Jeśli chodzi o początki piłki nożnej na świecie, często wspomina się o pierwszych meczach, stadionach, mistrzostwach czy wybitnych graczach. Rzadko kiedy mówi się jednak o pierwszych piłkarskich celebrytach. Kto jest założycielem grupy, która dziś kojarzy nam się głównie z Davidem Beckhamem czy Cristiano Ronaldo?
Urodził się 20 stycznia 1874 roku w Cradley, niewielkim miasteczku w Black Country. W przyszłości to zespołowi z tego regionu Anglii (West Bromwich Albion) miał strzelić swojego pierwszego gola. Jego przeznaczaniem wydawała się jednak praca w fabryce, tak jak przeznaczeniem większości osób z klasy robotniczej. Zapewne tak by się stało, gdyby rodzice kilka lat po jego narodzinach nie przeprowadzili się na przedmieścia Derby. Kilkanaście lat później stał się lokalnym bohaterem.
Steve Bloomer (fot. Wikimedia.org)
Pasją Steve’a Bloomera nie była tylko piłka nożna, ale ogólnie pojęty sport, co zresztą nie dziwi. Jeszcze nie tak dawno Andrzej Szarmach przed przygodą z piłką nożną grał w siatkówkę, a Gareth Bale zaczynał przecież od lekkoatletyki. Bloomer grał amatorsko w krykieta, a w baseballowej drużynie Derby Country został trzykrotnie mistrzem Wielkiej Brytanii. To jednak nie z tego powodu w pewnym momencie było o nim głośno.
Jak wszyscy dobrze wiemy, najwięcej zawsze mówi się o piłkarzach strzelających gole. To samo dotyczyło Bloomera, który był napastnikiem. I to napastnikiem wybitnym jak na swoje czasy. Szybkość oraz mocny strzał z obydwóch nóg – właśnie te cechy przyniosły mu ponad 300 (różne źródła podają od 309 do 317) goli w 536 meczach w angielskiej pierwszej lidze (co plasuje go na trzecim lub drugim miejscu w historii), a do tego dorzucił 36 bramek w 62 pojedynkach drugiej ligi. Równie skuteczny był w reprezentacji Anglii, dla której zdobył 28 bramek w 23 występach, z czego już dwie w debiucie przeciwko Irlandii Północnej. Był pierwszym krajowym reprezentantem, który zaliczył dwa hat-tricki, a także dwukrotnie cztery razy pokonywał bramkarza. Najlepszy występ zaliczył w meczu z Walią, kiedy to strzelił pięć goli. Pewna gazeta napisała potem, że był „śliski jak węgorz”. Drużynowych sukcesów się jednak nie doczekał. Przygodę z reprezentacją zakończył rok przed igrzyskami olimpijskimi w Londynie, gdzie po raz pierwszy piłka nożna była dyscypliną olimpijską. Jedynymi sukcesami z drużyną „Trzech Lwów” było osiem zwycięstw w mistrzostwach Wielkiej Brytanii.
Również w drużynach klubowych podczas jego pobytu gablotki ze znaczącymi trofeami wcale się nie zapełniały. W Derby Country zadebiutował, mając 18 lat. Przez pierwsze dwa sezony zapisał już na koncie wicemistrzostwo kraju. Przez kolejne 12 lat był najlepszym strzelcem zespołu, ale wystarczyło to na zaledwie jedno drugie i jedno trzecie miejsce w lidze, mimo że on sam pięciokrotnie zostawał królem strzelców, tym samym dwukrotnie zapewniając sobie Złotego Buta. Dopisał do konta również trzy finały Pucharu Anglii, ale wszystkie przegrał i zdobył w nich tylko jedną bramkę. Jego drużyna z sezonu na sezon grała coraz gorzej i po odejściu Bloomera w 1906 roku spadła z ligi. Za napastnika Derby Middlesbrough zapłaciło 750 funtów. Ten sam zespół ustanowił rok wcześniej transferowy rekord, za tysiąc funtów kupując Alfa Comonna. To jednak sprowadzenie Bloomera okazało się strzałem w dziesiątkę, bo przez dwa kolejne sezony był najskuteczniejszym napastnikiem zespołu. Również ekipie „The Boro” nie zapewnił mistrzostwa Anglii i w 1910 roku powrócił do drugoligowego Derby, w którym ponownie był najlepszym strzelcem. Po dwóch latach wprowadził zespół z powrotem do pierwszej ligi, z której „Barany” spadły dwa sezony później. Zbiegło to się z zakończeniem kariery przez Bloomera, który ostatni mecz rozegrał, mając 40 lat i 11 dni.
