Drużyna Getafe tylko zremisowała na własnym terenie z ostatnią drużyną tabeli La Liga. Niemocy podopiecznych Michela nie przełamał nawet fakt, że przez ostatnie pół godziny grali z przewagą jednego zawodnika
Obie ekipy wybiegły na podmadrycki stadion w mocnych składach, Getafe cieszyło się z pewnością z powrotu do składu prawego obrońcy, Miguela Torresa, którego brak był bardzo widoczny w ostatnich spotkaniach. Na szpicy u gospodarzy trener Michel Gonzalez ustawił Adriana Colungę, który jeszcze w poprzednim sezonie strzelał gole dla Saragossy. Co ciekawe, drugi podstawowy napastnik, „Los Azulones”, rozpoczynający mecz na ławce, Javier Arizmendi, też jeszcze niedawno reprezentował barwy dzisiejszego rywala.
Początek spotkania to zdecydowany atak Getafe. W 4. minucie strzał Pedro Riosa sprawił wielkie trudności Leo Franco. Gdyby padła bramka, największą winę ponosiłby Obradović , który zdecydowanie przegrał pojedynek biegowy ze skrzydłowym drużyny Michela. Jakby tego było mało, Serb musiał przedwcześnie opuścić boisko z powodu kontuzji. Zastąpił go Javier Paredes. Z czasem ataki Saragossy stawały się coraz składniejsze i bardziej niebezpieczne. Sinama-Pongolle był dosłownie co chwilę łapany na pozycji spalonej. W 33. minucie przyjezdni wyszli na sensacyjne prowadzenie – szczęśliwym strzelcem był Bertolo, a antybohaterem Jordi Codina, który, nie wiedzieć czemu, zdecydował się na bezsensowne wyjście z własnej bramki w okolice środka boiska. Stracony gol rozbił psychicznie Getafe, do końca pierwszej połowy gracze w niebieskich koszulkach nie skonstruowali żadnej groźnej akcji. Blisko podwyższenia prowadzenia był Sinama, jednak nie udało mu się wykorzystać świetnego podania Bertolo z prawego skrzydła.
W szatni z pewnością Michel nie szczędził mocnych słów, bo na drugą połowę jego drużyna wyszła niezwykle zmotywowana. Nie minęła minuta, a już Dani Parejo trafił w słupek, nie minęły dwie, a Adrian Colunga ustawiał sobie piłkę na jedenastym metrze, by wykonać rzut karny podyktowany za zagranie w stylu karate Sinamy-Pongolle we własnym polu karnym. Hiszpan gola zdobył, ale trafienia nie celebrował, okazując tym szacunek dla klubu, który otworzył mu drzwi do wielkiego futbolu. Brawo, Adrian! W 54. minucie Jordi Codina chociaż częściowo odkupił swoje winy, we wspaniały sposób zatrzymując strzał Lafity. Nie minęło dziesięć minut, a Saragossa przyjęła kolejny cios – drugą żółtą kartkę zobaczył prawy obrońca gości, Argentyńczyk Leonardo Ponzio. Sędzia Teixeira Vitienes uznał, że defensor zagrywał piłkę ręką. To osłabienie nie podcięło skrzydeł przyjezdnym, którzy już minutę później mogli ponownie wyjść na prowadzenie. Potem rządziło już tylko Getafe. Najpierw blisko drugiego gola był Colunga, potem swoją szansę miał wprowadzony chwilę wcześniej Miku. W 81. minucie okazję do gry przeciwko swojemu byłemu klubowi otrzymał Arizmendi. Jego aktualni koledzy co rusz pokazywali niesamowitą umiejętność pudłowania praktycznie w każdej dogodnej sytuacji. Colunga przy odrobinie dobrej woli skompletowałby hat-tricka.
Skończyło się na remisie. Najsłabsza ekipa ligi wywiozła punkty z Madrytu, co z pewnością w Saragossie zostanie uznane za spory sukces. Ostatnio pojawiły się informacje, że posada Michela wisi na włosku. Dzisiejszy mecz mógł ten włos odciąć.










