W sobotę rozegrano wszystkie mecze 15. kolejki Scottish Premier League. Upłynęła ona pod znakiem dominacji głównych faworytów. Swoich fanów nie zawiodły teamy z Glasgow, które, dzięki zwycięstwom, jeszcze bardziej oddaliły się od reszty stawki.
Zdecydowanymi faworytami potyczki z Motherwell byli zawodnicy wicemistrza Szkocji. Celtic po kiepskim okresie wyraźnie wraca do formy, czego dowód dał chociażby w ostatnich meczach. Jednak nie tylko podopieczni Tony’ego Mowbraya mieli ochotę na zgarnięcie pełnej puli. Ich przeciwnicy mieli już dość niepowodzeń. Liczyli, że uda im się pokonać słynniejszych rywali i odnieść pierwsze zwycięstwo od końca października.
W mecz lepiej weszli miejscowi. Już po 180 sekundach mogli prowadzić, lecz dobrą interwencją przy uderzeniu Lukasa Jutkiewicza popisał się Artur Boruc. Choć to zawodnicy Marka McGhee pierwsi zaatakowali, z gola cieszyli się przyjezdni. Nie minął kwadrans gry, a na listę strzelców wpisał się Georgios Samaras, zdobywając swoją szóstą bramkę w tym sezonie. Chwilę później prowadzenie mógł podwyższyć Aiden McGeady, lecz na wysokości zadania stanął golkiper Motherwell, John Ruddy. Gospodarze szybko się pozbierali i ponownie ruszyli do przodu. Sprzymierzeńca znaleźli w osobie… Artura Boruca. Polski bramkarz w 26. minucie popełnił fatalny błąd, który umożliwił Jutkiewiczowi umieszczenie piłki w pustej bramce.
Celtic starał się skutecznie odpowiedzieć jeszcze w pierwszej połowie. Co chwila dochodziło do groźnych sytuacji w polu karnym Ruddy’ego. Jednak próby Gary’ego Caldwella, Hinkela i McGeady’ego okazywały się nieskuteczne. Gdy sędzia już miał kończyć pierwszą połowę, niespodziewanie piłka po raz drugi zatrzepotała w siatce Boruca, a jego katem został Mark Reynolds.
Od początku drugiej połowy „The Bhoys” usilnie dążyli do wyrównania stanu meczu. Wiedzieli, że jeżeli jego wynik będzie dla nich niepomyślny, będą musieli oddać pozycję lidera lokalnym przeciwnikom. Na swoje szczęście potrzebowali zaledwie 420 sekund, by wyrównać, a Ruddy’ego pięknym strzałem pokonał McGeady. Im dłużej trwał mecz, tym bardziej uwidaczniała się przewaga gości z Glasgow. Nie potrafili oni jej jednak udokumentować bramką. Najlepszą okazję ku temu zmarnował Barry Robson, który nie wykorzystał rzutu karnego. W 78. minucie Tony Mowbray zdecydował się na wpuszczenie na plac gry Marka-Antoine’a Fortune’a. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Francuz chwilę po wejściu na boisku znalazł drogę do siatki, a jego gol zapewnił „Celtom” trzy punkty.
Zdecydowanie mniej problemów z pokonaniem swoich rywali mieli mistrzowie Szkocji. Zespół Glasgow Rangers podjął na Ibrox Park drużynę St. Johnstone. Kibice „The Gers” z bramki dla swoich pupili mogli się cieszyć już po 60 sekundach, kiedy błąd defensywy gości z zimną krwią wykorzystał Kris Boyd. Gol ten wyraźnie podciął skrzydła przyjezdnym, którzy pozwalali swoim rywalom praktycznie na wszystko. Tylko swojej nieskuteczności czempioni zawdzięczali to, że nie prowadzili wyżej. Festiwal marnowanych sytuacji trwał do 37. minuty. Wtedy to Nacho Novo został przewrócony w polu karnym. Sędzia wskazał na punkt oddalony od bramki o 11 metrów. We wskazanym miejscu piłkę ustawił Boyd i nie pomylił się, pokonując bramkarza rywali w obecnych rozgrywkach już po raz 12. Do przerwy Rangersi prowadzili 2:0.










