Podopieczni Abela Resino okazali się o bramkę lepsi od Malagi, którą pokonali 2:1. Jako pierwszy na listę strzelców wpisał się w drugiej połowie Ighalo. Następnie do siatki trafił Rondon, ale ostatnie słowo należało do Iniga Lopeza, który dziewięć minut przed końcem ustalił wynik spotkania.
Dla obu drużyn zdobycie punktów w dzisiejszym meczu było sprawą życia i śmierci. Gospodarze w przypadku zwycięstwa mieli szansę ze strefy spadkowej przenieść się aż w okolice środka tabeli. Goście liczyli na powrót na miejsce gwarantujące grę w europejskich pucharach. Manuel Pellegrini przed spotkaniem miał właściwie jeden problem – jak zastąpić Isco? Andaluzyjczyk tydzień temu dostał czerwoną kartkę i dziś trzeba było wystawić kogoś, kto przynajmniej w pewnym stopniu przysłoni brak przebojowego pomocnika. Wybór padł na Diega Buonanotte. Abel Resino problemów personalnych nie miał. Wystawił to, co miał najlepszego, i liczył, że derbowa atmosfera uskrzydli jego podopiecznych.

Mecz od mocnego uderzenia rozpoczęli goście. Już po 180 sekundach od pierwszego gwizdka niecelnie strzelał Maresca, któremu świetnie podawał Santi Cazorla. W 7. minucie obiecującą akcję przeprowadziła Granada, ale w polu karnym faulował Ighalo. Gospodarze starali się przejąć kontrolę nad widowiskiem, lecz dobrze zorganizowana Malaga nie ułatwiała im tego zadania. W 12. minucie Rondon znalazł sobie miejsce, by oddać strzał, jednak Julio Cesar był czujny i wybił piłkę poza plac gry. Na odpowiedź Granady kibice zgromadzeni na Estadio Nuevo Los Carmenes nie musieli długo czekać. Kilkadziesiąt sekund po akcji Rondona Willy Caballero z trudem wybronił świetną główkę Mikela Rico – była to jak do tej pory najlepsza okazja spotkania. W kolejnej ciekawej sytuacji Mateu Lahoz nie zdecydował się użyć gwizdka, mimo że wydawało się, iż Nyom nieprzepisowo powstrzymał w „szesnastce” Buonanotte. Pierwszy kwadrans derbów Andaluzji mógł się podobać, wiele działo się zarówno w jednym, jak i drugim polu karnym, żadna ekipa nie zdołała wypracować sobie zdecydowanej przewagi.
W 21. minucie mocnym strzałem z pierwszej piłki Julio Cesara próbował zaskoczyć Santi Cazorla – bezskutecznie. Brazylijski golkiper spisał się także cztery minuty później. Kiedy po dośrodkowaniu Cazorli z narożnika boiska głową uderzał Demichelis, Cesar wypiąstkował futbolówkę. W tamtym okresie gry nieco dłużej przy piłce utrzymywali się podopieczni Manuela Pellegriniego. 31. minuta przyniosła kartkę dla Borjy Gomeza, który w niebezpieczny sposób zaatakował pierś Diega Buonanotte. Następnie gra przeniosła się w pole karnego Willy’ego Caballero, a gospodarze wykonali trzy rzuty rożne z rzędu, jednak nic z nich nie wynikło. Piłkarze trenera Resino grali bez kompleksów i w dodatku mieli całkiem sporą przewagę w posiadaniu piłki. W ostatnich minutach pierwszej odsłony „Los Boquerones” próbowali jeszcze skonstruować jakiś zabójczy atak pozycyjny, ale nie udało im się osiągnąć niczego poza poprawieniem statystyk. Po pokazaniu jeszcze jednej żółtej kartki – starcie było niestety trochę brutalne – i upływie doliczonych dwóch minut arbiter z Walencji zakończył wyrównaną pierwszą połowę. Do pełni szczęścia zabrakło tylko bramek.












