Francja – droga do finału mistrzostw świata 2022


Droga do finału mistrzostw świata 2022 reprezentacji Francji

18 grudnia 2022 Francja – droga do finału mistrzostw świata 2022
sportskeeda.com

To już dzisiaj! Dzień, na który czekał cały piłkarski świat, najważniejszy dzień dla fana futbolu – finał mistrzostw świata. W nim, jak już wiemy od kilku dni, wystąpi Argentyna. Dzień później dowiedzieliśmy się, że naprzeciwko niej stanie Francja, będąca kolejne już mistrzostwa w potężnym gazie. Zespół Didiera Deschampsa rodem z 2018 roku dostał się do tego wielkiego meczu. I to właśnie o tej ekipie przeczytasz w tym artykule.


Udostępnij na Udostępnij na

Przed celem jest jednak droga. Francja nie miała jej w każdym momencie łatwej. Nie zawsze „Trójkolorowi” byli pewni wygranej, a na dodatek akurat ich kadra musiała się mierzyć z jednym poważnym problemem – a nawet nie do końca jednym, bo skłonnością do kontuzji u wielu piłkarzy. Z reprezentacji odpadli z tego właśnie powodu Paul Pogba, N’Golo Kante, Mike Maignan, Christopher Nkunku, Presnel Kimpembe, Karim Benzema czy Lucas Hernandez. Lista jest jeszcze dłuższa, a poza tym, że wszystkim doskwierały na przestrzeni całego turnieju urazy, łączy ich też to, iż prawdopodobnie każdy z nich mógłby stanowić o sile składu „Les Blues”. Jednak nawet bez nich doszli do finałowego etapu rozgrywek! Czapki z głów, a raczej chapeau bas! Przed Państwem droga Francuzów do tego wielkiego meczu, który odbędzie się już dziś o godzinie 16:00…

Łatwa droga na mistrzostwa – eliminacje

Omawianie drogi Francji do finału mistrzostw świata trzeba zacząć w ogóle od tego, jak ekipa „Trójkolorowych” dostała się na mundial. Trzeba przyznać, że zrobiła to gładko. Całość przebiegła, jak na obrońcę tytułu przystało. Bo o ile Francja nie może ostatniego Euro zaliczyć do zbyt udanych, o tyle wszystko, co działo się po feralnym meczu ze Szwajcarią, która wyeliminowała ją w 1/8 finału tamtego turnieju, to już pasmo triumfów i sukcesów. Pierwszym z nich było z pewnością zwycięstwo w Lidze Narodów. Obok tego odbywały się eliminacje, w których Francja potwierdziła swoją dobrą formę. Podopieczni Deschampsa trafili do łatwej grupy eliminacyjnej z Ukrainą, Finlandią, Bośnią i Hercegowiną oraz Kazachstanem – rzecz jasna łatwo z niej wyszli. Z wynikiem pięciu zwycięstw, trzech remisów i ani jednej porażki byli jedną z pierwszych ekip, która zagwarantowała sobie udział na katarskim turnieju. Niespodzianki się zdarzają, ale tu akurat żadnych złudzeń przeciwnikom „Les Blues” nie zostawili.

Co ważne, reprezentacja Francji osiągnęła ten wynik bez większego nakładu sił. Nie dość, że Didier Deschamps miał okazję przetestować nowe systemy i zawodników, mógł dać odsapnąć tym najlepszym. Szczególnie na sam koniec, kiedy wszystko było już pewne.

Awans w grupie wywalczony po dwóch meczach – faza grupowa

A więc przyszedł czas na omawianie wydarzeń już nieco mniej odległych. Faza grupowa, podobnie jak eliminacje, przebiegła gładko, szybko i przyjemnie. To wszystko dlatego, że „Les Bleus” zapewnili sobie awans już po dwóch kolejkach. Ale po kolei. Zaczynamy od meczu z Australią, który otworzył się dość niespodziewanie na korzyść oponentów „Trójkolorowych”. To, co jednak działo się później, dało Francuzom ostatecznie zwycięstwo. I choć Australijczycy faktycznie postawili bardzo trudne warunki Francji, Kylian Mbappe i spółka rozkręcali się i dążyli do kolejnych goli.

