Za nami losowanie czwórek, które spotkają się w fazie grupowej Champions League. Można powiedzieć, że wczoraj o 18:00 dla 32 zespołów rozpoczęła się droga do Kijowa. Jak w tej edycji wygląda sytuacja hiszpańskich drużyn?
Jak co roku w Lidze Mistrzów będziemy oglądać drużyny wywodzące się z hiszpańskiej ekstraklasy. W tym sezonie zagrają Real Madryt, FC Barcelona, Atletico Madryt i Sevilla FC. Po niemieckim finale z 2013 roku, kiedy oko w oko stanęły ze sobą Bayern Monachium i Borussia Dortmund, nastała era dominacji hiszpańskich klubów.
W kolejnych czterech finałach Ligi Mistrzów przynajmniej jedna drużyna pochodziła z Hiszpanii. Oczywiście nie brakowało też bezpośrednich starć pomiędzy Realem Madryt a Atletico Madryt, które wszyscy doskonale pamiętają.
Biorąc pod uwagę łączne osiągnięcia wszystkich klubów, hiszpańskie drużyny zgarnęły w Lidze Mistrzów najwięcej, bo aż 17 pucharów. Pokazuje to w jasny sposób dominację klubów z Półwyspu Iberyjskiego i daje do myślenia, jak wyglądałaby europejska piłka, gdyby nie Hiszpania.

Tytan Champions League powalczy o 13. trofeum
Zinedine Zidane doskonale poukładał zespół, który w tym sezonie powalczy o trzeci z rzędu Puchar Europy. Francuz znany jest z rotacji, dzięki którym zawodnicy dostają swoją porcję minut w ciągu sezonu, a zespołu nie dziesiątkują kontuzje wynikające z przemęczenia zawodników. Jeśli „Królewscy” utrzymają aktualną formę, będą stanowić realne zagrożenie dla wszystkich klubów grających w tej odsłonie Ligi Mistrzów. Gdyby natomiast ich forma wzrosła, to historyczna europejska potrójna korona jest jak najbardziej wyobrażalnym scenariuszem.
Po losowaniu podniosły się głosy, że Real Madryt trafił do grupy śmierci. Rzeczywiście Borussia Dortmund, Tottenham Hotspur, a nawet APOEL FC nie należą do łatwych przeciwników. Cypryjska drużyna to prawdziwy weteran europejskich rozgrywek. Jej największym osiągnięciem było dotarcie do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, w którym uległa właśnie Realowi Madryt.
Jeśli chodzi o pojedynki „Królewskich” z Borussią Dortmund, to wszyscy doskonale pamiętamy sensacyjne zwycięstwo 4:1, gdy strzelcem wszystkich goli dla klubu z Niemiec był Robert Lewandowski. Borussia wciąż może sprawić niespodziankę. Choć Real jest niekwestionowanym kandydytem do wyjścia z grupy z pierwszego miejsca, to i tak uważam, że „Królewscy” powinni oglądać się za plecy i docenić pozostałych rywali, każda z drużyn ma bowiem zadatki na to, by przejść do fazy pucharowej. Cóż, niewątpliwie mamy do czynienia z grupą śmierci.










