Grzegorz Lato awans reprezentacji Polski na Euro 2016 we Francji obserwował z wysokości trybun Stadionu Narodowego. Jak sam przyznaje, w końcówce drżało mu serce, gdy Irlandczycy nacierali na bramkę Łukasza Fabiańskiego. Specjalnie dla nas podsumował zakończone eliminacje, w których nie zabrakło zaskakujących rezultatów.
– Niebawem miną trzy lata odkąd przestał Pan pełnić funkcję prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Przez ten okres zrobiło się wokół pańskiej osoby spokojniej. Jak teraz wygląda codzienne życie Grzegorza Laty?
– Żyję spokojnie i dostatno. Często jeżdżę w Bieszczady i naprawdę jestem zadowolony z tego, co mam. Przestałem pełnić pewną funkcję, więc w mediach również rzadziej się pojawiam, ale jest kilku dziennikarzy, którzy dzwonią do mnie z regularnością. Nie chcę jednak komentować poczynań moich następców, ponieważ ze Zbigniewem Bońkiem jesteśmy kolegami z boiska, więc łączy nas pewna więź.
– Ale poczynania kadry prowadzonej przez Adama Nawałkę Pan komentuje?
– Jak najbardziej. Bardzo się cieszę, że po Waldemarze Fornaliku nie zatrudniono zagranicznego trenera. Zawsze byłem zwolennikiem polskich szkoleniowców, a czas pokazał, że postawienie na byłego szkoleniowca Górnika Zabrze to strzał w dziesiątkę.
– Za pańskich czasów dwukrotnie wybierano Polaka na selekcjonera reprezentacji Polski, ale nic z tego nie wynikało. Czego brakowało tamtym drużynom?
– Nie brakowało im niczego. Do Euro 2012 nie rozgrywaliśmy meczów eliminacyjnych, ale staraliśmy się to zrekompensować w postaci atrakcyjnych sparingpartnerów. Takich meczów, jak wtedy Polska nie rozgrywała od bardzo dawna. Staraliśmy się robić co w naszej mocy, by wszystko wyszło jak najlepiej. Drużynie prowadzonej przez Fornalika brakowało szczęścia, bo w kilku meczach gra tej reprezentacji wyglądała obiecująco.
– Wówczas drużynę narodową nękały różne afery, jak ta z Michałem Żewłakowem i Arturem Borucem i ich zachowaniem, gdy kadra wracała ze Stanów Zjednoczonych, a dziś tego nie ma. Sądzi Pan, że te nieszczęśliwe wydarzenia miały wpływ na wyniki?
– Nieszczęśliwe to było zachowanie niektórych zawodników. Będąc reprezentantem Polski, trzeba zachować pewne normy, których należy się ściśle trzymać. To wszystko to jednak problem trenerów, a nie mój.
– Sportowy sukces odniesiony przez drużynę narodową ma wpływ na postrzeganie związku?
– Pewnych rzeczy nie można wiązać z zarządem odpowiadającym za działania związku. Ani ja nie gram, ani prezes Boniek oraz pozostali członkowie zarządu, więc wyniki reprezentacji nie powinny być ściśle łączone z działaniami PZPN-u. Faktem jest jednak to, że dobre wyniki budują atmosferę, a przez to zmienia się również postrzeganie całego związku przez dziennikarzy, a następnie przez społeczeństwo. Nie pozostaje jednak nic innego, jak pogratulować chłopakom awansu na turniej we Francji, bo grupa nie była łatwa. Uważam, że ten awans wydarli z gardła. Gdyby nie bramka Roberta Lewandowskiego w meczu ze Szkocją w ostatnich sekundach, to sytuacja nie byłaby ciekawa, bo musielibyśmy wygrać z Irlandią, a wtedy gra byłaby zupełnie inna. Ostatecznie udało się wygrać, ale gdyby była inna sytuacja, to mecz na Stadionie Narodowym byłby typową walką na noże.