Ile znaczył dla swojej ekipy, obrazuje to, co stało się w finale Pucharu Anglii w 1903 roku. Derby miało się zmierzyć z Bury. Bloomer nie mógł zagrać w tym meczu z powodu urazu. Jego zespół był kompletnie zagubiony i przegrał aż 0:6. Do dziś jest to najwyższa porażka w historii finałów Pucharu Anglii. Kibice nie wyobrażali sobie reprezentacji bez niego w składzie. Niepowołanie go na prestiżowy mecz ze Szkocją wywołało ogromne protesty wśród społeczeństwa.
Mimo jego pochodzenia skłamałbym, gdybym napisał, że był skromny. Nie dotyczyło to tylko tego, jak zachowywał się poza boiskiem. Był upartym indywidualistą i egocentrykiem, który nie chciał się podporządkowywać. Nie zawsze przykładnie trenował, czasami lubił sobie dobrze wypić i przez to był często karany. Na murawie był istnym gwiazdorem. Tak bardzo lubił mieć piłkę przy nodze, że każde niecelne podanie kończyło się nieprzyjemnym komentarzem w kierunku kolegi w stylu: „Co to miało być? Podanie? Nie mam samolotu!”. Kiedy jednak dostawał już futbolówkę, zwykle kończyło się to wyjmowaniem jej z siatki przez bramkarza. Nic więc dziwnego, że Bloomer jako jeden z pierwszych podpisał kontrakt z firmą dystrybuującą sprzęt sportowy. Nie myślcie sobie jednak, że piłkarz Derby zarobił tym na całe życie. Dość powiedzieć, że kiedy zaczynał profesjonalne granie, otrzymywał 37,5 pensa tygodniowo! Nie wiemy, ile dokładnie otrzymał za firmowanie swoim nazwiskiem obuwia ani jakim zainteresowaniem cieszyły się „strzelające buty Bloomera”, ale sam fakt takiej reklamy jest wart odnotowania.
Zapewne do końca życia cieszyłby się przynajmniej lokalnym szacunkiem, ale po zakończeniu kariery w wieku 40 lat wyjechał do Niemiec, by uczyć tam piłki nożnej. Zresztą to właśnie nad Renem zarówno Bloomer, jak i reprezentacja Anglii rozegrali pierwszy międzypaństwowy mecz poza Wyspami Brytyjskimi (dokładnie w 1899 roku). Trzy tygodnie po objęciu posady trenera w Berliner SV 1892 wybuchła pierwsza wojna światowa. Jako Anglik, Bloomer był internowany w obozie dla jeńców cywilnych. Wśród pięciu tysięcy więźniów znaleźli się jego koledzy z boiska: Fred Spiksley, Samuel Wolstenholme, Fred Pentland, John Cameron, John Brearley i były reprezentant Niemiec, Edwin Dutton. Po pewnym czasie stworzyło się tam minispołeczeństwo, a coraz większą popularność zdobywała piłka nożna. Założono nawet federację piłkarską, która organizowała ligę i puchar. Najważniejsze mecze oglądało ponad tysiąc osób. Pierwszy puchar zdobył… Tottenham Hotspur, którego kapitanem był Bloomer. Oprócz piłki nożnej bohater naszej historii grał również w krykieta, a także wygrał mistrzostwa seniorów w biegu na 75 jardów. Cieszył się ogromnym szacunkiem. Kiedy opuszczał obóz, rozegrano dla niego mecz pożegnalny. Trzeba powiedzieć, że los mocno go oszczędził, skoro kiedy jego rodacy umierali wśród nędzy, głodu, chorób i latających pocisków, on nadal mógł robić to, co kochał.
