W piątkowy wieczór GieKSa uległa na własnym stadionie Miedzi Legnica 0:2. Po spotkaniu głos w sprawie bieżących spraw, które mają miejsce w klubie przy ulicy Bukowej, zabrał wychowanek zespołu ze stolicy Górnego Śląska, Grzegorz Fonfara.
Poprzednie dwa spotkania, które rozegraliście kolejno z Sandecją oraz GKS-em Tychy, były o wiele lepsze w Waszym wykonaniu. Co było tego przyczyną?
Nie zgodzę się, uważam, że rozegraliśmy całkiem dobry mecz. W drugiej połowie mieliśmy zdecydowaną przewagę i mogliśmy udokumentować to bramką. Pierwsze 25 minut meczu to też była nasza przewaga z sytuacjami strzeleckimi, a Miedź miała praktycznie drugą okazję i ją od razu wykorzystała.
Czyli zdecydował brak skuteczności…

Tak, może zabrakło trochę jakości, ale przede wszystkim brak skuteczności, bo swoje sytuacje mieliśmy. Do tego w polu karnym Miedzi były przepychanki i sędzia milczał, a u nas w pierwszej sytuacji podyktował rzut karny.
Pierwszą bramkę straciliście – można powiedzieć – z niczego. Jak zatem wyglądała sytuacja w szatni podczas przerwy?
Również zwracaliśmy uwagę, że dobrze zaczęliśmy, ale później niepotrzebnie się cofnęliśmy. Potem gdzieś tam stworzyła się sytuacja dla Miedzi i padł gol. W drugiej połowie zniwelowaliśmy chyba jednak te braki ambicją i tą piłkarską zadziornością i znowu mieliśmy przewagę i sytuacje. Miedź praktycznie tylko z kontry mogła wyjść. Nie mogła nic więcej zrobić.
Mieliście odczucie, że chwila przerwy w treningach wpłynęła na Was negatywnie?
Ciężko mi powiedzieć. Natomiast chciałbym powiedzieć coś innego, spodziewaliśmy się większej publiczności na stadionie. Każdy wie, w jakim jesteśmy momencie, każdy niby chce klubowi pomagać, jest piątek, godz. 19:00, fajna pora, żeby przyjść na mecz. Natomiast z perspektywy boiska wyglądało, że nie było zbyt wielu kibiców. Cieszę się, że przyszli ci wierni, ale nie oszukujmy się, było ich mało. Jestem ciekaw też, gdzie jest ta zapowiadana pomoc dla klubu. Sytuacja nie może się przeciągać w nieskończoność, chcemy już jakichś rozstrzygnięć, bo nie da się trenować, myśleć o treningu, o jakiejkolwiek normalności. Jest najwyższa pora, żeby zrobić z tym porządek i mam nadzieję, że w tym tygodniu to się wyjaśni. My dajemy z siebie wszystko i nikt nikomu nie zarzuci, że nie walczymy, a gramy coraz lepiej. W meczu z Miedzią zabrakło szczęścia, ale może za mało do niego dążymy.
W tym tygodniu formą strajku było nieprzystąpienie do treningów. A jak to wygląda z Waszym następnym meczem – czy zagracie z Okocimskim?











