W pierwszym meczu 1/8 finału CSKA Moskwa dość niespodziewanie uległa FC Porto. Portugalczycy wygrali 1:0, ale to zwycięstwo ustawiło ich w znakomitej sytuacji przed rewanżem. Podopieczni trenera Słuckiego przed wyjazdem do Porto będą musieli popracować nad skutecznością. Zwłaszcza Vagner Love, który miał kilka dobrych okazji, by pokonać Heltona.
Obie drużyny przyzwyczaiły kibiców do gry w Lidze Mistrzów. W tym sezonie zarówno CSKA, jak i Porto rozpoczęły rozgrywki na drugim froncie. Nie oznacza to, że Liga Europejska została przez te zespoły potraktowana ulgowo. Biorąc pod uwagę fakt, że miecze skrzyżowały ze sobą zwycięzców Pucharu UEFA z roku 2005 i 2003, mecz zapowiadał się bardzo ciekawie. Od pierwszych minut tempo spotkania było bardzo szybkie. Nie minęło nawet 60 sekund, a już Helton musiał po raz pierwszy interweniować. Honda prostopadłym podaniem uruchomił Doumbię, lecz ten strzelił wprost w bramkarza „Smoków”. Goście nie chcieli pozostać dłużni i w 5. minucie stworzyli pierwszą groźną akcję. Na uderzenie z około 17 metrów zdecydował się Falcao. W tej sytuacji świetną paradą popisał się Akinfiejew.

Oba zespoły nastawiły się na atak, więc dobrych akcji było dość sporo. W 12. minucie Porto sprytnie rozegrało rzut wolny. Zamiast dośrodkować piłkę w głąb pola karnego, dograno ją do Falcao. Jego strzał został jednak zablokowany przez obrońców. Odpowiedź CSKA była natychmiastowa. Japoński rozgrywający zdecydował się na indywidualną akcję. Defensorzy Porto zablokowali go w polu karnym, ale nie skupili się na wybiciu futbolówki. Dopadł do niej Vagner Love, ale jego uderzenia sparował Helton.
Honda dzielił i rządził w środku pola. W 22. minucie miał szansę przeprowadzenia akcji bramkowej. Japończyk znów popisał się prostopadłym podaniem. Tym razem było adresowane do Vagnera Love. Brazylijczyk w sytuacji sam na sam ze swoim rodakiem nie stanął na wysokości zadania. Niedługo po tej akcji goście mieli dobrą okazję z rzutu wolnego. Jego wykonawcą był Falcao, a pewnie obronił Akinfiejew.
Gra z minuty na minutę była bardziej zacięta. Obie drużyny po piorunującym tempie na początku, pod koniec pierwszej połowy nieco osłabły. Znalazło to odzwierciedlenie w namnażającej się liczbie fauli. W 36. minucie CSKA przeprowadziła bramkową akcję. Jednak sędzia boczny uznał, że w momencie podania Doumbia stał na spalonym. Gospodarze nie protestowali z arbitrem i pokornie przyjęli tę decyzję. Jeszcze w 44. minucie swoją okazję miał Guarin, ale Akinfiejew świetnie obronił jego strzał z woleja. Po dobrej pierwszej części meczu na Łużnikach był wynik 0:0
Druga połowa zaczęła się bardzo obiecująco. Z około 20 metrów strzał oddał Jooa Moutinho. Jednak piłka poleciała wprost w rosyjskiego bramkarza, który musiał ją wypiąstkować. Goście nie rezygnowali z dalszych ataków, ale obrona CSKA Moskwa była bardzo zwarta. „Smoki” starały się szukać swojej szansy strzałami z dystansu. W 53. minucie z 30 metrów uderzył Hulk, ale piłka ledwo doturlała się do Akinfiejewa. Dopiero w 70. minucie podobna próba okazała się skuteczna. Varela przeprowadził akcję lewą stroną boiska i zagrał piłkę do Guarina. Kolumbijczyk uwolnił się spod opieki obrońców i strzałem zza pola karnego dał prowadzenie gościom.











