Futbol w kraju samurajów i bejsbolu


Czyli jak na przestrzeni lat kształtowała się w Japonii gra w piłkę nożną

19 marca 2020 Futbol w kraju samurajów i bejsbolu

Japonia słynie na świecie z wielu różnych rzeczy. Barwnej kultury, ciekawych tradycji, wojowników zwanych samurajami, a także swojego sportu narodowego: sumo. I choć pierwsza profesjonalna liga w Japonii powstała dopiero w 1992, korzeni tej gry na Dalekim Wschodzie można szukać w dalekiej przeszłości...


Udostępnij na Udostępnij na

Tradycja kopania piłki w Japonii powstała już pomiędzy VIII a XII wiekiem. Początkowo była to typowo zabawa dla arystokracji – później dopiero wprowadziły ją do swojego życia warstwy niższe. Ale zanim o tym zapraszamy do lektury tekstu o piłce nożnej w Japonii. Kiedy i w jakich okolicznościach futbol, który znamy w Europie, dotarł na Daleki Wschód? Jak powstawały profesjonalne rozgrywki? W dzisiejszym tekście poruszymy te, jak i kilka innych zagadnień.

Kemari, czyli pierwsza kopnięta piłka

To właśnie w kemari, czyli rodzaju japońskiej gry, możemy doszukiwać się pierwszych korzeni piłki nożnej w Kraju Kwitnącej Wiśni. Zasady gry są bardzo proste, a do zabawy wystarczy piłka oraz kilka osób. Wszystko sprowadza się do tego, aby piłkę (mari) podbić kilkukrotnie w powietrzu, tak aby zyskać nad nią kontrolę. Następnie piłka podawana jest do kolejnego gracza, których w sumie powinno być ośmiu.

Z początku gra stanowiła rozrywkę dla arystokratów, później tradycję tę przejęli samurajowie. Następnie gra trafiła do najniższych warstw społecznych. No dobrze, ale skąd wziął się pomysł na kemari? Tak jak chociażby pismo Japończycy przejęli tę grę od Chińczyków. Ci w swoją formę kemari grali już nawet na 200 lat przed naszą erą. Do tego gra Chińczyków zdecydowanie bardziej przypominała to, co dziś znamy jako piłkę nożną. Zamiast utrzymywać piłkę w powietrzu, celem ich gry było wpakowanie piłki do dziury w siatce. Oczywiście nie wolno było używać rąk.

W Chinach gra w piłkę nie była jednak zabawą dla najbogatszych, a treningiem dla żołnierzy, którzy rywalizowali ze sobą. Dopiero później gra stała się popularna wśród klas wyższych, a w cesarskim pałacu odbywały się mecze. Na przestrzeni wieków doszło nawet do komercjalizacji rozgrywek, a niektórzy zawodnicy mogli zapewnić sobie przetrwanie dzięki grze. Powstawały nawet drużyny żeńskie (co w tamtym czasie w Europie mogłoby być nie do pomyślenia!).

Wracając do Japonii. Tradycja kemari pozostała… No cóż, zaledwie tradycją. Do dziś w niektórych miejscach w Japonii można zobaczyć grę w kemari, przede wszystkim na placach chramów shintoistycznych. Zdecydowanie lepiej ma się za to tradycja temari, czyli ozdobnych piłek, które są częstym upominkiem noworocznym wśród Japończyków. Nie będziemy jednak dywagować, dlatego jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o temari, zapraszamy tutaj.

Pierwsze mecze w Japonii

Chociaż Japończycy mieli w swojej tradycji kopanie piłki, to dopiero Brytyjczycy sprowadzili znany nam sport na wyspy japońskie. Człowiekiem, który pokazał Japończykom, jak gra się w piłkę, był Archfield Douglas – brytyjski oficer. Wraz ze swoimi ludźmi w 1873 roku prowadził w Japonii szkolenia dla japońskiej marynarki. W wolnym czasie grali w znany nam futbol. Japończycy obserwowali oczywiście przybyszy z Zachodu, aż w końcu przejęli od nich europejską wersję kemari.

Miasta Yokohama oraz Kobe były głównymi skupiskami obcokrajowców, a co za tym idzie piłkarzy amatorów. Następnie piłkę nożną przejęli studenci, a placówki oświaty chętnie wprowadziły futbol do planu zajęć. Pierwszy oficjalny mecz miał zostać rozegrany w 1888 roku pomiędzy drużynami z Kobe i Yokohamy właśnie.