Skończyło się 1:4, a wcześniejsze wyróżnienie Mbappe wcale nie było przypadkowe. To wszystko dlatego, że to właśnie snajper PSG w późniejszym czasie wskoczył na wyżyny swoich umiejętności. W inauguracyjnym meczu na samo dzień dobry gol, asysta i tytuł najlepszego zawodnika spotkania. Mało? W kolejnym meczu dublet i kolejna statuetka MVP – tym razem starcia z Danią. I to właśnie tym drugim meczem „Trójkolorowi” zapewnili sobie awans do 1/8 finału. To też nie było tak, że te spotkania były łatwe. Sprawiły one większe bądź mniejsze wyzwanie, ale obydwa ostatecznie udało się wygrać dzięki lepszym umiejętnościom – to było widoczne na pierwszy rzut oka. Ogromna rozbieżność czystej klasy piłkarskiej.

Choć w ostatnim meczu grupowym z Tunezją  przegrali, nie możemy traktować tej klęski jako wpadkę ani też gorszy dzień. Didier Deschamps skorzystał z przywileju pewnego awansu z 1. miejsca i postanowił wystawić totalnie rezerwowy skład, który sobie nie poradził. W porównaniu z wcześniejszym meczem z Danią w spotkaniu przeciwko Tunezji nie wystąpiło od pierwszej minuty aż dziewięciu piłkarzy. Ten pojedynek był traktowany po macoszemu, bo nic dla Francuzów właściwie nie znaczył. W konkluzji awansowali do 1/8 finału z sześcioma punktami na swoim koncie.

Wielki mecz dla Polaków, zwykły dzień w pracy Francuzów – 1/8 finału

Francja wyszła z grupy i jak wszyscy wiemy, trafiła na Polskę. Dokładnie 4 grudnia miał miejsce jeden z najważniejszych meczów naszej reprezentacji od lat. „Orły” Michniewicza wyszły ze swojej grupy, z czego także doskonale zdajemy sobie sprawę. Mecz z przyszłymi finalistami pokazał nam jednak, że aktualnie do „Trójkolorowych” podjazdu nie mamy. I mimo że zgodnie możemy powiedzieć, iż stylem był to nasz najlepszy mecz na mundialu, wynik był w pełni sprawiedliwy – oddawał to, co działo się na boisku. A skończyło się oczywiście 3:1.

Nie gloryfikujmy jednak aż tak tej Francji. Ten mecz mógł skończyć się w dwie strony. Polska jeszcze przed golem na 1:0 stworzyła sobie kilka groźnych sytuacji, tak że nic nie było pewne. Działo się jednak to, co w poprzednich spotkaniach mistrzostw. Im bliżej końca, tym Francja mocniej się nakręcała, narzucała coraz to wyższe tempo i intensywniej atakowała. Bohaterem meczu ponownie Kylian Mbappe, a od jeszcze wyższej porażki uchroniła Polaków tylko i wyłącznie ich bohaterska postawa w obronie. Gole, jak już padały, to takie nie do wyciągnięcia. W taki sposób awans do ćwierćfinału mistrzostw świata stał się faktem.

Francja przetrwała najtrudniejszą konfrontację – ćwierćfinał

W ćwierćfinale doszło do pierwszej większej weryfikacji Francuzów. Do tej pory grali z Australią i Tunezją, czyli nie jakimiś tuzami futbolu, ze słabą na tych mistrzostwach Danią, a następnie z Polską, która także na mundialu nie zachwycała. Anglia to na sprawdzenie swojej faktycznej formy chyba najlepszy rywal. Podopieczni Garetha Southgate’a to zlepek topowych piłkarzy z najlepszych lig, którzy także zachwycali na katarskich boiskach swoim poziomem. I swoją dobrą postawę udowodnili także w meczu ćwierćfinałowym. Można zaryzykować, iż na razie była to najtrudniejsza konfrontacja Francuzów na mundialu, i sam wynik i akcje to potwierdzały.

