Hiszpania meczem z Kostaryką rozpoczęła swój marsz po końcowy triumf na mistrzostwach świata. Przed samym turniejem nie wymieniało się jej w gronie faworytów. Mówiło się przede wszystkim o Brazylii, Argentynie i w mniejszym stopniu Francji. Swoim pierwszym meczem Hiszpanie udowodnili natomiast, że absolutnie nie należy ich lekceważyć i jak najbardziej liczą się w walce o końcowe zwycięstwo. W dzisiejszym hitowym spotkaniu zmierzą się z Niemcami.
Do dziś fani „La Furia Roja” z sentymentem wspominają legendarną drużynę, która sięgnęła po mistrzostwo świata i dwa mistrzostwa Europy w latach 2008–2012. Ta drużyna była połączeniem znakomitego stylu gry ze świetnymi nazwiskami. Wystarczy przypomnieć sobie o Ikerze Casillasie, Carlesie Puyolu, Xavim czy Inieście. Od tego czasu minęła już dekada. Kadra Hiszpanów całkowicie się zmieniła, ale styl gry został ten sam. Czy nowi zawodnicy będą w stanie nawiązać do sukcesu starszych kolegów?
Nowy lider – wakat? Nie do końca…
Po zakończeniu karier prez Xaviego, Iniestę, Casillasa czy Puyola i wobec braku w kadrze Sergio Ramosa Hiszpanii potrzebny był nowy lider. W jego rolę wcielił się trener „La Furia Roja” Luis Enrique. Szkoleniowiec swoją pracę z drużyną narodową rozpoczął w lipcu 2018 roku i z krótką przerwą (pół roku) prowadzi ją do dziś. Dla zawodników stał się prawdziwym liderem, który zbiera na siebie całą krytykę wokół kadry. Pomaga to zwłaszcza młodszym zawodnikom, którzy jeszcze nie są przyzwyczajeni do tak wielkiej presji.
Enrique zbiera krytykę, ale kompletnie się nią nie przejmuje. Ma swoje zdanie, podejmuje odważne decyzje, które bardzo często są w kompletnej opozycji do opinii publicznej. Odstawił od kadry takich zawodników jak David de Gea, Sergio Ramos czy Iago Aspas. Szkoleniowiec takimi ruchami potwierdził tylko swoją niezależność i udowodnił, że w jego drużynie nie ma ludzi niezastąpionych.