Po wyjeździe z Niemiec był trenerem. Krótko prowadził Blauw-Wit Amsterdam, równie krótko był również szkoleniowcem drużyny rezerw Derby County. Największe triumfy święcił z hiszpańskim Realem Union. W 1924 roku w Pucharze Hiszpanii pokonał w półfinale Barcelonę 5:1, a w finale Real Madryt 1:0. Rok później powrócił do Derby i przez kilka lat prowadził zespoły młodzieżowe, jednocześnie bardzo często pojawiał się na stadionie i oglądał mecze pierwszego zespołu. Od 1930 roku stan jego zdrowia zaczął się pogarszać. Bloomer cierpiał na astmę i miał problemy z oskrzelami. Gdy w 1937 roku jego choroba nagle mocno postąpiła, Derby County zafundowało mu wyjazd do Nowej Zelandii, który miał mu pomóc w leczeniu. Steve zmarł trzy tygodnie po powrocie, 16 kwietnia 1938 roku. Jego pogrzeb był jednym z największych, jakie kiedykolwiek widziało Derby.
Nigdy nie zagrał w zespole ze swojego regionu, ale udało mu się zapisać na kartach historii West Bromwich Albion. Oprócz tego, że to w meczu przeciwko tej ekipie zdobył swoją pierwszą bramkę, to również strzelił pierwszego gola na The Hawthorns, które do dziś pozostaje stadionem WBA. Zresztą w Cradley, gdzie się urodził, pamiętają o nim do dziś. Co dwa lata odbywają się tam uroczystości na cześć dziedzictwa tego miasteczka i fragment jednego dnia jest zawsze poświęcony właśnie Bloomerowi. O odsłonięciu popiersia 23-krotnego reprezentanta Anglii tak mówił Paul Mortimer, wiceprzewodniczący Rams Trust (stowarzyszenie kibiców Derby): – Nawet jeśli Steve nie grał nigdy dla drużyny z Black Country, jestem pewien, że wszyscy mieszkańcy tego regionu czują taką samą dumę, jaką my czujemy w Derby, które miało w składzie tego gracza urodzonego w Black Country, kiedyś kopiącego piłkę najlepiej na świecie. Obecnie pomagamy reżyserowi z Cradley, Harry’emu Bloomerowi, w jego planach stworzenia filmu dokumentalnego o Stevie Bloomerze i poszukujemy pomocy dla Harry’ego w przywróceniu tego legendarnego piłkarza do życia.
Ów pomnik jest ściśle związany z pewną pieśnią poświęconą m.in. Bloomerowi. W latach 90. ubiegłego wieku kibice Derby napisali piosenkę, która miała upamiętnić historię zespołu, a także legendarnego napastnika. W 1997 roku stała się ona oficjalnym hymnem klubu, do dziś jest odgrywana i odśpiewywana przez fanów na Pride Park Stadium. 17 stycznia 2009 roku podczas meczu z Queens Park Rangers odsłonięto brązowe popiersie Bloomera, aby (tak jak według słów hymnu) mógł się przyglądać grze swoich następców, jak to robił jeszcze za życia. Bo niektóre karnety nigdy nie tracą ważności…
Steve Bloomer’s watching, Helping them fight, Guiding our heroes, In the black and the white. For all teams who come here, There’s nowhere to hide, Everyone is frightened, Of that Derby pride.