Wracając do uczniów oraz studentów, bo to właśnie oni odegrali ogromną rolę w procesie tworzenia japońskiej federacji. Rok 1917 był kluczowy dla przyszłości japońskiej piłki oraz sportu w ogóle. To właśnie wtedy rozegrane zostały Igrzyska Dalekiego Wschodu, a wraz z nimi turniej piłkarski między Japonią, Filipinami oraz Republiką Chin. Japończycy przegrali oba mecze, tracąc łącznie 20 bramek. Były to jednak pierwsze spotkania rozegrane przez japońską reprezentację narodową, a kraj reprezentowali zawodnicy wyselekcjonowani spośród uczniów dzisiejszego Uniwersytetu Tsukuba.

Piłki temari

Ale rok 1917 był także ważny z innego względu – wtedy po raz pierwszy rozegrano zimowe kokuritsu, czyli zawody zrzeszające szkoły średnie z całego kraju. Drużyny z poszczególnych szkół rywalizują ze sobą podczas zimowej przerwy w nauce. Stawka? Oczywiście miano najlepszej drużyny piłkarskiej w kraju. Na przestrzeni lat rozgrywki zaliczyły awans na największą imprezę sportową dla amatorów w całej Japonii.

Dziś kokuritsu urosło do tego stopnia, że transmisję z finałów obejrzeć można w Nippon TV – jednej z największych telewizji w kraju. Rozgrywki transmitują także telewizje lokalne. Jest to również dobre miejsce do szukania młodych talentów, bo oprócz wielu piłkarzy, którzy trafili później do lig japońskich, dzięki zawodom kilku zawodników wypłynęło na wody europejskie. Są to m.in Gaku Shibasaki (Deportivo La Coruna), Shinji Okazaki (mistrz Anglii z Leicester) czy Takashi Inui (obecnie SD Eibar).

Historia srebrnego pucharu

O japońskich międzyszkolnych rozgrywkach na skalę krajową Brytyjczycy dowiedzieli się już w 1918 roku po finałach zorganizowanych w Osace. Aby pomóc szerzyć ducha piłki nożnej, w 1919 roku wysłali oni do Japonii replikę Pucharu Anglii. Jednakże przesyłka brytyjskiej federacji nie mogła trafić do japońskiego odpowiednika, bo… ten po prostu nie istniał.

Dlatego też już dwa lata później, w 1921 roku, powstała JFA, czyli Japoński Związek Piłki Nożnej (Japan Football Association). Dużą cegiełkę do całego procesu utworzenia federacji dołożył William Haigh pracujący dla ambasady brytyjskiej. Był on zawodnikiem drużyny stworzonej przez ambasadę, starał się popularyzować sport na ziemiach Japonii, a także miał swój udział w sprowadzeniu repliki pucharu do Japonii. Jest także współautorem rozgrywek, które trwają do dziś, a które powstały wraz z utworzeniem federacji w 1921 roku. Mowa o Pucharze Cesarza, czyli japońskim odpowiedniku Pucharu Anglii czy naszego Pucharu Polski, którego rolą jest wyłonienie najlepszej drużyny w kraju.

Taką replikę Pucharu Anglii można dziś sobie sprawić samemu

Utworzenie federacji pozwoliło także stworzyć reprezentację narodową. Ta po raz pierwszy miała okazję zaprezentować się na dużej imprezie podczas Igrzysk Dalekiego Wchodu w 1930 roku. Wtedy to w finale turnieju piłkarskiego Japończycy zremisowali z Chinami 3:3. Obie drużyny zakończyły rozgrywki z taką samą liczbą punktów – miało więc dojść do dogrywki. Japończycy odmówili wzięcia w niej udziału, dlatego to reprezentacja Chin miała otrzymać złoty medal. Jednakże archiwa japońskie wskazują, że zarówno Chińczycy, jak i Japończycy otrzymali złoto.

Puchar otrzymany od angielskiej federacji zainspirował (a może raczej zmusił) Japończyków do utworzenia własnej federacji. Dziś niestety nie możemy go podziwiać. I to z bardzo błahego powodu – podczas II wojny światowej został przetopiony (jak wiele innych medali i pucharów sportowych) na potrzeby wojska.

