Finisz zeszłego sezonu był dla piłkarzy GKS-u Katowice istnym koszmarem. W ostatnim ligowym spotkaniu, które miało przesądzić o utrzymaniu na drugim poziomie rozgrywkowym, gieksiarze stracili bramkę w doliczonym czasie gry. Na dodatek autorem gwoździa do katowickiej trumny okazał się bramkarz Bytovii Bytów, Andrzej Witan. Spadek do 2. ligi miał być nowym otwarciem dla śląskiej drużyny.
Nowy zarząd, nowy trener, nowi piłkarze. Z pozoru wszystko wygląda całkiem dobrze, jednak nic bardziej mylnego. Jak wspominaliśmy, dzisiejszym mecz ze Zniczem przy Bukowej miał być dla „GieKSy” nowym otwarciem. Niestety okazał się kolejnym powodem do zmartwień dla katowickiej publiczności.
Rewolucja przez duże R
Spadek GKS-u do 2. ligi miał bardzo przykre konsekwencje. Sprowadził on na Bukową rewolucyjny huragan, który pozbawił funkcji wiele członków katowickiego klubu, na czele z Marcinem Janickim i Tadeuszem Bartnikiem. Ten pierwszy, choć nie podał się do dymisji po spotkaniu z Bytovią i rada nadzorcza wstępnie chciała zatrzymać go w zarządzie, nie zaakceptował nowych warunków i oficjalnie został odwołany ze stanowiska.
Głową przypłacił również trener Dariusz Dudek, który przejmując „GieKSę” miał wyciągnąć ją z dołka. Misja byłego szkoleniowca Zagłębia Sosnowiec zakończyła się fiaskiem, a katowicki zespół wpadł w jeszcze większe bagno. Zmiany zaszły również w sztabie szkoleniowym i innych stanowiskach w klubie.
Schedę po Dariuszu Dudku przejął Rafał Górak, który wcześniej miał już okazję pracować z katowickim zespołem. Wraz z 46-latkiem na Bukową przybył Robert Góralczyk. Urodzony w Chorzowie mężczyzna został mianowany nowym dyrektorem sportowym.
– Uznałem, że to dobry moment, by zawrócić nurt rzeki, bo popłynęła w innym kierunku, niż się wydawało. To fajny projekt i ogromne możliwości. Nie boję się niczego, różnych wyzwań się podejmowałem. Mam świadomość, że oczekiwania są tutaj zawsze ogromne – mówił były trener Motoru Lublin w materiale przygotowanym przez klubową telewizję.
„Projekt młodość”
Tak brzmi motto GKS-u Katowice w tym sezonie. Wszak latem na boisko przy Bukowej trafiło aż czternastu nowych piłkarzy. Co ciekawe, większość z tych wzmocnień stanowi młoda gwardia. Dla kibiców katowickiego zespołu było to bardzo miłe zaskoczenie, w ostatnich latach klub słynął bowiem ze ściągania doświadczonych, niechcianych w ekstraklasie graczy.
Oczywiście, żeby nie było tak pięknie i tym razem nie zabrakło głosów krytyki. Niektórzy sympatycy „GieKSy” w mediach społecznościowych twierdzili, że sami młodzi zawodnicy nie udźwigną presji i nie sprostają stawianym wyzwaniom.
A trzeba podkreślić, że mało kto ze stadionowych bywalców wyobraża sobie scenariusz, w którym drużyna zostaje kolejny rok na trzecim poziomie rozgrywkowym w naszym kraju. Władze widzą tę sytuację nieco inaczej i uważają, że Rafał Górak potrzebuje trochę czasu, by opatentować drużynę na tyle mocną i zgraną, by rywalizować o najwyższe cele.
– Presję wrzuciłbym do kosza. Do kosza wrzuciłbym też hasło „Ekstraklasa albo śmierć”. Najważniejszą sprawą, która musi nam towarzyszyć, jest cierpliwość. Nie interesuje mnie, że wielu trenerów się tu sparzyło. Wszyscy mieli pewnie jakiś plan, który z różnych względów nie wypalił. Wiadomo, że to klub miejski z kibicami, którzy poszliby za nim w ogień. Ale to dopiero podwaliny pod zrobienie wyniku sportowego – podkreślał trener „GieKSy” na łamach SportSlaski.pl.