Jeśli chodzi o początki piłki nożnej na świecie, często wspomina się o pierwszych meczach, stadionach, mistrzostwach czy wybitnych graczach. Rzadko kiedy mówi się jednak o pierwszych piłkarskich celebrytach. Kto jest założycielem grupy, która dziś kojarzy nam się głównie z Davidem Beckhamem czy Cristiano Ronaldo?
Urodził się 20 stycznia 1874 roku w Cradley, niewielkim miasteczku w Black Country. W przyszłości to zespołowi z tego regionu Anglii (West Bromwich Albion) miał strzelić swojego pierwszego gola. Jego przeznaczaniem wydawała się jednak praca w fabryce, tak jak przeznaczeniem większości osób z klasy robotniczej. Zapewne tak by się stało, gdyby rodzice kilka lat po jego narodzinach nie przeprowadzili się na przedmieścia Derby. Kilkanaście lat później stał się lokalnym bohaterem.
Steve Bloomer (fot. Wikimedia.org)
Pasją Steve’a Bloomera nie była tylko piłka nożna, ale ogólnie pojęty sport, co zresztą nie dziwi. Jeszcze nie tak dawno Andrzej Szarmach przed przygodą z piłką nożną grał w siatkówkę, a Gareth Bale zaczynał przecież od lekkoatletyki. Bloomer grał amatorsko w krykieta, a w baseballowej drużynie Derby Country został trzykrotnie mistrzem Wielkiej Brytanii. To jednak nie z tego powodu w pewnym momencie było o nim głośno.
Jak wszyscy dobrze wiemy, najwięcej zawsze mówi się o piłkarzach strzelających gole. To samo dotyczyło Bloomera, który był napastnikiem. I to napastnikiem wybitnym jak na swoje czasy. Szybkość oraz mocny strzał z obydwóch nóg – właśnie te cechy przyniosły mu ponad 300 (różne źródła podają od 309 do 317) goli w 536 meczach w angielskiej pierwszej lidze (co plasuje go na trzecim lub drugim miejscu w historii), a do tego dorzucił 36 bramek w 62 pojedynkach drugiej ligi. Równie skuteczny był w reprezentacji Anglii, dla której zdobył 28 bramek w 23 występach, z czego już dwie w debiucie przeciwko Irlandii Północnej. Był pierwszym krajowym reprezentantem, który zaliczył dwa hat-tricki, a także dwukrotnie cztery razy pokonywał bramkarza. Najlepszy występ zaliczył w meczu z Walią, kiedy to strzelił pięć goli. Pewna gazeta napisała potem, że był „śliski jak węgorz”. Drużynowych sukcesów się jednak nie doczekał. Przygodę z reprezentacją zakończył rok przed igrzyskami olimpijskimi w Londynie, gdzie po raz pierwszy piłka nożna była dyscypliną olimpijską. Jedynymi sukcesami z drużyną „Trzech Lwów” było osiem zwycięstw w mistrzostwach Wielkiej Brytanii.
Również w drużynach klubowych podczas jego pobytu gablotki ze znaczącymi trofeami wcale się nie zapełniały. W Derby Country zadebiutował, mając 18 lat. Przez pierwsze dwa sezony zapisał już na koncie wicemistrzostwo kraju. Przez kolejne 12 lat był najlepszym strzelcem zespołu, ale wystarczyło to na zaledwie jedno drugie i jedno trzecie miejsce w lidze, mimo że on sam pięciokrotnie zostawał królem strzelców, tym samym dwukrotnie zapewniając sobie Złotego Buta. Dopisał do konta również trzy finały Pucharu Anglii, ale wszystkie przegrał i zdobył w nich tylko jedną bramkę. Jego drużyna z sezonu na sezon grała coraz gorzej i po odejściu Bloomera w 1906 roku spadła z ligi. Za napastnika Derby Middlesbrough zapłaciło 750 funtów. Ten sam zespół ustanowił rok wcześniej transferowy rekord, za tysiąc funtów kupując Alfa Comonna. To jednak sprowadzenie Bloomera okazało się strzałem w dziesiątkę, bo przez dwa kolejne sezony był najskuteczniejszym napastnikiem zespołu. Również ekipie „The Boro” nie zapewnił mistrzostwa Anglii i w 1910 roku powrócił do drugoligowego Derby, w którym ponownie był najlepszym strzelcem. Po dwóch latach wprowadził zespół z powrotem do pierwszej ligi, z której „Barany” spadły dwa sezony później. Zbiegło to się z zakończeniem kariery przez Bloomera, który ostatni mecz rozegrał, mając 40 lat i 11 dni.