Pierwsze igrzyska olimpijskie

W 1936 roku japońska drużyna narodowa po raz pierwszy wzięła udział w letnich igrzyskach olimpijskich. W turnieju piłkarskim wystartowało w sumie 16 zespołów (w tym Polska), a Japończycy byli raczej kandydatem do odpadnięcia w pierwszej rundzie. Reprezentacja kraju składała się przede wszystkim ze studentów. Szwedzi, którzy zmierzyli się z Japończykami w pierwszej rundzie, byli więc niemile zaskoczeni, kiedy doznali szokującej porażki. Japończycy wygrali 3:2 i świętowali awans do kolejnej rundy. O tym, jak młody był japoński zespół, niech świadczy fakt, że średnia wieku pierwszej jedenastki wynosiła 23,2 lat.

W kolejnej rundzie zespół japoński trafił na Włochów, późniejszych triumfatorów, i doznał wysokiej porażki 0:8. Szansa na wzrost popularności dyscypliny legła w gruzach, a Japończycy odwrócili się w kierunku do dziś niezwykle popularnego bejsbolu. W 1936 powstała pierwsza bejsbolowa liga. Wybuch wojny spowodował, że piłka nożna w Japonii przestała się rozwijać, a federacja japońska stała się członkiem FIFA dopiero w 1950 roku. Japończycy powrócili na arenę międzynarodową w 1951 roku podczas pierwszych w historii igrzysk azjatyckich. Wówczas w New Delhi piłkarze wywalczyli brązowy medal.

Większość zawodników, ale nie wszyscy, przeżyła wojnę. Warto jednak przypomnieć, że na tamtym turnieju organizowanym w Niemczech reprezentacja Polski zajęła wysokie, czwarte miejsce. Polacy pokonali wówczas Węgrów oraz Brytyjczyków.

Ojciec dzisiejszego futbolu

Dettmar Cramer – nazwisko kojarzone nie tylko w Europie, ale także (przede wszystkim) w Japonii. Można wręcz o nim powiedzieć „ojciec japońskiego futbolu”. No a przynajmniej tego nowoczesnego. Mierzący zaledwie 161 centymetrów Niemiec w 1960 roku objął posadę trenera reprezentacji, którą miał przygotować na igrzyska w Tokio (w roku 1964). Wcześniej przebywał w tym kraju jako trener piłkarski, pracując dla niemieckiej federacji i ucząc Japończyków europejskiego stylu gry.

Pod jego wodzą na igrzyskach w Tokio Japończycy dzięki zwycięstwu 3:2 nad Argentyną wyszli z grupy. W ćwierćfinale ulegli jednak Czechosłowacji i odpadli z turnieju, ale fundamenty, które Cramer położył w Japonii, pomogły w wywalczeniu historycznego wyniku kilka lat później. Niemiec szkolił japońskich trenerów, położył podwaliny pod szkolenie młodzieży w Kraju Kwitnącej Wiśni. I choć w 1968 nie był już trenerem kadry, dołożył ogromną cegiełkę do wyniku reprezentacji Japonii na kolejnych igrzyskach…

Ale o tym za moment. Cramer wrócił do Niemiec, by w 1969 powrócić do Japonii, tym razem z nieco inną misją. W tym właśnie roku objął posadę dyrektora pierwszej szkoły dla trenerów FIFA. W kolejnych latach jeszcze kilkukrotnie odwiedził Japonię w różnych celach, za każdym razem szkoląc Japończyków.

Niemiec zanim opuścił kraj, podsunął pomysł zorganizowania pierwszych rozgrywek ligowych w Japonii. I tak w 1965 powstała JSL (Japan Soccer League) – półprofesjonalna liga stworzona z ośmiu zespołów. Zawodnicy łączyli pracę w korporacjach z grą w piłkę, a kluby sponsorowane były przez największe spółki: Nissan, Yamaha, Mitsubishi. Niestety drużyny były rozsianie po całej Japonii: Tokio, Osaka, Nagoja, Hiroshima…

Do tego we wszystkich tych miejscach prym wiodły zespoły bejsbolowe, które przykryły cieniem nowo powstałą ligę piłkarską. Co ciekawe, w międzyczasie wciąż rozgrywany był krajowy puchar, czyli Puchar Cesarza stworzony na wzór Pucharu Anglii. Rozgrywki te w tamtym czasie zdominowane były przez zespoły uniwersyteckie, a ekipy grające w lidze raczej nie święciły triumfów w meczach pucharowych.

Dettmar Cramer za swoje zasługi otrzymał w 1971 roku Order Świętego Skarbu (klasy III).

Igrzyska olimpijskie w Meksyku

Szesnaście drużyn przyjechało do stolicy Meksyku, aby walczyć o olimpijskie złoto. Wśród nich, jak łatwo się domyślić, Japończycy. Zespół, który cztery lata temu wyeliminował z gry Argentynę, ale od którego nie można było wiele oczekiwać. Mało tego, Japonia znalazła się w bardzo trudnej grupie z Brazylią, Nigerią oraz Hiszpanią.

Remisy z Brazylią i Hiszpanią oraz wygrana nad Nigerią pozwoliły Japończykom zająć drugie miejsce w swojej grupie, a tym samym wyeliminować Brazylijczyków z turnieju. Potem było jeszcze lepiej – wygrana w ćwierćfinale 3:1 nad reprezentacją Francji sprawiła, że Japończycy znaleźli się w zasięgu olimpijskiego medalu.

Półfinał przeciwko broniącym tytułu Węgrom ochłodził jednak japońskie głowy. Sromotna porażka 0:5 rozwiała marzenia o olimpijskim finale, ale pozostał jeszcze mecz o trzecie miejsce. W tym… dość dziwnym spotkaniu Japończycy pokonali gospodarzy 2:0, zdobywając ostatecznie olimpijski brąz. Dlaczego dziwnym? Cóż, warto na własne oczy zobaczyć, jak nieudolni i bezradni byli Meksykanie oraz w jak spektakularny sposób marnowali stuprocentowe sytuacje.

Medal na igrzyskach olimpijskich w Meksyku do dziś pozostaje największym osiągnięciem męskiej reprezentacji Japonii. Niestety brak profesjonalnych rozgrywek ligowych w Japonii sprawił, że piłka nożna zaliczyła tam spory regres. W przeciągu kolejnych dziesięciu lat średnia frekwencja spadła o około 6 tys. widzów. W 1977 roku średnia frekwencja na meczach JSL wynosiła 1773 fanów.

Krok do przodu

Medal olimpijski w 1968 sprawił (mimo spadającej frekwencji), że coraz więcej Japończyków zainteresowało się piłką nożną. Rok po dużym sukcesie reprezentacji ówczesny prezydent federacji przekonał właściciela Yomiuri (najlepiej sprzedającej się na świecie gazety, telewizji oraz bejsbolowego klubu Yomiuri Giants) do stworzenia klubu piłkarskiego. I tak oto w Tokio powstał klub piłkarski Yomiuri, który dzięki ogromnemu wsparciu finansowemu bardzo szybko awansował na zaplecze Japan Soccer League.

W końcu po awansie do JSL w 1983 roku klub rozpoczął okres swojej hegemonii w Japonii, podobnie jak bejsbolowa odpowiedniczka. Do klubu sprowadzane były największe gwiazdy japońskiej piłki. Zagrozić mu mogła tylko drużyna sponsorowana przez koncern Nissan. Pod koniec lat 80. poprzedniego wieku pomiędzy ekipami utworzyła się dość ostra rywalizacja porównywalna do tej między Realem i Barceloną. Mecze obu drużyn potrafiły przyciągnąć na stadion nawet 60 tysięcy widzów!

Coraz więcej ludzi było zainteresowanych piłkarskimi zmaganiami. Finały Pucharu Cesarza także ściągały na trybuny dziesiątki tysięcy kibiców. Wartością dodaną był także Toyota Cup, czyli Puchar Interkontynentalny. Co roku w Tokio rywalizowały ze sobą zwycięzca Pucharu Mistrzów Krajowych (poprzednik Ligi Mistrzów) oraz Copa Libertadores. Te mecze także wzbudzały duże zainteresowanie wśród fanów.

Mimo to frekwencja podczas zwyczajnych meczów ligowych wciąż była przeraźliwie niska. Najlepszą średnią frekwencją na poziomie powyżej 10 tysięcy kibiców na mecz mogła się pochwalić drużyna sponsorowana przez Panasonic. Dlaczego akurat ta ekipa wzbudzała takie zainteresowanie? Odpowiedź jest banalnie prosta – pracownicy koncernu mogli liczyć na darmowe wejściówki.

Początki profesjonalizmu

Japończycy wciąż dalecy byli od utworzenia pierwszych profesjonalnych rozgrywek. Krok, który można nazwać przełomem, nastąpił w 1986 roku, kiedy z Niemiec do Japonii powrócił Yasuhiko Okudera. Były zawodnik Kolonii oraz Werderu Brema powrócił do swojej ojczyzny, ale najważniejsze w tej historii jest zupełnie coś innego. Japońska federacja przyznała zawodnikowi status profesjonalny. Warto wspomnieć, że w tym czasie w Japonii oprócz niego tylko jeden inny zawodnik posiadał taki status. Rok później status profesjonalny posiadało już 57 graczy. W ciągu kilku kolejnych lat przybywało profesjonalistów, którzy mogli przeżyć dzięki pieniądzom zarobionym na grze w piłkę.

Japońskim drużynom szło coraz lepiej na arenie międzynarodowej. W utworzonych w 1986 roku klubowych mistrzostwach Azji Japończycy prezentowali się świetnie: zwycięstwo Furukawy w 1987, rok później zwycięstwo Yomiuri. W 1989 ekipa Nissana zdobyła potrójną koronę (mistrzostwo JSL, Puchar Ligi oraz Puchar Cesarza) i ruszyła na podbój Azji, zdobywając wicemistrzostwo. Potem jednak japońskie ekipy na kilka lat zniknęły z mapy najlepszych klubów Azji.

Kluby podpisywały kontrakty z coraz większymi gwiazdami, nawet sprowadzając Japończyków z powrotem do kraju zza granicy. Popularność dyscypliny rosła, w grę wchodziły coraz większe pieniądze. Japońska federacja miała doskonałe warunki do tego, aby zrobić ostatni krok i przekształcić JSL w rozgrywki profesjonalne. I tak w 1991 roku przedstawiono plan profesjonalnej ligi złożonej z dziesięciu zespołów…

J.League

W końcu w 1993 roku doszło do reformy rozgrywek w Japonii. Powstała J.League, czyli odpowiedniczka naszej ekstraklasy. Stworzono także Japan Football League, czyli zaplecze złożone z dwóch dywizji. Wiele drużyn zmieniło nazwy – Yomiuri stała się od teraz Verdy Kawasaki (dziś Tokio Verdy), Nissan przekształcił się w Yokohama Marinos, a drużyna Toyoty w Nagoya Grampus Eight. W lidze nie zabrakło jednak zupełnie nowych tworów jak Shimizu S-Pulse.

Stworzenie profesjonalnej ligi nie przyniosło za sobą tylko dobrych wieści. Japońska federacja postawiła dość wysokie wymagania – każdy zespół musiał posiadać własny stadion o pojemności co najmniej 15 tysięcy kibiców. Kluby musiały mieć także wsparcie finansowe własnych inwestorów, a także lokalnych władz. Mimo to drużyna Yomiuri (Verdy Kawasaki) przez długi czas korzystała ze Stadionu Olimpijskiego, bo ówczesny obiekt był zbyt mały. Dostosowanie stadionów, aby pomieściły 15 tysięcy kibiców, doprowadziło do tego, że niektóre kluby do dziś mają problem, aby zapełnić swoje obiekty.

Japońska liga wprowadziła także (zapewne po to, aby przyciągnąć kibiców) pewne „innowacje”. Nie uznawano remisów. Aby rozstrzygnąć losy spotkania, w przypadku remisu rozgrywano dogrywkę do tzw. złotej bramki. Wygrywała drużyna, która jako pierwsza strzeliła gola. Jeśli i dogrywka nie wyłoniła zwycięzcy, przechodzono do serii rzutów karnych.

Co się tyczy wymogów związanych z finansami – chciano jak najbardziej „odciąć” się od idei klubów finansowanych przez wielkie korporacje. Niestety m.in. Yokohama Flugels nie poradziła sobie z obostrzeniami, a klub, który przez lata występował w JSL, upadł. Zarówno J.League, jak i niższe dywizje rozwijały się bardzo szybko. Władze zdecydowały się powiększać ligę co rok, aż w 1998 w japońskiej ekstraklasie wystartowało aż 18 drużyn.

Problemy pierwszej ligi

Niestety tak szybki rozrost najlepszej ligi w kraju spowodował duże problemy. Wiele klubów wpadło w problemy finansowe, a federacja musiała powziąć pewne kroki. W 1998 zdecydowano się zreformować rozgrywki. Ustanowiono profesjonalne zaplecze dla J.League – J.League 2, a Japan Football League (JFL) stała się trzecim szczeblem rozgrywek. Zaczął funkcjonować system spadków i awansów, który zakładał wymianę dwóch drużyn pomiędzy J.League a J.League 2.

Na efekty działalności profesjonalnej ligi w Japonii nie trzeba było długo czekać. Japończycy wywalczyli awans na mistrzostwa świata we Francji, ale jako debiutanci zebrali potężne baty. W swojej grupie przegrali wszystkie mecze, doznając porażki nawet z Jamajką (1:2). Nie dało się jednak nie zauważyć, że w Japonii wyrasta kultura kibicowska. Na trybunach można było zobaczyć flagi oraz usłyszeć przyśpiewki.

