Obaj menadżerowie mogli wystawić w półfinale bardzo mocne jedenastki. Jedynym wykluczonym piłkarzem był Thomas Meunier po stronie Belgii. Jednak Martinez wybrał takie zestawienie, że na pierwszy rzut oka nie zdradzało w ogóle, że kogoś mu brakuje. Rozczarowani musieli być ci, którzy liczyli na grad bramek, ale z pewnością nie mogą powiedzieć, że mało się działo. Nawet, gdy po strzeleniu gola, Francja nastawiła się na obronę.
24 godziny przed meczem ogłoszono składy sędziowskie na spotkania półfinałowe mistrzostw świata. O ile do turecko-holenderskiej mieszanki nie można mieć zastrzeżeń, to wyznaczenie Urugwajczyków do sędziowania meczu Francji spotkało się z lekką dezaprobatą.
Z drugiej strony jedno spotkanie „Trójkolorowych” na tym mundialu Cunha już gwizdał. Wtedy przyniósł szczęście, bo Francuzi pokonali Australię 2:1. Drugi mecz, który prowadził Urugwajczyk, to Iran z Hiszpanią, więc w fazie pucharowej to był jego debiut. Co ciekawe ponownie podopieczni Deschampsa spotykają się z taką sytuacją drugi raz z rzędu, bo po wyeliminowaniu Argentyny ich mecz z Urugwajem sędziował… Argentyńczyk – Nestor Pitana.
Rozkręcanie machiny
Po kwadransie można było stwierdzić, że najlepsze, czego doświadczyli kibice w Sankt Petersburgu, to odsłuchanie Marsylianki i Brabantki. Na boisku oglądali piłkarskie szachy, bo obydwie drużyny starały się wzajemnie wybadać. Dopiero po piętnastu minutach obudzili się jedni i drudzy. Ostrzegawczy strzał w wykonaniu Hazarda i próba Matuidiego z dystansu dały sygnał, że żarty się skończyły.
Na dobre poderwał stadion duet z Tottenhamu po rzucie rożnym dla Belgii. Z półobrotu uderzał Alderweireld, a wyciągnięty jak struna Hugo Lloris uratował swój zespół przed utratą gola. Na drugim biegunie do gimnastyki został zmuszony Courtois. Pavard mógł ustrzelić drugiego gola na tym turnieju, ale belgijski golkiper również popisał się udaną interwencją.
Do przerwy utrzymał się bezbramkowy remis i wszystko co najlepsze, miało dopiero nadejść. Statystyki po pierwszej części gry pokazują, że nie do końca można im ufać. Z liczb wynikało, że Francja miała sporą przewagę, a z boiska można było odnieść wrażenie, że remis jak najbardziej odwzorował to co się faktycznie działo.











