Rok temu mecz Górnika Zabrze z Rakowem Częstochowa mało kogo interesował. Dzisiaj spotkanie pomiędzy obiema wspomnianymi ekipami było starciem na szczycie. Niepokonany na swoim stadionie w Zabrzu wicelider tabeli podejmował bowiem obecnego lidera z Częstochowy, który w pięciu wcześniejszych spotkaniach nie poniósł żadnej porażki. Można się więc było spodziewać niesamowitych emocji. I tak też było. Ostatecznie w hicie kolejki górą okazała się ekipa Marka Papszuna, która umocniła tym samym swoje miejsce na szczycie tabeli!
Dwie najładniej grające drużyny w obecnym sezonie PKO BP Ekstraklasy? Oczywiście Górnik Zabrze i Raków Częstochowa. Obie ekipy prezentują miły dla oka ofensywny futbol. Lubią przycisnąć rywali wysokim pressingiem. Mało który mecz w ich wykonaniu był dotychczas nudny. Zabrzanie w sześciu spotkaniach zdobyli łącznie 12 bramek, podopieczni Marka Papszuna trzy gole więcej. Jeśli chodzi o grę defensywną – tutaj górą przed dzisiejszym meczem byli piłkarze Górnika, którzy stracili tylko pięć bramek, rakowianie natomiast dwie więcej.
Nie ma się co dziwić, że fani polskiej ekstraklasy ostrzyli sobie zęby na dzisiejszy hit. Szczególnie że szkoleniowiec Rakowa – delikatnie mówiąc – namieszał w wyjściowej jedenastce. Podczas gdy w ekipie Górnika nie mieliśmy większych niespodzianek, patrząc na zestawienie drużyny spod Jasnej Góry, można było złapać się za głowę. Na ławce bowiem ujrzeliśmy Vladislavsa Gutkovskisa oraz Petra Schwarza, którzy przyzwyczaili nas do tego, że w Rakowie grają pierwsze skrzypce, a zamiast nich mogliśmy od pierwszych minut podziwiać Ivi Lopeza oraz debiutanta – Oskara Zawadę.
– To, co wiemy przed meczem z Rakowem, to fakt, że czeka nas bardzo interesujące spotkanie. Wchodząc na salę konferencyjną, mignęła mi zapowiedź na jednym z portali, jak ważny jest to mecz. My tylko się z tego cieszymy – mówił przed dzisiejszym meczem szkoleniowiec Górnika Marcin Brosz. – Cieszymy się, że możemy trenować i grać, bo wszyscy widzimy, co dzieje się w kraju. Każdy trening, każdy mecz to dla nas radość, bo możemy robić to, co lubimy. Dostarczamy ludziom pozytywnych emocji i to jest dla nas najważniejsze. Tych emocji w sobotę nie powinno zabraknąć – przekonywał cytowany przez „Sport Dziennik” sternik zabrzan. I trzeba przyznać, że nie mylił się trener Górnika. Emocji było dzisiaj co niemiara, a co za tym idzie – sam mecz oglądało się z niezwykłą przyjemnością…
Roszady Rakowowi nie przeszkodziły, a nawet pomogły
Wielu ekspertów oraz kibiców na widok dzisiejszego składu Rakowa – jak już wspomniano – mogło się troszkę zdziwić. Jednakże decyzje Marka Papszuna okazały się co najmniej trafne. Patrząc na grę Lopeza oraz Zawady, można było odnieść wrażenie, jakoby obaj piłkarze trafili do Rakowa jeszcze podczas okresu przygotowawczego. Trzeba przyznać, że szkoleniowiec „Medalików” świetnie wykorzystał przerwę na reprezentację.
Jednakże pierwsze minuty dzisiejszego starcia należały do podopiecznych Marcina Brosza, którzy już 240 sekund po rozpoczęciu spotkania za sprawą trzeciego trafienia Bartosza Nowaka w tym sezonie objęli prowadzenie. Natomiast kolejne minuty to już dominacja Rakowa. Najpierw pięć minut później w sytuacji sam na sam Martin Chudy wygrał pojedynek z debiutującym dzisiaj Oskarem Zawadą. Następnie kilka chwil później Ivi Lopez został powstrzymany przez golkipera Górnika. Ten skapitulował dopiero w 20. minucie, kiedy to Lopez skutecznie się mu zrewanżował. Dwie minuty później Oskar Zawada zdobył swoją debiutancką bramkę, ale sędzia odgwizdał spalonego.










