Nieudany debiut na ławce trenerskiej katowickiego zespołu notuje Kazimierz Moskal. Piłkarze GieKSy przegrywają w Łęcznej aż 0:3 po dwóch trafieniach Zwolińskiego i jednym, ale za to pięknym, Nowaka. Goście od 35. minuty grali w dziesiątkę po czerwonej kartce dla Budziłka.

Pierwsze minuty tego spotkania należały do gospodarzy i już w 5. minucie efekt tej przewagi został udokumentowany golem. Zawistowski centrował z rzutu rożnego, piłka po małym zamieszaniu spadła pod nogi Zwolińskiego, a ten mocnym strzałem z kilku metrów zdobył bramkę w trzecim meczu z rzędu. Później z piłkarzy Górnika zeszło nieco powietrze i do głosu doszli podopieczni trenera Moskala. Najpierw z dystansu huknął Pitry, piłka szybowała z dużą prędkością, ale ostatecznie spadła tylko na poprzeczkę bramki Prusaka. Potem swoją szansę miał niewidoczny dzisiaj Wróbel, ale i tym razem golkiper Łęcznej nie dał się pokonać. Kolejne uderzenie i znowu Pitry, jednak tym razem jego strzał z wolnego trafił tylko w boczną siatkę.

W 35. minucie zawrzało na boisku. Szałachowski zostaje puszczony w bój dalekim podaniem, stara się przejąć futbolówkę, ale bramkarz Łukasz Budziłek atakuje piłkę z wyskoku na 18. metrze. Skrzydłowy pada na boisko, a golkiper gości ekspediuje piłkę. Sędzia uznał, że było to zagranie niebezpieczne bez kontaktu z zawodnikiem, i ukarał Budziłka czerwoną kartką za przerwanie realnej szansy na zdobycie bramki. Od tego czasu katowiczanie grali w dziesiątkę. W 43. minucie kontra duetu Szmatiuk – Zawistowski zakończyła się strzałem tego drugiego, ale wprowadzony rezerwowy bramkarz Dobroliński nie miał problemów przy tym uderzeniu. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie. Mecz do tego czasu trzymał dobre, szybkie tempo i był bardzo wyrównany. Najlepsze wrażenie robił na obserwatorach Przemysław Pitry, który dwukrotnie zagroził bramce Prusaka. Nieźle spisywał się też Paweł Zawistowski po stronie gospodarzy.
Początek drugiej połowy to chaos, z którego żadna strona nie potrafiła się wydostać. Szarpanie to w jedną, to w drugą stronę, ale w efekcie brakowało stuprocentowych okazji pod bramkami. Sadzawicki próbował z… połowy boiska, Pitry główkował zza pola karnego, ale najbliżej szczęścia byli podopieczni Jurija Szatałowa. Tak było w 72. minucie, kiedy Szmatiuk po zamieszaniu w polu karnym oddawał strzał… leżąc. Worek z bramkami ostatecznie rozwiązał się w 77. minucie – Kozancuks do Zwolińskiego, obrońcy GieKSy pasywni i napastnik Górnika strzela swoją czwartą bramkę w sezonie. Minęły dwie minuty i było już 3:0. Delikatne, wypieszczone uderzenie z wolnego wykonane przez Tomasza Nowaka i piłka ląduje w bramce. W samej końcówce kolejne sytuacje mieli gospodarze, ale ani Wiązkowski, ani Niedziela nie potrafili umieścić piłki w siatce i mecz zakończył się trzybramkowym zwycięstwem Górnika Łęczna.











