Fraser Forster. Pamiętacie tego pana? Tak, tak. To ten, który przyjął „szóstkę” w dwumeczu Legii z Celticiem. Ten, który sprawił, że Artur Boruc musiał uciekać z Southampton do grającego w Championship Bornemouth. W poprzednim sezonie w barwach „Świętych” Anglik spisywał się bardzo dobrze. Pod koniec kampanii doznał jednak poważnej kontuzji, która na długo wykluczyła go z gry. Teraz Forster znów stanął między słupkami Southmapton i spisuje się jeszcze lepiej.
Do Southampton Forster trafił w sierpniu 2014 roku. Drużyna „Świętych” była rewelacją tamtych rozgrywek i przez cały sezon ocierała się o europejskie puchary. Kontuzji rzepki doznał on na początku kwietnia, a więc w decydującej fazie sezonu. Spośród ośmiu spotkań, które Anglik opuścił z kontuzji w sezonie 2014/2015, Southampton wygrał tylko dwa. Dla „Świętych” oznaczało to spadek z szóstego na siódme miejsce. Na szczęście dla fanów drużyny z południowej części Anglii, Arsenal wygrał F.A. Cup, a to oznaczało, że ich ukochany klub zdobył prawo gry w eliminacjach Ligi Europy.

Bez Forstera w bramce przebrnięcie ich okazało się za trudne. Southampton odpadł w ostatniej rundzie kwalifikacyjnej, w dwumeczu z dobrze znaną u nas kraju ekipą Midtjylland. Początek sezonu w lidze też nie był wymarzony, zwłaszcza po pobudzonych w poprzednim apetytach. W najlepszym momencie bez Forstera, podopieczni Koemana wdrapali się na siódme miejsce. Jednak późniejsza seria pięciu meczów bez zwycięstwa zepchnęła „Świętych” do drugiej połówki tabeli, na dwunaste miejsce. Tam utkwili oni na blisko miesiąc. A po 20. kolejce spadli jeszcze o jedno „oczko”. I wtedy wrócił on, Fraser Forster.
„Święci” byli w cieniu drużyn, które odgrywały rolę podobną do tej, którą podopieczni Koemana spełniali przed rokiem. Tym razem jednak rewelacji było kilka. Niesamowite Leicester, West Ham, Watford, Stoke czy świetnie spisujące się w 2015 roku Crystal Palace. Powrót Forstera okazał się być tym, co pozwoliło „Świętym” znów wyjść z cienia. Pięć rozegranych przez bramkarza spotkań i pięć czystych kont. Awans z trzynastego na siódme miejsce w tabeli. Wyprzedzenie Stoke, Watfordu, Crystal Palace, Liverpoolu, Evertonu. Forster był brakującym ogniwem. I jak pokazały te miesiące, w których go brakowało, niemożliwym było zastąpienie go.
Co warte podkreślenia, zespoły, z którymi mierzył się Southampton od 13 stycznia, czyli od powrotu między słupki byłego bramkarza Celticu, to wcale nie „ogórki”. Oprócz West Bromu, to uznane marki lub rewelacje kampanii 2015/2016. Watford, Manchester United, Arsenal i West Ham. Bilans? Cztery wygrane i jeden remis. Siedem goli zdobytych i ZERO straconych.
Pierwszy mecz po kontuzji Forster rozegrał 13 stycznia przeciwko Watfrodowi. Zatrzymanie drużyny prowadzonej przez Quique Sancheza Floresa okazało się za trudne dla wielu drużyn w tym sezonie. Dodając do tego będącego w wybornej dyspozycji Ighalo, postrach bramkarzy Premier League, dojdziemy do wniosku, że wracający po kontuzji bramkarz miał się czego obawiać. Jednak to Southampton był wówczas drużyną lepszą. Watford oddał tylko cztery strzały, w tym jeden celny. Idealny mecz na powrót do gry. „Święci” ostatecznie wygrali 2:0 i rozpoczęli marsz górę tabeli.











