GieKSa Katowice po czterech golach zdobytych przez Przemysława Pitrego pokonała Polonię Bytom 4:2 i awansowała tym samym na czternastą lokatę w tabeli pierwszej ligi. Gole dla Polonii strzelili z kolei Dawid Cempa oraz Krzysztof Michalak.
GieKSa Katowice i Polonia Bytom to znane firmy na mapie Górnego Śląska i nie tylko. Chociaż oba zespoły plączą się od początku tego sezonu w dolnych rejonach tabeli, to dla sympatyków oby drużyn mecz miał kolosalne znaczenie. Trzy punkty zarówno dla zespołu ze stolicy Śląska jaki dla „Czerwono-niebieskich” były potrzebne jak rybie woda.

Jak przystało na mecz derbowy, już od pierwszych minut było widać, że żadna z drużyn nie odstawi nogi i nawet przy piłce, która opuszcza plac gry, można liczyć, że zawodnik na pełnej szybkości będzie ją gonił, aby ta jednak w nim pozostała. Ponadto pierwszy kwadrans gry dał to, co kibice lubią najbardziej, czyli gole. Już po upływie zaledwie 180 sekund na listę strzelców wpisał się nieznany szerokiej widowni Dawid Cempa, który ładnym trafieniem przedstawił się publiczności zgromadzonej na obiekcie przy ulicy Bukowej.
Po stracie gola katowiczanie postanowili zakasać rękawy i stawić czoła zdeterminowanym bytomianom, którzy w pierwszych fragmentach gry sprawiali wrażenie drużyny poukładanej. Jednak z minuty na minutę sytuacja była opanowywana przez podopiecznych Rafała Góraka. Konsekwentna gra zespołu „Trójkolorowych” po stracie gola dała efekt w postaci bramki wyrównującej w 14. minucie. Wówczas wolą walki zaimponował Przemysław Pitry, który wywalczył futbolówkę pod bramką Polonii, następnie dograł do Rafała Kujawy. Były zawodnik ŁKS-u Łódź puścił w uliczkę Pitrego, a temu pozostało tylko ładną podcinką umieścić piłkę w siatce zdezorientowanego Mateusza Miki.
Po wyrównania stanu meczu poziom gry niczym wskaźniki niestabilnej finansowo firmy poszły drastycznie w dół, ale tylko do czasu. Pod koniec drugiego kwadransa widowisko znowu nabrało rumieńców. Najpierw przed szansą zdobycia gola na 2:1 dla GieKSy stanął Adrian Napierała. Jednak we właściwym miejscu i we właściwym momencie był Tomasz Kaczor i niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Natomiast chwilę po tym zdarzeniu goście wyszli ze swoją akcją, po której w pewnym momencie na strzał z dalszej odległości zdecydował się Krzysztof Michalak i ku zdziwieniu wszystkich obserwatorów piłka wylądowała w siatce bramki katowiczan, bo golkiper gospodarzy nie popisał się przy strzale pomocnika zespołu dowodzonego przez Piotra Pierścionka. Pierwsza połowa zakończyła się w związku z tym wynikiem 2:1 dla Polonii.












