– Nadszedł czas, by wygrać Ligę Mistrzów – powiedział Leo Messi na początku obecnego sezonu. Kilka miesięcy później przekonaliśmy się, że nie były to czcze słowa. Barcelona jest w obecnej edycji piekielnie mocna, co udowodniła po raz kolejny w środowy wieczór, ogrywając Liverpool aż 3:0. Autorem dwóch bramek był filigranowy Argentyńczyk, który od kilku dni spędzał sen z powiek Juergena Kloppa.
Wszystkie drużyny, które mierzą się z „Dumą Katalonii”, stają przed tym samym wyzwaniem: zneutralizować Leo Messiego. Najtęższe futbolowe umysły starały się rozrysować taką taktykę, która nie pozwoli Argentyńczykowi rozwinąć skrzydeł. Większość z nich okazywała się jednak bezskuteczna w zderzeniu z geniuszem z Rosario.
Tym razem przed piłkarskim mission impossible stanął niemiecki menedżer Liverpoolu, Juergen Klopp. 51-latek zdawał sobie sprawę, jak trudne zadanie go czeka. Przyznał to z charakterystyczną dla siebie szczerością tuż po tym, jak jego zespół uporał się w ćwierćfinale z FC Porto. – Dzięki Bogu, że nie muszę myśleć dziś o zatrzymaniu Messiego. Dzięki Bogu, że będę miał na to jeszcze kilka nocy. Myślę, że dotychczas wielu próbowało to zrobić i tak właściwie nikomu się to nie udało. Ale spróbujemy – powiedział.
Taktyczne wariacje
Kluczem do zatrzymania Messiego miał być przede wszystkim Virgil van Dijk. Holender jest obecnie jednym z najlepszych (niektórzy powiedzą zapewne, że najlepszym) obrońców świata. Portal OPTA podaje, że 27-latek nie dał się w tym sezonie ani razu przedryblować i wygrał aż 76 procent pojedynków. Wykonał aż 240 interwencji (drugi pod tym względem w Liverpoolu Joel Matip ma 92). Peany na cześć Holendra uskuteczniał natomiast w telewizji Sky Gary Neville: – Jest niesamowity. Dobrze gra głową, świetnie broni, a piłkę wyprowadza równie dobrze jak środkowy pomocnik.
Klopp postanowił wspomóc swojego podopiecznego w nierównej walce z Messim, dopasowując taktykę pod argentyńskiego geniusza. Z przyczyn zdrowotnych na Camp Nou nie mógł wystąpić Roberto Firmino, ale niemiecki szkoleniowiec nie zdecydował się wstawić w jego miejsce któregoś z rezerwowych napastników. Postawił za to na Georginio Wijnalduma, który pełnił rolę fałszywej „dziewiątki”.
W praktyce 28-letni Holender grał za Sadio Mane i Mohamedem Salahem, często pomagając w defensywie. Nietypową pozycję na murawie zajął również Naby Keita. Trudno było jednoznacznie zdefiniować zadania Gwinejczyka, który najprawdopodobniej miał się poruszać po całej długości i szerokości boiska, aby jak mocniej uprzykrzać życie barcelończykom. Piszemy „najprawdopodobniej”, ponieważ były gracz RB Lipsk opuścił plac gry już w 20. minucie w wyniku kontuzji po starciu z Ivanem Rakiticiem.
Godzi się wspomnieć także o Fabinho, który w zamyśle Kloppa miał być piątym defensorem w fazie obronnej. Brazylijczyk często cofał się między stoperów, zmieniając formację na piątkę z tyłu.
Gotowi, aby pokolorować Europę
Nie można zarzucić Kloppowi, że nie przygotował się do potyczki z Barceloną. Wręcz przeciwnie – jego plan taktyczny wyglądał bardzo solidnie. Katalończycy są jednak w tym sezonie nie do zatrzymania i pewnym krokiem zmierzają po potrójną koronę. Wszak mistrzostwo kraju zagwarantowali sobie w ubiegły weekend, natomiast w Pucharze Króla są już w finale.










