Od dawna ta dyskusja spędza sen z powiek i staje się już powoli nudna. Premier League czy La Liga? Anglia czy Hiszpania? Obie strony, a szczególnie ta angielska, mają swoich wiernych wyznawców. W obronie swojej prawdy są w stanie upowszechniać największe dyrdymały. Ale prawda jest jedna – to Hiszpanie rządzą światową piłką, w tym angielską. Także prawdopodobny mistrz ligi angielskiej, Chelsea, oparł swoją grę na Hiszpanach. Jaki wpływ mają oni na grę „The Blues”? Zobaczmy.
Diego Costa, Cesc Fàbregas i César Azpilicueta. Hiszpański triumwirat, który stanowi kręgosłup „The Blues”. Od ataku aż po obronę. Każda z formacji ma swojego przedstawiciela, który stanowi o sile gry poszczególnych linii. Warto przyjrzeć się temu, w jaki sposób tych trzech muszkieterów walczy w Premier League.
W poprzednim sezonie „The Special One” narzekał na brak napastników (pamiętne słowa dla francuskiego Canal+ – „Problem Chelsea jest taki, że nie ma napastników”). Mourinho nie był zadowolony z Fernando Torresa, Demby Ba i Samuela Eto’o, i w lecie wymienił całą linię ataku. Główną postacią wśród napastników został Diego Costa. Po tym, jak Atletico Madryt wyeliminowało Chelsea w 1/2 finału Ligi Mistrzów, Jose Mourinho postąpił w myśl zasady: jeśli nie możesz z nim wygrać, musisz go kupić. W ten sposób na Stamford Bridge zawitali Felipe Luis, Thibaut Courtois i właśnie Diego Costa. Naturalizowany Hiszpan pojawił się w Londynie już w lipcu. Za swojego napastnika Atletico Madryt dostało 32 mln funtów. Cena niemała, ale po genialnym sezonie w barwach „Rojiblancos” Costa musiał liczyć na zainteresowanie innych klubów. W całym sezonie strzelił 36 bramek i znacząco przyczynił się do sukcesów Atletico. Nowy snajper Chelsea doskonale odnalazł się w Premier League. Jego fizyczny styl gry, nieustępliwość i warunki fizyczne pasują do angielskiej piłki niczym Jose Mourinho i trofea.
Cały sezon jest wielkim sukcesem dla Diego Costy. Hiszpan bezpardonowo wszedł do ligi i już od początku nawiązał walkę o tytuł króla strzelców. W dziewięciu występach strzelił 10 goli, w tym hattricka w spotkaniu ze Swansea Łukasza Fabiańskiego. W całej lidze Costa strzelił 19 goli w 24 spotkaniach. Daje to średnią gola na 113 minut, co w porównaniu z Harrym Kane’em czy Sergio Aguero jest najlepszym wynikiem. Snajper opuścił kilka spotkań m.in. z powodu zawieszenia za wybryki w meczu z Liverpoolem. To także potwierdza, że Diego Costa całą swoją osobą wszedł w nowe rozgrywki. Ale to akurat przykre, że tak dobry napastnik nie wyciąga wniosków i w niektórych meczach przerywa dostawy prądu do swojej głowy. Totalnym niewypałem okazały się rozgrywki Ligi Mistrzów, w których Diego nie strzelił żadnej bramki i nie zapisał się w pamięci niczym szczególnym. W każdym razie – sezon Costy można uznać za naprawdę udany. Był ważną postacią w drodze Chelsea do mistrzostwa i Capital One Cup. Jose Mourinho może wreszcie powiedzieć, że ma napastnika.
https://www.youtube.com/watch?v=QSETgLmf_qw
Poprzednie okienko transferowe przyniosło transfer kolejnego Hiszpana, Cesca Fabregasa. Katalończyk po trzech latach gry w Barcelonie wrócił do Anglii w nadziei na odbudowę swojej wartości i dobrej formy. Fabregas stwierdził w jednym z wywiadów, że czuł się niechciany w Barcelonie i dlatego zdecydował się na opuszczenie szeregów „Dumy Katalonii”. Hiszpan wrócił do Anglii, ale nie wybrał swojego matecznika albo to raczej Arsenal nie wybrał Cesca. „Kanonierzy” mieli szansę na odzyskanie swojego byłego pomocnika, ale odpuścili. Wtedy do gry wkroczyła Chelsea, która przygarnęła Fabregasa, oferując mu 5-letni kontrakt.