Rozpoczęli strzelaninę Francuzi za sprawą uderzenia Aureliena Tchouameniego z dystansu. To pokonało bezradnego Jordana Pickforda. Bezradny był również z drugiej strony Lloris, kiedy Harry Kane stanął z nim twarzą w twarz podczas wykonywania przez Anglika rzutu karnego. Na tym jednak nie koniec wrażeń z tamtego dnia. Prawdziwy rollercoaster emocji nastał od 78. aż do 90. minuty. Wtedy niespodziewanego gola zdobył ten, który na tym turnieju obok Mbappe czy Griezmanna jest chyba najważniejszą postacią zespołu Deschampsa – Olivier Giroud. Wtedy, jak się można domyślić, Anglia ruszyła do skrajnej ofensywy, co właściwie można powiedzieć, że się opłacało. Wywalczyła, ale niestety nie wykończyła rzutu karnego poprawnie. To zaważyło na dalszej grze „Trójkolorowych”. Finalnie mecz wygrali natomiast lepsi.

Rewelacja wyeliminowana – półfinał

Wiele wydarzeń na tym turnieju zaskoczyło. To właśnie z tych niespodzianek w dużej mierze zapamiętamy zapewne mistrzostwa świata w Katarze. Wczesne odpadnięcie Niemiec, Danii niezwiązane z Marokiem. Już powiązana była natomiast kolejno klęska Belgii, Hiszpanii, a następnie Portugalii. Sprawienie aż tylu niespodzianek uczyniło mecz Francja – Maroko dużo ciekawszym, niżeli to starcie wydawało się na papierze. Bo przed tym spektakularnym awansem do półfinału pewnie każdy nawet najbardziej optymistyczny kibic wziąłby w ciemno porażkę po dobrej grze – tu już mentalność była nieco inna.

Początek meczu faktycznie ułożył się dla Francuzów szczęśliwie – golem na 1:0 Theo Hernandeza. Start ogółem był rozgrywany pod ich dyktando. Maroko popełniało więcej błędów niż zwykle, ale Francuzi nie wykorzystywali tych momentów słabości. W drugiej części meczu rewelacja mistrzostw grała już dużo bardziej ofensywnie i dokładnie. W pewnym momencie brygada Regraguiego przejęła kontrolę nad meczem, co było jednak też w planie Francuzów. Piszę to jednak, aby podkreślić, że nie było to łatwe i przyjemne zwycięstwo – raczej takie okraszone w bólach, ale ze szczęśliwym dla nich zaskoczeniem. Zasłużonym? Tak. Pięknym? Nie do końca. Francja w ostatnim meczu pokazała, że potrafi grać brzydko i ze skutecznością. To cenna umiejętność.

Są plusy i minusy…

PLUSY

  • Bramkarz ściana

Zacznijmy od pozycji bramkarza. Tu mistrzowie świata z 2018 roku nie muszą się niczym przejmować. Na poprzednim mundialu Lloris prezentował poziom absolutnie najwyższy, a tu nic się nie zmienia. Dalej broni strzał za strzałem, a próbkę jego umiejętności mogliśmy ujrzeć w spotkaniu z Marokiem, kiedy przeciwnicy byli o krok od zdobycia bramki. Golkiper Tottenhamu za każdym razem był jednak lepszy. W finale przeciwko Messiemu czy będącemu w genialnej formie Alvarezowi znów będzie musiał pokazać z pewnością swój kunszt – na to się też zapowiada.

  • Francja ma urodzaj w środku

Jednak najlepsze we Francji jest to, co w wyżej ustawionych formacjach. Pomoc złożona z Aurelienia Tchouameniego i Adriena Rabiota pozwoliła na dobre zapomnieć o duecie Pogba – Kante. Nie wiadomo, czy w takim zestawieniu dalej zagrają, natomiast nawet jeśli nie, zawsze mają ciekawą alternatywę w postaci Fofany. Zawodnik Lens udowodnił, że znacznie od nich poziomem nie odstaje. Między innymi jego działania w środku pola przyniosły zwycięstwo przeciwko reprezentacji Maroka. Także o linię pomocy też nie muszą się bać. Kto by nie zagrał, będzie dobrze. Możemy nastawiać się na dominację w tej tercji boiska.

