Stało się to, co stać się musiało. Wielką niesprawiedliwością byłby brak Realu Sociedad na miejscu premiowanym do gry w eliminacjach Ligi Mistrzów. Valencia może i jest drużyną bardziej doświadczoną w europejskich bojach, ale nadszedł w końcu czas na zmianę warty. Pytanie tylko, czy owa zmiana jest w ogóle możliwa?

Końcówka sezonu w wykonaniu podopiecznych Philippe’a Montaniera była po prostu piorunująca. Więcej, nie sama końcówka, a cała runda rewanżowa. Ekipa z Estadio Anoeta przegrała w niej zaledwie jedno spotkanie. Na początku maja uległa na wyjeździe Getafe. W najważniejszych starciach była jednak bezbłędna. Koncertowa wygrana 4:2 z Malagą przy prowadzeniu 3:0 po pół godzinie gry. Pokonanie w takim samym rozmiarze Valencii. Odwrócenie losów meczu z Sevillą. Szaleńcza pogoń za Realem Madryt i w efekcie remis 3:3, który wlał wiarę w drużynę na ostatnie spotkanie w sezonie. Magicznych wieczorów z Realem Sociedad było aż nadto, dlatego właśnie grająca strasznie nierówno, miewająca mecze tragiczne Valencia najzwyczajniej w świecie na miejsce w czwórce nie zasłużyła.
Wielką siłą Realu Sociedad było zjednoczenie w szatni. Philippe Montanier znalazł ze swoimi podopiecznymi wspólny język, ale nie dał sobie wleźć na głowę. Jednak kilka razy w trakcie trwania sezonu kibice byli z niego bardzo niezadowoleni. Francuski trener uzyskał pełne poparcie dopiero w ostatnich tygodniach sezonu, kiedy fani zdali sobie sprawę, że ten chłop może podać im na srebrnej tacy coś, o czym przed rozpoczęciem rozgrywek w ogóle nie marzyli. I w efekcie podał. A teraz odejdzie. A szkoda, bo wydaje się, że jest stworzony do pracy z tymi piłkarzami. Sam jednak mówił o tym, że nie może dogadać się również z szefostwem klubu. Jose Mourinho przegrał z medialną presją, Philippe Montanier z kolei z kibicami i zarządem, choć teraz pewnie wszyscy żałują swojego grymaszenia, bo nie przez przypadek ten młody szkoleniowiec w ankiecie na stronie „Marki” idzie łeb w łeb z Diego Simeone po nagrodę dla najlepszego trenera zakończonego przed kilkoma dniami sezonu. Powinien tę nagrodę otrzymać, bo – przy całym szacunku do tego, co osiągnął Simeone – Francuz miał, mimo wszystko, sporo słabszy (na pierwszy rzut oka) zespół do dyspozycji.

Pierwsza czwórka zakończonych rozgrywek nie mogła wyglądać inaczej. Oczywistym było, że o mistrzostwo powalczą Real z Barceloną, a Atletico z taką grą na początku sezonu i takimi personaliami było zobligowane do zajęcia pozycji numer trzy. Real Sociedad na czwartą lokatę również zasłużył, jak nikt inny. Teraz przed Baskami nie lada wyzwanie. Bardzo możliwe, że Xabiemu Prieto i spółce w ogóle nie uda się awansować do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Wszak w eliminacjach mogą trafić na takie firmy jak Milan czy Arsenal. Skoro padło już nazwisko Xabiego Prieto – dyspozycja baskijskiego pomocnika miała w sezonie 2012/2013 znaczenie absolutnie fundamentalne. Kapitan „Txuri-Urdin” ma już jednak 30 lat i nie wiadomo, czy trudy gry w Primera Division nie będą się dawały coraz bardziej we znaki. Jednakże siłą Realu Sociedad jest właśnie niezwykle młoda kadra. Proszę sobie wyobrazić, że w drużynie z Estadio Anoeta nie ma ani jednego piłkarza, który miałby ponad 30 lat na karku. Teraz proszę dodać do tego fakt, że na razie nie dało się słyszeć plotek, jakoby z zespołu miały odchodzić jego największe gwiazdy. Wydawać by się mogło, że trudno będzie jeszcze udoskonalić ten skład (zwłaszcza jeśli Vela nie wróci do Arsenalu), ale jakieś tam pieniądze klub dzięki czwartej lokacie zarobił i na transfery przeznaczyć je może. Na razie także i w tej sprawie cisza. Wypada mieć tylko nadzieje, że żaden z europejskich gigantów nie pokusi się o wyłożenie bajońskiej sumy za któregoś z Martinezów lub Griezmanna czy Agirretxe.











