Targana problemami finansowymi GieKSa Katowice odniosła pierwsze zwycięstwo w 2012 roku. Podopieczni Rafała Góraka pewnie pokonali 3:1 Dolcan Ząbki i zrównali się punktami z Sandecją Nowy Sącz.
Pierwsze fragmenty spotkania zwiastowały emocje. Już po upływie zaledwie 120 sekund od pierwszego gwizdka sędziego dynamiczną akcją popisał się Mateusz Zachara, lecz w pewnym momencie zawodnik wypuścił sobie zbyt mocno futbolówkę przed siebie i w konsekwencji opuściła ona plac gry. Trzy minuty później mocnym uderzeniem wyróżnił się z kolei Przemysław Pitry, ale piłka po tym strzale nie ugrzęzła w siatce.

Drugi kwadrans gry rozpoczął się od ostrzeżenia, jakie gospodarzom dali piłkarze Dolcanu. Strzałem z około dziesięciu metrów próbował pokonać bramkarza katowiczan Grzegorza Piesio. Jednak futbolówka minęła światło bramki. Co nie udało się 23-letniemu pomocnikowi Dolcanu, udało się Rafałowi Grzelakowi. Urodzony w Mławie zawodnik wykorzystał dośrodkowanie ze stałego fragmentu gry i precyzyjnym uderzeniem nie dał żadnych szans na skuteczną interwencję golkiperowi „Trójkolorowych”, otwierając wynik meczu.
Gol dla drużyny z Mazowsza wywołał duże niezadowolenie wśród zgromadzonych na trybunach kibiców GieKSy. Sympatycy katowickiego zespołu głośno motywowali swoich piłkarzy hasłami typu „Do roboty, do roboty”. I dało to znamienny efekt na trzy minuty przed końcem pierwszej połowy. Po rzucie rożnym i zamieszaniu pod bramką Humerskiego piłka trafiła do Rakelsa, który oddał strzał na bramkę, po którym wynik 1:1 stał się faktem.
Druga połowa rozpoczęła się od podwójnej zmiany w składzie zespołu dowodzonego przez Rafała Góraka. W miejsce Cholerzyńskiego pojawił się Beliancin. Natomiast za Gierczaka na plac gry wszedł Chwalibogowski. Na kolejne 45 minut piłkarze gospodarzy wyszli niezwykle zmotywowani. Już w 48. minucie na prowadzenie swój zespół mógł wyprowadzić Tomasz Rzepka. Strzał obrońcy GKS-u został jednak zablokowany przez obrońców gości i tym razem powodów do radości miejscowi kibice nie mieli. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. W 55. minucie przewaga śląskiej drużyny została udokumentowana. Gola, który wyprowadził katowiczan na prowadzenie 2:1, zdobył Damian Chmiel, który z bliskiej odległości pokonał bramkarza Dolcanu.
Kolejne minuty były rozgrywane z towarzyszącym piłkarzom oberwaniem chmury, po którym murawa stadionu w Katowicach szybko została pokryta białym puchem. Na śniegu zdecydowanie lepiej radzili sobie gospodarze, co potwierdzili na trzynaście minut przed końcem meczu. Podręcznikowo rozegrany kontratak 3 na 2 zakończony został podaniem do Chwalibogowskiego, który w sytuacji oko w oko z Humerskim ustalił wynik meczu na 3:1 dla katowickiej drużyny.