  • Wielka trójka

W tej części plusów trzeba umieścić przede wszystkim trzy postacie, które szczególnie przyczyniają się do tak udanych wyników Francuzów. Są to Antonie Griezmann, Kylian Mbappe i Olivier Giroud. Cała trójka pokazała, że na tych mistrzostwach nie ma sobie równych. Nieważne, co by się stało w finale, oni wszyscy mają już niemal zapewnione miejsce w jedenastce mundialu. Bo prawda jest taka, że tylko trzy gole Francuzów na całych mistrzostwach nie padły z bezpośrednim udziałem któregoś z nich.

Antonie Griezmann to główny playmaker ich gry. Mimo że nie ma tak imponujących liczb, wyróżnia się innymi atutami. Niemal każda akcja zaczyna bądź kończy się na jego osobie. Maestro w czystej postaci.

Ostatnie zdanie o Griezmannie opisuje także Kyliana Mbappe. Na poprzednich mistrzostwach strzelił aż cztery gole. Tu ma już ich na koncie aż pięć i skutecznie walczy o koronę króla strzelców z Lionelem Messim. Na pewno na tym nie będzie chciał zaprzestać. Każdy ma swoją gwiazdę, a Francja ma ich akurat wyjątkowo dużo. Ta świeci natomiast najmocniej.

Trzecim szczególnie zachwycającym jest Olivier Giroud. Jest jednym z największych zaskoczeń, jeżeli chodzi o całe rozgrywki. Bo o ile każdy spodziewał się od niego jakiegokolwiek poziomu, nikt nie oczekiwał nawet, że w tak mocnej kadrze znajdzie swoje miejsce u boku wspomnianych gwiazd, będących w kwiecie wieku. A jednak. Jeżeli słynny już tekst Karima Benzemy o Formule 1 i gokarcie w nawiązaniu do rozbieżności poziomowej jego względem Giroud ma faktyczne przełożenie na rzeczywistość, ten gokart nie może być takim zwykłym pojazdem, a Benzema musi być nadczłowiekiem :).

MINUSY

  • Jaki środek obrony?

Chyba największą zagwozdkę w układaniu składu na mecz Didier Deschamps będzie miał w przypadku środka obrony. Bo są do dyspozycji Raphael Varane, czyli stały bywalca składu, Dayot Upamecano, który w całych mistrzostwach prezentował się na tej pozycji najlepiej, Ibarhima Konate, udowadniający w meczu półfinałowym, że zasługuje na pierwszy skład, i William Saliba – obrońca zdaje się najmniej ceniony przez selekcjonera. Z drugiej strony mający z nich za to najlepszy sezon w klubie. Bogactwo jest dobre. Problem pojawia się wtedy, kiedy nie wiadomo, kto jest w zasadzie w podstawie.  Coś takiego można zauważyć w przypadku tej linii.

Do problemów z nią związaną można doliczyć także wcześniej wspominane choroby. Wielką niewiadomą może być dyspozycja liderów defensywnych. Jeszcze dołóżmy do tego kwestię zgrania. W grze defensywnej szczególnie ważne jest ustawienie. Tu mamy potencjalnie czterech obrońców, którzy mogliby grać w pierwszym składzie. Również cztery różne style, które nie w każdej kombinacji dają zamierzony efekt. Jaki środek obrony byłby najlepszy? Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi, co w konfrontacji z Messim może być zgubne.

  • Forma nieznana

2:0 to wynik ostatniego meczu Francuzów. Stara piłkarska maksyma głosi, iż jest się tak dobrym jak ostatni mecz. Idąc tym kluczem, przy okazji reprezentacji Francji powinno pojawiać się wiele znaków zapytania. O ile na przestrzeni całego turnieju zawodnicy „Les Bleus” prezentują się zacnie, o tyle już nieco gorzej wyglądało to w półfinale z Marokiem, w którym już tak pewnego kolektywu nie widzieliśmy. Choć duet defensorów i pomoc całkiem nieźle się spisały, ogólnie drużyna miała jakąś dziwną tendencję popełniania bezsensownych błędów. Nie widać było przynajmniej w tym spotkaniu takiej pasji i radości w grze. Pragmatyczne granie się opłaciło, ale pokazało, że Francja nie jest jednak taka nieskazitelna. Można ją zaskoczyć. Maroku się nie udało, bo nie strzeliło bramki, ale Maroko nie ma Messiego. Przeciwko niemu może być trudniej.

