FC Kopenhaga pewnie pokonała u siebie CFR 1907 Cluj i do ostatniej kolejki będzie walczyć o awans do kolejnej rundy Ligi Europejskiej. Rumuni swoją szansę na dalszą grę stracili dziś wieczorem, przegrywając 0:2.
Korespondencja z Parken, Kopenhaga
Spotkanie trzeciej i czwartej drużyny grupy K zapowiadało się na otwarty pojedynek, bowiem remis nie urządzał żadnej ze stron. Zwycięsko z wymiany ciosów wyszli Duńczycy, którzy już w pierwszej połowie wykorzystali dwie słabe interwencje Nuno Claro, strzegącego bramki Cluj. Neutralnemu widzowi mecz mógł się podobać.
Zwycięskie gole Martina Vingaarda oraz Dame N’Doye nadały sens wyjazdowi do Pragi na ostatni mecz fazy grupowej.

Pierwsza połowa była otwarta i gra toczyła się pod obiema bramkami, choć stuprocentowych sytuacji mogło być więcej. Gospodarze często wrzucali piłkę w pole karne i okolice, a tego właśnie spodziewali się podopieczni Andrei Mandorliniego, którzy ćwiczyli ten aspekt gry obronnej na środowym treningu. Rumuni natomiast starali się grać szybko piłką bez przyjęcia, aby w krótkim czasie znaleźć się pod bramką Johana Wilanda.
W 22. minucie dogodną sytuację mieli goście z Rumunii. Złe podanie Ulrika Laursena w kierunku środa pola przejął Lacina Traoré. Piłkarz z WKS przebieg z piłką kilka metrów i świetnie na wolne pole wypuścił Sebastiána Dubarbiera. Argentyńczyk, którego ojciec Gustavo był jednym z najlepszych sprinterów swojego kraju w latach 70. i 80., wyprzedził rywali i mocno uderzył, ale piłka trafiła jedynie w boczną siatkę. Chwilę później to gospodarze byli bliscy zdobycia bramki, ale strzał Oscara Wendta w długi róg minimalnie minął słupek bramki Nuno Claro.
Kolejna groźna akcja Duńczyków zakończyła się już golem. W 37. minucie piłkę przed polem karnym dostał Martin Vingaard. Pomocnik przełożył piłkę na preferowaną lewą nogę i uderzył w krótki róg bramki CFR. Źle ustawiony Nuno Claro wyszedł za daleko przed linię bramkową, dając piłkarzowi gospodarzy łatwą okazję do otworzenia wyniku spotkania. Mandorlini jedynie bezradnie rozłożył ręce, bowiem jego zawodnicy nie powinni byli pozwolić sobie na stratę takiego gola.
W 43. minucie było już 2:0, gdy ponownie nie popisał się portugalski golkiper gości. Z rzutu wolnego z około 25 metrów uderzył Dame N’Doye. Piłka nie leciała szybko, ale zdążyła jeszcze odbić się przed interweniującym bramkarzem CFR, który nie był w stanie jej dosięgnąć. Szanse Borisa Peškoviča na miejsce między słupkami w kolejnych meczach znacznie wzrosły.











