kolejny kontuzjowanego Damiena Perquisa. „Rojiblancos”, dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich spotkań, wyprzedzili lokalnego rywala i awansowali na pierwsze miejsce w tabeli. Mimo najtrudniejszego terminarza z całej trójki walczącej o tytuł mistrza dalej trzeba ich poważnie brać pod uwagę i liczyć się z tym, że mogą pogodzić Real i Barcelonę, samemu sięgając po najwyższe laury. I cytując klasyka, przynajmniej liga będzie ciekawsza.