Rywale wydają się za to na obecny moment drużyną w prawdziwym gazie. W przypadku Francji forma była stała, a pod koniec trochę podupadła. U jej rywali panuje tendencja wzrostowa, co może dać niewielką przewagę „Albiceleste”. Być może to tylko gierki Deschampsa. Wygląda to jednak co najmniej niepokojąco.

Przed nami finał Francja – Argentyna

Francja na tym turnieju pokonała już najlepszych i całościowo pokazała, że na mistrzostwo świata zasługuje. To samo zaprezentowała też Argentyna, która również przeszła niełatwą drogę i podobnie jak „Les Bleus” zachwycała swoją dyspozycją. Triumfator jest jednak jeden. Już dzisiaj – dokładnie dnia 18 grudnia 2022 o godzinie 16:00 – dojdzie do najważniejszego spotkania w tym roku. Ba, nawet czterolecia. Ostatnie tak ważne widowisko zwyciężyła Francja, poskromiwszy Chorwację 4:2. Czy w tym przypadku możemy liczyć na powtórkę z rozrywki? Jak najbardziej, choć na pewno o korzystny wynik może być trudniej. Wydaje się bowiem, że o ile reprezentacja Francji faktycznie zyskała od tamtego czasu na jakości, o tyle Argentyna jest znowu pewniejszą drużyną niż Modrić i spółka ostatnio. Pokazała to, pokonując ich przekonująco w półfinale.

Przejdźmy jednak do omówienia całej sytuacji Francuzów. Nie jest ona idealna, bo jak wiadomo, przez cały turniej „Trójkolorowi” borykają się z kontuzjami. Teraz do tego doszedł również wirus, który dotyka coraz to kolejnych zawodników. Według medialnych doniesień borykają bądź borykali się z nim Dayot Upamecano, Kingsley Coman, Adrien Rabiot, Raphael Varane i Ibrahima Konate. Ze względu na pewne stłuczenia Didier Deschamps może bać się również o dyspozycję Aureliena Tchouameniego, Theo Hernandeza, Oliviera Giroud. Pod tym względem za ciekawie nie jest, natomiast nie z takich opresji potrafili oni wyjść.

 

Przy tym wszystkim należy wspomnieć o jeszcze jednym zawodniku. Już wiadomo, że nie zagra Karim Benzema, więc jego osoba w żaden negatywny sposób nie wpłynie na kadrę. I dobrze, akurat siła ofensywna nie wymaga żadnych dodatkowych wzmocnień, a morale jego konkurentów mogłyby się obniżyć. Biorąc pod uwagę te wszystkie okoliczności, trudno powiedzieć, kto jest tu faworytem. Francja czy Argentyna? Europejska drużyna ma w tej chwili więcej problemów, ale znowu na przestrzeni całego turnieju możemy ją wyróżnić jako tę spokojną, bardziej wyważoną ekipę. Będzie to spotkanie dwóch walców. Który z nich okaże się potężniejszy? Czas pokaże. Na tę chwilę nie da się wskazać jednoznacznego faworyta. To, jak bardzo jest to wyrównany mecz, pokazują nawet liczby. Obie drużyny wygrały i przegrały taką samą liczbę spotkań, a na dodatek straciły tyle samo goli. Strzeliła tylko jedną bramkę więcej Francja. Niesamowite…

Komentarze
szaweł (gość) - 2 miesiące temu

Dobry artykuł, aczkolwiek jeden fragment słaby " Nie gloryfikujmy jednak aż tak tej Francji. Ten mecz mógł skończyć się w dwie strony ".

Odpowiedz
Kamil Seliga - 2 miesiące temu

Dziękuję za pozytywną ocenę artykułu. W słowach przez Ciebie zacytowanych nie chodziło mi o żadne umniejszenie Francuzom, a oddanie Polakom, że zagrali naprawdę dobry mecz i mógł on skończyć się w dwie strony. Francja wygrała zasłużenie i chwała im za to, ale czy to było takie pewne? Gdybać można, ale Zieliński na początku tego starcia mógł zmieścić piłkę w siatce - wtedy mogło być różnie.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze