Nasza jedyna w swoim rodzaju Ekstraklasa piłkarska wciąż pauzuje. Jest zbyt zimno i zawodnicy nie mogą jeszcze raczyć nas swoimi wątpliwej klasy umiejętnościami futbolowymi. Nie oznacza to jednak, że w naszym kraju brakuje emocji związanych z tą dyscypliną sportu. Tych na pewno dostarczyło nam niedzielne losowanie grup eliminacji Euro 2012.
Układanie drużyn w grupy, w których będą rywalizować reprezentacje narodowe w okresie od września bieżącego do listopada przyszłego roku nie jest rzeczą trudną. Polega w końcu na wyjmowaniu z plastikowych kulek karteczek z nazwami krajów. Niemniej jednak jest to czynność niezwykle ważna, gdyż to ona zdecyduje, czy droga do Euro dla danej kadry będzie mniej lub bardziej wyboista. Nic dziwnego, że w niedzielę w Warszawie można było zobaczyć tyle znakomitości związanych ze światkiem piłkarskim. Rzadko się zdarza, by wśród osób odwiedzających naszą stolicę w jednym miejscu znaleźli się Michel Platini, Ottmar Hitzfeld, Fabio Capello, Carlos Queiroz, Guus Hiddink, Andrij Szewczenko, Zbigniew Boniek, Ołeh Błochin. Matko Święta! Ile tego było. Można by z tej okazji poprzednią niedzielę uznać za święto. Ba, nawet nadać mu charakter bezprecedensowego wydarzenia w naszej historii. Ostatni raz tyle znanych ludzi w Polsce naraz było… No cóż, sęk w tym, że jednak nie było.
Zanim przeszliśmy do rzeczy, oczywiście nastąpiła część oficjalna. W sumie nie mogło to się zacząć inaczej. Najpierw pełna dumy, wyniosła przemowa premiera Donalda Tuska (gdyby tylko miał się czym pochwalić, dałoby się tego słuchać), a potem specjalna atrakcja muzyczna dla zgromadzonych wielkich gości. Niestety, przez te wszystkie udogodnienia dla przyjezdnych z całej Europy, dekoracje oraz szampana w kasie zabrakło funduszy na znalezienie dobrego polskiego artysty. Trzeba było więc pójść na łatwiznę i zaprosić uczestników programu „Mam talent!”. Choć w sumie może to i dobrze. Przynajmniej w Sali Kongresowej nie zjawiła się Edyta Górniak, by odśpiewać hymn, za którego przewodem nasi piłkarze w Korei rozłączyli się z narodem.
Samo losowanie przebiegło bez większych komplikacji. Nasi narodowi oficjele w postaci Zbigniewa Bońka i Andrzeja Szarmacha oraz ich ukraińscy odpowiednicy: Andrij Szewczenko i Ołeh Błochin w 100% poradzili sobie z ciążącym nad nimi zadaniem. Ich wykonywane z niezwykłą gracją ruchy wszystkich wprawiły w zachwyt. Szczególnie dotyczyło to samego prezydenta UEFA, Michela Platiniego. Znakomity niegdyś francuski piłkarz po całej imprezie nie omieszkał stwierdzić z ogromnym optymizmem, że ten egzamin zdaliśmy na piątkę. A skoro z tym sobie poradziliśmy, to dalej może już być tylko lepiej.
Wszyscy nad Wisłą mogliśmy wręcz wpaść w samozachwyt. Przecież wszystko idzie jak z płatka, a prace nad mistrzostwami w zastraszającym tempie posuwają się naprzód. Szef europejskiej piłki ma jakąś dziwną pewność, że ten turniej rzeczywiście zostanie zorganizowany u nas. W końcu Polak potrafi! Wypowiadając te wszystkie ciepłe słowa pod naszym adresem, na pewno miał w pamięci obrazy tych lotnisk, których nie ma (i pewnie nie będzie), autostrad, o których tu marzymy, dróg ekspresowych z obowiązującym ograniczeniem prędkości do 60 kilometrów na godzinę (prawie 17 metrów na sekundę) oraz stadionów istniejących wyłącznie w naszej wyobraźni oraz na obrazach projektantów.










