Bale przyszedł do Realu 1 września 2013 roku. Były gracz angielskiego Tottenhamu stał się ponoć najdroższym zawodnikiem w historii futbolu, kosztując „Królewskich” rekordowe 100 milionów euro. Powszechnie uważa się, iż Walijczyk nie był wart takiej kwoty, a do dziś w Madrycie nie pokazuje pełni swoich możliwości. Jednak trzeba pamiętać też, że w minionych finałach pucharów w barwach Realu Bale zdecydowanie „robił robotę”. A dziś na San Siro bez dwóch zdań może być podobnie.
Nie ulega wątpliwości, iż Walijczyk od początku swojego pobytu na Santiago Bernabeu pozostaje w cieniu Cristiano Ronaldo. To pod Portugalczyka ułożona jest gra „Królewskich”, a Bale jest tylko jednym z pozostałych kawałków układanki kolejnych to szkoleniowców. Nikt jednak nie może zaprzeczyć, że stanowi on w niej bardzo cenny element, a by to udowodnić, wystarczy jedynie zerknąć na statystyki. We wszystkich 122 meczach w barwach Realu Walijczyk skompletował aż 58 trafień oraz 45 asyst i chcąc nie chcąc stanowi to wynik więcej niż imponujący. A zostaje jeszcze nadmienić, że pod skrzydłami Zinedine’a Zidane’a Bale ma się wyjątkowo dobrze.
W kontekście dzisiejszej batalii o puchar Champions League z Atletico równie ważny jest też fakt, że w prestiżowych meczach Walijczyk nie zwykł zawodzić. W najważniejszych dotychczasowych finałach w koszulce „Królewskich” Bale zdecydowanie był jedną z głównych gwiazd wieczoru.
Niezapomniany sprint w Copa del Rey
Rywalizację Realu z „Barcą” w finale Pucharu Hiszpanii przed dwoma laty chyba każdy odruchowo skojarzy ze wspaniałą postawą Walijczyka. Wówczas madrytczycy po dwóch porażkach z odwiecznymi rywalami w Primera Division przystąpili do batalii o triumf w Copa del Rey bez kontuzjowanego Cristiano Ronado. Jak się okazało, Bale zastąpił go najlepiej, jak tylko mógł.
Pod nieobecność Portugalczyka hiszpańska prasa zapowiadała ówczesny mecz jako starcie warte 200 milionów euro, czyli pojedynek Brazylijczyka Neymara i Garetha Bale’a. Do 86. minuty zarówno w finale, jak i w indywidualnej rywalizacji obu panów mieliśmy remis. Wtedy jednak Walijczyk przeprowadził pamiętny sprint z piłką lewą flanką boiska i zapewnił „Królewskim” pierwszy triumf w obecnym sezonie. Neymar próbował mu się odgryźć, lecz parę minut później jego uderzenie odbiło się od słupka. W starciu wartym 200 milinów górą był więc Bale.
A oto i jego słynna „przebieżka”.
Decydujące trafienie w finale Ligi Mistrzów
W tym samym sezonie, już nieco ponad miesiąc po meczu z Barceloną, „Królewskich” czekała kolejna batalia o puchar. Tym razem było to starcie z Atletico w finale Champions League. Jak pewnie doskonale pamiętacie, wówczas przez niemal całe spotkanie 1:0 prowadzili podopieczni Diego Simeone, a Real w ostatnich minutach gry uratowała wyrównująca bramka główką Sergio Ramosa. W dogrywce wycieńczeni zawodnicy Atletico nie byli już w stanie stawić czoła rozpędzonym „Królewskim” i ostatecznie ulegli aż 1:4.











