Wiecie, o kogo chodzi? Kibice „La Seleccion”, gdyby mogli teraz wybrać, bez mrugnięcia okiem wzięliby go do kadry kosztem Cesca. Teraz jest na szczycie. Dwa lata temu grał w trzeciej lidze i starał się poradzić sobie z łatką piłkarza nieuchronnie skazanego na szybkie zakończenie kariery.
Benat Extebarria jest Baskiem. Jeśli jest się piłkarzem z Baskonii, ma się dwie możliwości. Albo jest się wychowankiem Realu Sociedad San Sebastian, albo wychowankiem Athleticu. Benat poszedł drugą drugą. Miał jedenaście lat, gdy szperacze „Los Leones” zaproponowali mu przenosiny do Lezamy, legendarnej akademii piłkarskiej klubu z Bilbao. Chłopak się zgodził, no bo kto by się nie zgodził? W szkółce nie radził sobie jakoś wybitnie. Mniej więcej do siedemnastego roku życia wszystko szło dobrze, ale później Benata odstawiono na boczny tor. Musicie wiedzieć, że w Hiszpanii proces awansu z jednej drużyny młodzieżowej do drugiej nie jest sztywno powiązany z wiekiem zawodnika. Lepsi idą w górę szybciej, słabsi idą wolniej. Extebarria szedł wolniej. Zawodnicy, w których kluby pokładają wielkie nadzieje, w trzecich ekipach lądują w wieku jakichś szesnastu lat. Benat miał osiemnaście. Do drużyny rezerw awansują siedemnastolatkowie. Benat miał dziewiętnaście. Dla porównania, jego rówieśnik Markel Susaeta kolejne debiuty notował dwa lata wcześniej. Szefowie Lezamy mylą się bardzo rzadko, ale w wypadku urodzonego w Igorre pomocnika pomylili się setnie.

Benat zadebiutował w pierwszej drużynie w sezonie 2008/2009. Miał 22 lata i ten debiut przysporzył mu więcej smutku niż radości. Zasady La Liga mówią, że jeśli zawodnik rezerw starszy niż 21-letni zagra w pierwszej drużynie, musi podpisać zawodowy kontrakt albo odejść. Nasz bohater był za słaby, więc trzeba było się go pozbyć. Benat został wypożyczony do trzecioligowego prowincjalnego klubu Conquense. Joaquin Caparros, trener znany z doskonałego nosa w sprawie młodzików, postawił na nim krzyżyk. Po roku gry w Cuence (miejscowości, nie piłkarzu!) Benat przeszedł do rezerw Betisu, w którym grał przez kolejny sezon, ciągle w trzeciej lidze. Później został przeniesiony do pierwszej drużyny Andaluzyjczyków, w której prawie od razu wywalczył sobie miejsce w wyjściowym składzie. Później awansował do Primera Division, później dostał powołanie do dorosłej kadry. Chciałoby się teraz napisać, że później wykręcił numer Joaquina Caparrosa, powiedział „I kto tu jest bezużyteczny?” i wybuchnął szaleńczym śmiechem. Niestety Benat niczego takiego nie zrobił. To dobrze ułożony młody człowiek.
A poza tym strasznie dobry piłkarz. Strasznie, strasznie, strasznie dobry. Bask jest jednym z tych zawodników, którzy na szczyt swoich możliwości wzbijają się w spotkaniach najważniejszych. Tak było kilka tygodni temu, gdy w pojedynkę wygrał Betisowi derby Sewilli, wbijając odwiecznemu rywalowi dwa gole z rzutów wolnych. Tak było też wczoraj, w spotkaniu reprezentacji z Koreą Południową. Benat zagrał pełne 90 minut i zachwycił. Po prostu zachwycił. Już w starciu z Serbią, wchodząc z ławki, pokazał się z dobrej strony, ale wtedy z konieczności grał gdzieś na boku, w miejscu zupełnie niepasującym do jego stylu. Wczoraj był tam, gdzie czuje się najlepiej. Za plecami miał Xabiego Alonso, u boku miał Santiego Cazorlę, a w głowie miał jakieś niesamowite rzeczy. Podawał jak Iniesta, walczył o piłkę jak Sergio Busquets i rozgrywał jak Xavi. Wszystko na wielkim luzie, z chłodną głową. To po jego doskonałej asyście Fernando Torres strzelił gola, który prawdopodobnie zapewnił mu miejsce w wyjściowym składzie „La Seleccion” w meczu z Włochami.











