Górnik Zabrze prowadzony do dziś przez Leszka Ojrzyńskiego okupuje ostatnie miejsce w tabeli. Dla ich byłego już trenera walka o pozostanie w ekstraklasie nie była niczym nowym. Od początku swojej pracy w naszej lidze był zatrudniany w drużynach, których celem było pozostanie w elicie. W tej samej roli zatrudniono go w Zabrzu po fatalnym początku sezonu pod wodzą Roberta Warzychy i Józefa Dankowskiego.
Górnicy nie byli przed sezonem typowani do spadku. Wydawałoby się, że jest wiele drużyn słabszych i klub, który w zeszłym roku zagrał w grupie mistrzowskiej, jest niezagrożony. Może nikt nie typował, że ponownie znajdzie się w pierwszej ósemce, ale niewiele było głosów przewidujących taki rozwój sytuacji.

Fatalny początek sezonu (w czterech kolejkach zabrzanie zdobyli jeden punkt w inauguracyjnym meczu) oraz odpadnięcie z Pucharu Polski z pierwszoligowym Zagłębiem Sosnowiec mocno zachwiało tymi prognozami. W klubie więc uznano, że trzeba coś zmienić, a w polskiej lidze najlepiej zmienić szkoleniowca. Duet trenerski Warzycha – Dankowski zastąpił Leszek Ojrzyński.
Wprawdzie efekt nowej miotły nie zadziałał od razu, ale już w drugim swoim meczu jako trener zabrzan zdobył punkt. Na pierwsze zwycięstwo trzeba było czekać do 10. kolejki. Jednak przez cały czas Górnik pozostawał czerwoną latarnią ligi i chyba tylko fatalnej grze lechitów pod wodzą Macieja Skorży gracze z Zabrza mogą zawdzięczać, że już wtedy media nie poświęcały im swojej uwagi.
Od dna odbił się Lech pod wodzą nowego trenera i wydawało się, że od dna odbije się także Górnik. Szczególnie wtedy, gdy na własnym stadionie zabrzanie gromili lidera z Gliwic.

Ten mecz miał być przełamaniem. Roman Gergel był na ustach całej piłkarskiej Polski, a gracze Górnika złapali drugi oddech i wiarę we własne możliwości. Mecz ten stał się początkiem świetnej serii czterech meczów, z których nie przegrali żadnego i zdobyli w nich dziesięć punktów. To prawie połowa ich dorobku punktowego. Serię zakończyła przerwa zimowa i wydaje się, że drużyna Ojrzyńskiego, tak samo jak gracze Piasta, zapadła w sen zimowy. Letarg, z którego nie obudziły jej trzy pierwsze kolejki. Dla zabrzan porażki do zera z Cracovią i Ruchem oraz remis ze słabym Śląskiem Wrocław oznaczają umocnienie się na ostatniej pozycji.
Wprawdzie przed nami sporo meczów, podział punktów i emocje do ostatniej kolejki, ale kibice z Roosevelta mają powody do niepokoju. Jeden z najbardziej zasłużonych polskich klubów będzie musiał mocno walczyć, aby uniknąć relegacji do pierwszej ligi. Niewątpliwie mogli pokładać wiarę w Leszku Ojrzyńskim, który potrafił dokonać cudów i w Kielcach, i w Bielsku-Białej. Dziś mogą wierzyć w efekt nowej miotły. Tak naprawdę to jedyna nadzieja kibiców. Klub jest w fatalnej sytuacji finansowej, trudno powiedzieć, że jest wyprowadzany na prostą. Ruchów zarządu pokazujących zaangażowanie w walkę brak. Piłkarze zaś, delikatnie to ujmując, nie grzeszą ani umiejętnościami, ani formą.












