Był jedną z rewelacji Premier Leauge sezonu 2014/2015, czwartym ogółem oraz drugim wśród Anglików strzelcem rodzimej ekstraklasy z 18 bramkami na koncie, strzelił o połowę więcej goli od Wayne’a Rooneya. Zbyt mało, żeby zostać w Premiership? Ciekawy przypadek Charliego Austina. Przez niemal cały poprzedni sezon media na Wyspach przewidywały rychłe odejście naszego bohatera do klubu mocniejszego niż Queens Park Rangers – a o znalezienie takiego nie było trudno, londyńczycy bowiem 27 na 38 możliwych kolejek spędzili w strefie spadkowej. Austin do stycznia 2015 roku strzelił 12 bramek, co stanowiło prawie 60% wszystkich goli zespołu (21). Dla porównania, w tym samym czasie Sergio Agüero miał na koncie 14 trafień, Diego Costa – 13, a Harry Kane zaledwie 5. Tylko trzej wymienieni wyżej zawodnicy wyminęli piłkarza QPR na finiszu rozgrywek, jednak na półmetku to on zajmował najniższe miejsce na podium jako najskuteczniejszy Anglik. 18 bramek w 35 występach – dobry, a jak na Premier League bardzo dobry wynik. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że drużyna z Loftus Road zakończyła miniony sezon jako czerwona latarnia tabeli, dorobek Austina prezentuje się rewelacyjnie.
Niedoceniany…
W kontekście zatrudnienia Anglika wymieniało się nie byle kogo; w mediach przewijały się firmy takie, jak: Chelsea, Manchester United, Tottenham, West Ham, Southampton i przede wszystkim Newcastle United. Mówiło się nawet o konkretnej ofercie od „Świętych”, jednak to „Sroki” były najbliżej pozyskania bramkostrzelnego napastnika. Szkopuł tkwi w szczegółach – urodzony w Hungerford w hrabstwie Berkshire piłkarz zapewne już latem zmieniłby miejsce pracy, gdyby nie jego kontrakt. Obowiązywał on bowiem do końca sezonu 2015/2016, a klub z zachodniego Londynu nie potrafił przekonać Austina do jego prolongaty. Kolejną kwestią są pobory zawodnika – były to pieniądze rzędu £25000 tygodniowo, co na warunki Premier League jest kwotą niemal symboliczną. Wiedząc o całej sytuacji, zainteresowane kluby wolały poczekać do końca obecnego sezonu, aby pozyskać snajpera z Loftus Road za darmo. W związku z powyższym dokonywano transferów innych ofensywnie usposobionych graczy, i tak na St James’ Park zawitał Aleksandar Mitrović, na Old Trafford – Anthony Martial, na St Mary’s Stadium postanowiono zaś zaufać Graziano Pellè. Austin? Medialny świat dość szybko o nim zapomniał.
A nie powinien. Jeśli spojrzeć w przeszłość Anglika, miniony sezon nie był w jego karierze nieprawdopodobnym wyczynem, bowiem podobne statystyki wyrabia od paru ładnych lat. Zaczynał w sezonie 2006/2007 od prowincjonalnego Kintbury Rangers, występującego w Hellenic League Division One East (jedna z lig na 10 poziomie rozgrywkowym), w którym we wszystkich rozgrywkach strzelił 21 bramek w 28 meczach. Kolejny sezon zanotował w klubie ze swojego miasta, Hungerford Town (9 liga), gdzie zaliczył 11 trafień. Później było już tylko lepiej. Kolejne dwa sezony grał w Poole Town (również 9 liga); pierwszy to 46 gier i 46 goli, drugi – 11 gier i 18 goli. Taki wynik nie mógł obejść się bez echa, a piłkarza czekał awans o… 6 poziomów ligowych. Przez kolejne dwa sezony w Swindon Town występującym w League One trafił 37 razy w 65 meczach. A że tak wielki przeskok wydawał się nie stanowić dla młokosa najmniejszego problemu, zainteresowało się nim Burnley. Tam pograł trzy lata, ale dopiero w drugim sezonie dostał prawdziwą szansę. 41 goli w 82 meczach na poziomie Championship – prędzej czy później chłopak musiał pójść wyżej. Za 4 miliony funtów trafił do QPR, w pierwszym sezonie strzelił 17 goli w 31 meczach i wprowadził zespół do Premier League. Podsumujmy – odkąd Charlie Austin zawitał do Championship, do końca minionego sezonu zapisywał się w rubryce „strzelcy” we wszystkich rozgrywkach aż 83 razy. Trudno znaleźć dziś równie skutecznego Anglika w dwóch najwyższych ligach w kraju, niemożliwe jest znalezienie podobnego o zbliżonych poborach. Ewenement.












