Zadając pytanie o najlepszego napastnika w historii, otrzymamy z pewnością kilkadziesiąt różnych odpowiedzi. Jedni powiedzą Pele i bez trudu obronią swoją tezę, inni krzykną, że Puskas, Sanchez, Ronaldo, Rivaldo lub Romario. O nich się pamięta – grali w lepszych czasach. Bohater tego artykułu nie miał tak łatwo.
Ostatnio w cyklu „Futbol jest wielki” przewija się sporo Basków, ale cóż, los chciał, że zostali w znaczniej mierze zapomniani – nie oświetla ich blask Realu i Barcelony, który nawet z przeciętniaków robi graczy pamiętanych przez pokolenia.

Telmo urodził się 20 stycznia 1921 roku w miejscowości o nazwie Erandio, w samym sercu Kraju Basków. Po ojcu odziedziczył porządne, długie i skomplikowane nazwisko Zarraonandia, po matce, krótsze, bardziej hiszpańskie Montoya. Żeby nie utrudniać życia sobie, komentatorom i kibicom, przez całą karierę był znany jako Zarra.
Zarra rozpoczął swoje życie w wielkim stylu i przez długie dziesięciolecia nie spuszczał z tonu. Urodził się na stacji kolejowej, gdzie jego matka, Tomasa, odwiedzała męża, po którym Telmo otrzymał imię. Gdyby cała historia rozgrywała się dzisiaj, Bask miałby z pewnością zapewnione darmowe przejazdy koleją. Wtedy przewieziono go tylko do szpitala. Nasz bohater był siódmym dzieckiem w rodzinie, po nim urodziło się jeszcze troje. Na szacunek zasługuje regularność – państwo Zarraonandia mieli pięć córek i pięciu synów.
To właśnie niemal nieustanne granie w piłkę wraz z braćmi uczyniło z Zarry świetnego piłkarza. Chłopcy mieli problem ze zdobyciem normalnej futbolówki, więc grali czym popadnie. Wyszło im to na dobre, bo poza naszym bohaterem, jeszcze dwóch z nich zawodowo parało się tą dyscypliną sportu. Najstarszy, Tomas, był graczem klubu Arenas de Getxko, który, teraz zapomniany, w pierwszych latach funkcjonowania Primera Division był jednym z głównych pretendentów do tytułu mistrzowskiego. Świetnie zapowiadającą się karierę drugiego z braci, Domingo, przerwała śmierć w czasie wojny domowej. Ojcu Zarry nie podobało się, że kolejny syn chce bawić się w futbol, ale nie przeciwstawiał się jego życiowemu wyborowi, widząc, z jak wielkim talentem ma do czynienia.
Pierwsze lata kariery Telmo były trudne, nasz bohater był za bardzo skromny i niepewny. Nie wierzył w swoje możliwości. Zmieniło się to dopiero, gdy przyszły sukcesy. Pierwszym był z pewnością debiut w meczu zawodowców w barwach SD Erandio. Miał wtedy 16 lat i pokazał się na tyle z dobrej strony, że wkrótce podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt. Nie minął rok, a po Zarrę zgłosił się wielki Athletic Bilbao, marzenie każdego Baska parającego się futbolem. Jak przystało na goleadora, Telmo zdobył dwa gole w debiucie przeciwko Valencii, zapewniając swemu nowemu klubowi remis.