Ile znaczył dla swojej ekipy, obrazuje to, co stało się w finale Pucharu Anglii w 1903 roku. Derby miało się zmierzyć z Bury. Bloomer nie mógł zagrać w tym meczu z powodu urazu. Jego zespół był kompletnie zagubiony i przegrał aż 0:6. Do dziś jest to najwyższa porażka w historii finałów Pucharu Anglii. Kibice nie wyobrażali sobie reprezentacji bez niego w składzie. Niepowołanie go na prestiżowy mecz ze Szkocją wywołało ogromne protesty wśród społeczeństwa.
Mimo jego pochodzenia skłamałbym, gdybym napisał, że był skromny. Nie dotyczyło to tylko tego, jak zachowywał się poza boiskiem. Był upartym indywidualistą i egocentrykiem, który nie chciał się podporządkowywać. Nie zawsze przykładnie trenował, czasami lubił sobie dobrze wypić i przez to był często karany. Na murawie był istnym gwiazdorem. Tak bardzo lubił mieć piłkę przy nodze, że każde niecelne podanie kończyło się nieprzyjemnym komentarzem w kierunku kolegi w stylu: „Co to miało być? Podanie? Nie mam samolotu!”. Kiedy jednak dostawał już futbolówkę, zwykle kończyło się to wyjmowaniem jej z siatki przez bramkarza. Nic więc dziwnego, że Bloomer jako jeden z pierwszych podpisał kontrakt z firmą dystrybuującą sprzęt sportowy. Nie myślcie sobie jednak, że piłkarz Derby zarobił tym na całe życie. Dość powiedzieć, że kiedy zaczynał profesjonalne granie, otrzymywał 37,5 pensa tygodniowo! Nie wiemy, ile dokładnie otrzymał za firmowanie swoim nazwiskiem obuwia ani jakim zainteresowaniem cieszyły się „strzelające buty Bloomera”, ale sam fakt takiej reklamy jest wart odnotowania.
Zapewne do końca życia cieszyłby się przynajmniej lokalnym szacunkiem, ale po zakończeniu kariery w wieku 40 lat wyjechał do Niemiec, by uczyć tam piłki nożnej. Zresztą to właśnie nad Renem zarówno Bloomer, jak i reprezentacja Anglii rozegrali pierwszy międzypaństwowy mecz poza Wyspami Brytyjskimi (dokładnie w 1899 roku). Trzy tygodnie po objęciu posady trenera w Berliner SV 1892 wybuchła pierwsza wojna światowa. Jako Anglik, Bloomer był internowany w obozie dla jeńców cywilnych. Wśród pięciu tysięcy więźniów znaleźli się jego koledzy z boiska: Fred Spiksley, Samuel Wolstenholme, Fred Pentland, John Cameron, John Brearley i były reprezentant Niemiec, Edwin Dutton. Po pewnym czasie stworzyło się tam minispołeczeństwo, a coraz większą popularność zdobywała piłka nożna. Założono nawet federację piłkarską, która organizowała ligę i puchar. Najważniejsze mecze oglądało ponad tysiąc osób. Pierwszy puchar zdobył… Tottenham Hotspur, którego kapitanem był Bloomer. Oprócz piłki nożnej bohater naszej historii grał również w krykieta, a także wygrał mistrzostwa seniorów w biegu na 75 jardów. Cieszył się ogromnym szacunkiem. Kiedy opuszczał obóz, rozegrano dla niego mecz pożegnalny. Trzeba powiedzieć, że los mocno go oszczędził, skoro kiedy jego rodacy umierali wśród nędzy, głodu, chorób i latających pocisków, on nadal mógł robić to, co kochał.
