W drugim spotkaniu 25. kolejki T-Mobile Ekstraklasy Górnik Zabrze wygrał z Polonią Warszawa 1:0. Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Adam Danch.
Pojedynek zapowiadał się ciekawie, ponieważ obie drużyny w zeszłym tygodniu wygrały swoje spotkania, choć nie były faworytami. Górnik pokonał świetnie spisującą się w rundzie wiosennej Koronę Kielce po dwóch bramkach Arkadiusza Milika, a warszawska Polonia zwyciężyła ówczesnego wicelidera z Wrocławia. Czy wygrana stołecznego klubu była efektem nowej miotły, a trzy punkty Górnika były oznaką stabilizacji formy? Czwartkowy mecz miał dać odpowiedź na te pytania.

Spotkanie poprzedziła minuta ciszy poświęcona Andrzejowi Mierzwie, byłemu wiceprzewodniczącemu i członkowi rady nadzorczej zabrzańskiego klubu. Obie drużyny zaczęły spokojnie, choć trzeba przyznać, że większe ciśnienie odczuwali piłkarze z Warszawy. Nie tylko ze względu na prezesa Janusz Wojciechowskiego, ale szansę na europejskie puchary. Górnikowi „nie groziła” pozycja dająca awans do rozgrywek w Europie ani walka o utrzymanie się w lidze. Mimo takiej sytuacji, piłkarze z Zabrza przed spotkaniem zapowiadali, że nie odpuszczą i na mecz z Polonią wyjdą w pełni skoncentrowani. W roli wysuniętego napastnika co chwila zmieniali się Prejuce Nakoulma z Arkadiuszem Milikiem, co wprowadzało chaos w poczynaniach obronnych „Czarnych Koszul”. W pierwszym kwadransie gra toczyła się głównie w środku pola. Zarówno goście, jak i gospodarze byli dobrze przygotowani taktycznie. Pierwszą ciekawą akcję przeprowadzili Robert Jeż z Brunem Coutinho. Brazylijczyk dobrze zagrał w pole karne, ale akcję przerwał Mariusz Magiera. Chwilę później Nakoulma ośmieszył Tomasza Jodłowca, przebiegł kilkadziesiąt metrów i w ciemno podał w „szesnastkę”. Piłka przeszła wszystkich zawodników, a całą sytuację wyjaśnił obrońca Polonii.
W 24. minucie Jeż prostopadle zagrał do Władimira Dwaliszwilego, ale Gruzinowi skutecznie przeszkodziła defensywa gości. Tego typu akcje były rzadkością w pierwszej części gry. Słowak, pauzujący za żółte kartki w poprzednim meczu ze Śląskiem Wrocław, był najjaśniejszym punktem w drużynie przyjezdnych. Kilka minut później zawrzało w polu karnym Polonii. Metr przed linią bramkową piłkę do siatki chciał wpakować Adam Danch, ale świetnie spisał się Marcin Baszczyński, blokując zawodnika Górnika. Tak naprawdę jedyne, czego nie można było odmówić piłkarzom obu zespołów, to wola walki. Dynamicznych akcji, finezji i ciekawych zagrań nie widzieliśmy. Zero celnych strzałów na bramkę mówiło samo za siebie. Niespodziewanie minutę przed końcem pierwszej połowy, po świetnym zagraniu Arkadiusza Kwieka, Milik znalazł się sam na sam z Sebastianem Przyrowskim, jednak bramkarz Polonii wyszedł z opresji zwycięsko. To była stuprocentowa okazja.












