Athletic Bilbao przegrał na San Mames z Granadą 0:1. Bramkę dającą sensacyjny wynik strzelił w 32. minucie spotkania Inigo Lopez. Dla zawodników Fabriego Gonzaleza to już drugie w ostatnim czasie zwycięstwo (do poprzedniego doszło dwie kolejki temu, w meczu z Sevillą) odniesione nad wyżej notowanym rywalem na jego terenie.
Pierwsza godna odnotowania akcja w tym spotkaniu była w 6. minucie. Przepiękny atak, polegający głównie na wymianie podań z pierwszej piłki, przeprowadzili Llorente, Muniain, Herrera i Susaeta. Ten ostatni, mimo iż świetnym zwodem przedostał się w pole karne, dobrze blokowany przez stoperów nie zdołał uderzyć na bramkę Roberto. Cztery minuty później lewoskrzydłowy Athleticu zdołał już uderzyć na bramkę po odegraniu Llorente, ale jego strzał został zablokowany.

W ostatniej minucie pierwszego kwadransa gry podopieczni Marcelo Bielsy ponownie finezyjnie rozegrali futbolówkę, tym razem z prawej strony boiska, ale mimo że piłka chodziła między „Lwami” jak po sznurku, i tym razem nie zdołali oni pokonać bramkarza Granady. Kilkadziesiąt sekund później, po wzorowym przyjęciu i obróceniu się z piłką, szczęścia próbował również Llorente, ale włożył w strzał zdecydowanie za dużo siły, a za mało precyzji. Goście poza pojedynczymi momentami, kiedy utrzymywali się dłużej przy piłce (ale bez większych efektów pod bramką Iraizoza), właściwie nie istnieli. Gra gospodarzy wyglądała bardzo efektownie, ale w momencie wykończenia zawodnicy rywala ją przerywali.
W 32. minucie stało się coś niespodziewanego. Granada jakimś cudem przedostała się pod bramkę Iraizoza, wywalczyła rzut rożny, a o głowę niższy od Martineza Inigo Lopez wygrał z nim pojedynek główkowy i wpakował piłkę do siatki! 0:1 na San Mames! Athletic tuż po stracie przypadkowej bramki w dalszym ciągu nacierał na bramkę Roberto, ale wciąż pozostawała ona nieodczarowana. Do końca pierwszej połowy, mimo dominacji Basków, wynik nie zmienił się, a kolejne ich ataki rozbijały się o dobrze zorganizowaną defensywę klubu z Grenady.
W drugiej połowie Athletic atakował, ale bardziej chaotycznie. Baskowie niemal wszystkie siły rzucili pod bramkę Roberto, ale skoczni obrońcy rywali radzili sobie z górnymi piłkami, którymi kończyły się praktycznie wszystkie akcje gospodarzy. Spore zagrożenie w polu karnym Granady stwarzał Llorente, swoich szans bezpośrednimi uderzeniami szukali też Muniain i Herrera, ale golkiper przyjezdnych pozostawał niepokonany. „Los Leones” wciąż atakowali, często w „szesnastce” gości przebywało kilku graczy Bielsy czekających, by dostawić nogę, ale jak na złość piłka słuchała się bardziej graczy w białych strojach. W 65. minucie po raz kolejny w tym meczu nie najlepiej zachował się Martinez, który pozwolił się wyprzedzić ponad dekadę starszemu Mikelowi Rico, który pomknął z piłką na bramkę Iraizoza i uderzył nieznacznie niecelnie.












