To już pewne – Antoine Griezmann zostanie wyjawiony jako gigantyczny transfer Barcelony. Od dłuższego czasu ową transakcję próbowano zakrywać tajemniczą kurtyną, jednak plany na organizację tego niespodziewanego spektaklu doszczętnie popsuł… prezes Atletico. Miguel Angel Gil Marin zdradził bowiem miesiąc temu, że Francuz trafi do zespołu „Blaugrany”. I jak widać, 28-latek w drodze do stolicy Katalonii się nie zagubił. Co zastanie u końca podróży?
Powitanie w mieszanych nastrojach. Jedni go wielbią, a innych drażni. Jedni woleliby spożytkować wydane miliony na Neymara, inni cieszą się z przybycia potencjalnego następcy Luisa Suareza. Jak rzetelnie ocenić ten transfer i gdzie znaleźć równowagę? Jak to mówią – kij ma dwa końce i jesteśmy w stanie wyróżnić zarówno „plusy ujemne”, jak i „plusy dodatnie”. Oczywiście cała saga związana z przybyciem Francuza na Camp Nou przyprawiała o poważne mdłości, stąd niełatwo o obiektywność. Niesmak odgrywa tutaj naprawdę dużą rolę, ale gdyby go wyciszyć… Antoine Griezmann hot? Or not?
Francuska saga pt. „Griezmann” pełna zakrętów
Co cechuje typowego Francuza? Zapewne dobre maniery, wysławianie ojczystego języka i celebrowanie własnego „ja”, czyli inaczej mówiąc – najzwyklejsze na świecie zadufanie w sobie. I o ile dwóch pierwszych kwestii w przypadku naszego tytułowego bohatera nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć, o tyle ta ostatnia zdaje się idealnie wpasowywać w powszechny odbiór jego sylwetki. Tym samym widząc lub słysząc hasło pt. „piłkarz o wysokim mniemaniu”, stworzymy obraz kogoś, kto w codziennych snach i górnolotnych marzeniach spożywa posiłki przy jednym stole z Leo Messim i Cristiano Ronaldo.
Rzecz w tym, że do tej pory żaden z wyżej wymienionych tuzów światowego futbolu nie wysłał Francuzowi kartki z zaproszeniem. Jak więc można się dostać do wnętrza tej ekskluzywnej restauracji? Tylko jedną drogą: tylnymi drzwiami. Griezmann w pewnym momencie zrozumiał, że w Atletico Madryt nie dosięgnie największych gwiazd, a wszelkie osiągnięcia poza byciem najlepszym zawodnikiem w zespole to raczej marzenie ściętej głowy. Pierwsze objawy tego „oświecenia” zaczęły się odzywać już rok temu, kilka miesięcy przed mundialem, ale wtedy zostały one (jeszcze przed turniejem) ugaszone.












