W ostatnim czasie kraj byłych już mistrzów świata stał się skupiskiem różnego rodzaju afer. Jednakże żadna nie była aż tak poważna i tak głośno komentowana jak ta, której początek dał pewien gracz Atletico.
Kilka dni temu przez futbolowy świat przeszła fala niesamowitej konsternacji, gdy kapitan „Rojiblancos”, Gabi, udał się do prokuratury, aby wyjawić, jaki miał udział w tej całej bardzo niepokojącej sprawie. Przypomnijmy może, o co w ogóle chodzi w tym zamieszaniu. Otóż jakiś czas temu organy ścigania w Hiszpanii wzięły pod lupę mecz Levante z Realem Saragossa, który został rozegrany w 2011 roku.

Wówczas na boisku padł wynik 2:1 , który pozwolił Saragossie na utrzymanie się w lidze. Od razu zaczęły się pojawiać głosy, że pojedynek mógł nie być do końca „czysty”. Teraz jednak wszystko wskazuje na to, że wątpliwości były słuszne, a mecz został sprzedany. Potwierdzają to także słowa samego gracza Atletico: – Robiłem to, co czego oczekiwał ode mnie klub. Cała operacja miała kosztować ok. miliona euro, a więc każdy z graczy Levante miał otrzymać po 120 tysięcy. I Waszej ocenie pozostawia to, czy warto było za tyle plamić swoje nazwisko. Tym bardziej że ich roczne zarobki wielokrotnie przewyższały wyżej wymienioną kwotę.
A samo zdanie Gabiego, który zresztą w tamtym meczu zdobył obie bramki dla Saragossy, spowodowało, że ruszyła prawdziwa lawina. Jako kolejny wezwanie otrzymał Vicente Iborra z Sevilli, który w tamtym starciu grał w ekipie z Walencji. Ten jednak skorzystał z przysługującego mu prawa i odmówił składania wyjaśnień. W kolejce czekają jeszcze chociażby Uche czy Stuani. Ten pierwszy reprezentujący obecnie barwy Villarrealu przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że ma czyste sumienie. – Jestem spokojny, bo nic złego nie zrobiłem. A w tej sprawie nie ma nic więcej do dodania. Wkrótce okaże się jednak, czy mówił on prawdę.

To jednak nie jedyna afera, która w ostatnim czasie pojawiła się w Hiszpanii. Kilkanaście miesięcy temu do mediów wypłynęła informacja, że Leo Messi „oskubał” tamtejszy fiskus na kwotę 4 milionów euro. Mimo iż Argentyńczyk sam postanowić oddać urzędowi podatkowemu kwotę dwa i pół razy większą, to i wobec niego został skierowany akt oskarżenia. Niebawem można się więc spodziewać rozwiązania całej sytuacji.
Przy tej sprawie zaczęły wypływać jednak jeszcze inne wątki. Pojawiały się nawet informacje, że ojciec gracza Barcelony „prał pieniądze” mafii. Ja osobiście w takie coś nie wierzę i Wam również coś takiego doradzam. A jeśli nie chcecie zająć teraz stanowiska, to trzeba poczekać na rozwiązanie całej sprawy. Wówczas okaże się, kto miał rację.











