GKS Katowice w swoim kolejnym meczu na szczeblu I ligi odniósł w końcu pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. Po dwóch golach Przemysława Pitrego katowiczanie pokonali 2:0 Kolejarza Stróże.
W starciu piątej kolejki I ligi naprzeciwko siebie stanęły GieKSa Katowice i Kolejarz Stróże. W mediach spotkanie to zapowiadane było jak mecz katowiczan przeciwko szkoleniowcowi, który miał prowadzić KP Katowice. Na szczęście dla śląskiej piłki, fuzja Polonii Warszawa z zespołem z Górnego Śląska nie doszła do skutku. A w Katowicach od tamtej pory wiele się dzieje. Klub zbiera małych sponsorów, modernizuje stadion, więc widać, że miasto, które obiecało pomóc ekipie, spełnia obietnice. Brakowało jednak punktów na koncie popularnej GieKSy, która przed kolejną serią spotkań na zapleczu ekstraklasy okupowała szesnaste miejsce w tabeli.

Pierwsze fragmenty starcia nie mogły zaciekawić postronnego kibica. Oba zespoły wzajemnie się badały. Prawdziwy mecz rozpoczął się dopiero od drugiego kwadransa gry, kiedy to gospodarze wzięli się do pracy i zaczęli solidnie atakować bramkę strzeżoną przez Konrada Forenca. Co prawa pierwszy warty odnotowania strzał w 16. minucie oddał Maciej Kowalczyk, ale na trybunach głośniej zrobiło się pięć minut później, gdy Chwalibogowski uderzył mocno zza linii pola karnego. Z gola sympatycy „Trójkolorowych” cieszyć się jednak nie mogli.
W 21. minucie wyczyn kolegi z ekipy starał się powtórzyć Krzysztof Wołkowicz. Tym razem jednak na przeszkodzie zawodnika katowickiej drużyny stanął golkiper Kolejarza Stróże, który popisał się skuteczną interwencją. Że wysiłek i praca popłaca, podopieczni Rafała Goraka mogli przekonać się w 34. minucie. Właśnie w tym fragmencie gry jednobramkowe prowadzenie swojemu klubowi dał Przemysła Pitry, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego Bartłomieja Chwalibogowskiego i głową umieścił piłkę w bramce swoich adwersarzy.
Chwilę po tym, jak GieKSa objęła przewagę, mogło dojść do szybkiego wyrównania, jednak strzał Kamila Nitkiewicza z dystansu tylko ostemplował poprzeczkę bramki i dzięki temu do szatni na przerwę w lepszych nastrojach mogli schodzić piłkarze dowodzeni przez Rafała Góraka.
W drugiej odsłonie gospodarze dążyli do tego, aby jak najszybciej podwyższyć prowadzenie. Poniekąd utrudnili im to ich kibice, którzy za sprawą swojej oprawy doprowadzili do tego, że sędzia musiał na chwilę przerwać spotkanie w celu uprzątnięcia serpentyn znajdujących się na murawie. Po tym małym zamieszaniu bardziej skupieni na grze byli katowiczanie, którzy szybko zdobyli gola na 2:0. Za faul Dawida Szufryna na zawodniku „Trójkolorowych” w polu karnym Kolejorza arbiter nie zawahał się podyktować „jedenastki”, którą na gola zamienił Przemysław Pitry.