Miejsca na stadionach zaczęły być również zajmowane przez kobiety, które także starano się przyciągać na stadiony. Liga rozwijała się, do Japonii zaczęły trafiać zagraniczne gwiazdy u schyłku kariery, jak Gary Lineker, który grał dla Nagoya Grampus. Nie brakowało także transferów młodszych zawodników. Wszystko to sprawiło, że Japończycy wraz z Koreańczykami otrzymali prawo do organizacji mundialu w 2002 roku.

Przez lata liga japońska rozwijała się, stając się dość popularna na całym świecie. Swego czasu transmisje z J.League prowadził Eurosport. W poprzednim sezonie wybrane mecze każdej kolejki można było obejrzeć za darmo dzięki Rakuten Sports. Obecny sezon (dopóki nie został przerwany) był transmitowany przez DAZN.

W sezonie 2020 w Japonii funkcjonują trzy ligi pod egidą J.League: J.League 1, J.League 2 oraz J.League 3 – trzy kolejne profesjonalne poziomy rozgrywkowe. Japan Football League, czyli czwarta liga, nie jest już tak dobrze rozwinięta. Niżej znajdują się już amatorskie ligi regionalne jak polskie okręgówki czy A-klasy.

Losy reprezentacji

Męska reprezentacja nie odnosiła znaczących sukcesów od czasu zdobycia brązowego medalu w Meksyku. Nie licząc rozgrywek kontynentalnych, w których Japończycy dominują. Jednak na arenie światowej nie mogą się równać najlepszym reprezentacjom globu, co pokazał ostatni mundial rozgrywany w Rosji.

Jak już wcześniej wspomnieliśmy, na stadiony starano się przyciągnąć kobiety, które same lgnęły na trybuny, aby zobaczyć piłkarzy. Ci na murawie prezentują się podobno o wiele lepiej niż gracze bejsbolu… W każdym razie kobiety nie tylko zaczęły śledzić rozgrywki piłkarskie, ale także same brały w nich udział. W Japonii rozgrywki pań mają się całkiem dobrze, podobnie zresztą jak reprezentacja.

Bo to właśnie drużyna kobiet w ostatnich latach święciła największe triumfy. Na igrzyskach olimpijskich w Londynie w 2012 roku Japonki dotarły aż do finału. Na sam koniec uległy 1:2 reprezentacji Stanów Zjednoczonych, która jest przecież uznawana za najlepszą drużynę kobiecą na świecie. Już więc drużyna pań przebiła panów, jeśli chodzi o osiągnięcia, a to nie wszystko!

W 2015 roku podczas finałów mistrzostw świata Japonki znów poradziły sobie świetnie. W półfinale pokonały reprezentantki Anglii, a w meczu o złoto ponownie zmierzyły się z Amerykankami. Nie udało im się jednak zrewanżować – drużyna Japonii poległa aż 2:5 i po raz kolejny musiała zadowolić się srebrem. W 2019 roku Japonki odpadły już w 1/16 finału.

***

Ligi Dalekiego Wschodu, nie tylko japońska, prężnie się rozwijają. Jak pokazało Flamengo podczas finałów klubowych mistrzostw świata w roku 2019, drużyny spoza Europy potrafią walczyć z tymi europejskimi jak równy z równym. Nie będzie więc dla nas zaskoczeniem, jeżeli w już w niedalekiej przyszłości ekipy z Chin, Japonii czy też innej części Azji będą w stanie konkurować z europejskimi ekipami o miano najlepszych na świecie.

Bolączką ligi japońskiej wciąż jest to, że na liście najpopularniejszych sportów w kraju znajduje się w cieniu bejsbolu. Ba, futbol nie jest nawet sportem numer dwa, bo to miejsce na liście popularności wciąż zajmuje sumo. Liga jednak stale się rozwija i choć kibiców na trybunach brakuje, są kluby, które potrafią przyciągać fanów.

Japońskie kluby stają się coraz popularniejsze na Zachodzie, ale niestety często nie są one otwarte na fanów m.in. z Europy. Strony klubów nie są przetłumaczone, Europejczycy mają problemy z zakupami w sklepikach internetowych, a turyści odwiedzający Japonię z kupnem biletów na mecze ulubionej drużyny. Trzeba jednak pamiętać, że liga idzie do przodu bardzo szybko, dlatego warto obserwować kolejne zmiany, które z pewnością nadejdą już niedługo.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze