Przyjście Besnika Hasiego miało wprowadzić w Legii europejskie standardy. Zamiast tego na Łazienkowskiej zapanował zamęt, o jakim nie słyszano od lat. Wyrzucanie zawodników z zespołu, konflikt drużyny z trenerem, a na domiar złego beznadziejna gra. Choć to dopiero początek (i koniec?) jego pracy w Warszawie, to Albańczyk popełnił sporo błędów. Kto wie, czy niewybaczalnych.
1. Sztuczne tworzenie autorytetu
Znajomość zawodników z trenerem zaczęła się niefortunnie. Hasi nie pozwolił piłkarzom pójść na ślub Jakuba Rzeźniczaka. Wybrać mogła się jedynie delegacja. Wszystko dlatego, że następnego dnia był zaplanowany trening. Na pierwszy rzut oka taka decyzja to nic złego. Zawodnicy są podwładnymi trenera, wykonują swój zawód, za który otrzymują spore pieniądze, więc ich obowiązkiem jest stawienie się na żądanie szkoleniowca. Tyle tylko, że Hasi już na samym początku stanął w opozycji do drużyny. Sam „timing” tej decyzji był również nieodpowiedni. Gracze byli po udanym sezonie, część kadry przebywała na zgrupowaniach reprezentacji lub urlopach. Trener wolał jednak zrobić „pokazówkę” i zakomunikować, że on będzie rządzić twardą ręką. Zapomniał jedynie, że szacunku nie zdobywa się zamordystycznymi decyzjami.
2. Mur między nim a piłkarzami
Budowanie muru zaczęło się wraz z każdą wypowiedzią Hasiego na temat postawy jego zawodników. Przychodząc do Legii, Albańczyk oczekiwał, że w klubie zastanie piłkarzy o nieco wyższym poziomie. „To w końcu mistrz Polski, regularny pucharowicz” – pomyślał. A zastał, co zastał. Zderzył się z tym wcześniej Czerczesow. Gdyby trener miał jaja, zrobiłby jak Marcelo Bielsa, który po przyjściu do Lazio rozpatrzył się w dwa dni, a potem zabrał manatki. Hasi wyzwanie podjął, ale regularnie krytykuje swoich zawodników, opowiada o tym, że drużynie brakuje jakości, chęci do gry itd. Wygląda to tak, jakby trener najzwyczajniej nie szanował swoich podopiecznych. Być może mówi prawdę, ale nie trzeba być psychologiem, żeby wiedzieć, że: 1) brudy pierze się wewnątrz szatni, 2) czasem trzeba odpuścić, a nie ciągle orać. Atmosfera w szatni jednak jest potrzebna.
Dobrze by było, gdyby Hasi wyjaśnił również, o co mu chodzi w powtarzanym po każdej porażce stwierdzeniu, że zawodnicy nie chcieli wygrać meczu. Czyli fakt, że drużyna fatalnie prezentuje się fizycznie i taktycznie, a na oko ponad 15 zawodników znajduje się „pod formą”, sprowadza się jedynie do tego, że im się nie chce. Trudno w to uwierzyć
Wyobraźcie sobie taką sytuację. Pamiętacie, że coś wam się jednak w pracy udało. Przychodzi nowy szef i mówi wam, że jesteście beznadziejni. Wygłasza te opinie również publicznie. I tak od początku współpracy. Będziecie się dla niego zabijać?
3. Konferencje prasowe
Wypowiedzi Hasiego na pomeczowych konferencjach ocenić można różnie. Niby mówi prawdę, wali między oczy, ale często błądzi. Powoduje to zamęt wewnątrz drużyny.
Nie każdy z naszych zawodników chciał wygrać. Pytanie, czy oni dalej chcą zwyciężać i grać dla Legii. (…) Nie będę krytykował graczy personalnie. Piłkarze są na tyle inteligentni, że domyślą się, o kogo chodzi.











