Najbardziej medialny z beniaminków Ligue 1 przeżywa od kilku tygodni znakomity czas. Chciałoby się powiedzieć: nareszcie! Korsykański klub przez dziesięć kolejek udowadniał, jak bardzo nie nadaje się do doborowego towarzystwa francuskiej elity, ale jak odpalił, to już na dobre.
17 października, godzina 22, stadion AS Saint-Etienne. Zawodnicy w czerwonych koszulkach z opuszczonymi głowami schodzą z murawy Stade Geoffroy-Guichard. Porażka 0:2 z potentatem, w dodatku wyjazdowa, wstydu raczej nie przynosi, gorzej jednak, gdy popatrzymy na sytuację klubu z Ajaccio w tabeli. Trzy remisy, siedem porażek, czerwona latarnia ligi. Najczarniejszy sen, wieszczony przez większość ekspertów, stał się jawą. Gazelec jest zwyczajnie zbyt słabe na ten poziom rozgrywek, jakiś niespotykany fart i wybitnie dobra forma zaprowadziły zespół na salony, niemniej ochrona już wykryła intruza i zaraz wyprowadzi go z bankietu po to, by poszedł pobawić się w remizie, na której wisi napis „Ligue 2”.
Kilka dni później na swoim malutkim (jak na realia francuskiej elity) obiekcie Gazelec gości rewelację rozgrywek, OGC Nice. Zamiast tradycyjnie dostać w czapę, beniaminek rozgrywa najlepszy mecz w swojej historii występów w Ligue 1 i pokonuje Ben Arfę i spółkę 3:1. Korsykanie prowadzą od samego początku, weteran Gregory Pujol ukłuł już w 1. minucie meczu. Każdemu jednak może przydarzyć się dzień konia, swego czasu w ekstraklasie nawet Świt Nowy Dwór wygrał kilka meczów, dlaczego więc tego samego miałoby nie zrobić „Le Gaz”?
31 października, tydzień po historycznym zwycięstwie. Po Nicei przychodzi pora na Bordeaux. Ostatnio bardzo nieregularne, jednak budżetowo i organizacyjnie znajdujące się gdzieś w kosmosie w porównaniu z korsykańskim maleństwem. Gazelec wychodzi jednak z otwartą przyłbicą i za sprawą Mohameda Larbiego spokojnie punktuje faworyta. 2:0, w ciągu tygodnia klub z Ajaccio ugrał dwa razy tyle punktów, ile przez wcześniejsze dziesięć kolejek.
Mija kolejny tydzień, nasi bohaterowie jadą na trudny teren do Reims. Były klub Krychowiaka podejmuje walkę, ale koniec końców jest bezradny – „Le Gaz” wygrywają 2:1 i zrównują się punktami z ostatnią drużyną zajmującą bezpieczną lokatę w tabeli – Montpellier. Strata do jedenastego Bordeaux wynosi już tylko pięć punktów – spokojnie do odrobienia w ciągu kolejnych trzech meczów.