Po wyjeździe z Niemiec był trenerem. Krótko prowadził Blauw-Wit Amsterdam, równie krótko był również szkoleniowcem drużyny rezerw Derby County. Największe triumfy święcił z hiszpańskim Realem Union. W 1924 roku w Pucharze Hiszpanii pokonał w półfinale Barcelonę 5:1, a w finale Real Madryt 1:0. Rok później powrócił do Derby i przez kilka lat prowadził zespoły młodzieżowe, jednocześnie bardzo często pojawiał się na stadionie i oglądał mecze pierwszego zespołu. Od 1930 roku stan jego zdrowia zaczął się pogarszać. Bloomer cierpiał na astmę i miał problemy z oskrzelami. Gdy w 1937 roku jego choroba nagle mocno postąpiła, Derby County zafundowało mu wyjazd do Nowej Zelandii, który miał mu pomóc w leczeniu. Steve zmarł trzy tygodnie po powrocie, 16 kwietnia 1938 roku. Jego pogrzeb był jednym z największych, jakie kiedykolwiek widziało Derby.
Nigdy nie zagrał w zespole ze swojego regionu, ale udało mu się zapisać na kartach historii West Bromwich Albion. Oprócz tego, że to w meczu przeciwko tej ekipie zdobył swoją pierwszą bramkę, to również strzelił pierwszego gola na The Hawthorns, które do dziś pozostaje stadionem WBA. Zresztą w Cradley, gdzie się urodził, pamiętają o nim do dziś. Co dwa lata odbywają się tam uroczystości na cześć dziedzictwa tego miasteczka i fragment jednego dnia jest zawsze poświęcony właśnie Bloomerowi. O odsłonięciu popiersia 23-krotnego reprezentanta Anglii tak mówił Paul Mortimer, wiceprzewodniczący Rams Trust (stowarzyszenie kibiców Derby): – Nawet jeśli Steve nie grał nigdy dla drużyny z Black Country, jestem pewien, że wszyscy mieszkańcy tego regionu czują taką samą dumę, jaką my czujemy w Derby, które miało w składzie tego gracza urodzonego w Black Country, kiedyś kopiącego piłkę najlepiej na świecie. Obecnie pomagamy reżyserowi z Cradley, Harry’emu Bloomerowi, w jego planach stworzenia filmu dokumentalnego o Stevie Bloomerze i poszukujemy pomocy dla Harry’ego w przywróceniu tego legendarnego piłkarza do życia.
Ów pomnik jest ściśle związany z pewną pieśnią poświęconą m.in. Bloomerowi. W latach 90. ubiegłego wieku kibice Derby napisali piosenkę, która miała upamiętnić historię zespołu, a także legendarnego napastnika. W 1997 roku stała się ona oficjalnym hymnem klubu, do dziś jest odgrywana i odśpiewywana przez fanów na Pride Park Stadium. 17 stycznia 2009 roku podczas meczu z Queens Park Rangers odsłonięto brązowe popiersie Bloomera, aby (tak jak według słów hymnu) mógł się przyglądać grze swoich następców, jak to robił jeszcze za życia. Bo niektóre karnety nigdy nie tracą ważności…
Steve Bloomer’s watching, Helping them fight, Guiding our heroes, In the black and the white. For all teams who come here, There’s nowhere to hide, Everyone is frightened, Of that Derby pride.
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.