Tak, to nie sen, to naprawdę się stało. Reprezentacja Markku Kanervy wygrała swoje debiutanckie spotkanie na mistrzostwach Europy. Takiego obrotu spraw chyba nikt się nie spodziewał. Finlandia wykazała się nie tylko niezwykłą odwagą, lecz także niesamowicie skuteczną grą w obronie. „Puchacze” byli wczoraj po prostu nie do zdarcia. Czy to tylko początek udanego turnieju w wykonaniu Finów?
Może i za wcześnie jeszcze na takie osądy, aczkolwiek nie ma co ukrywać, że obecnie Finowie znajdują się w bardzo korzystnej sytuacji. W końcu wszyscy dobrze wiemy, ile znaczy zwycięstwo w meczu otwarcia. Jak zatem postrzegać grę ekipy, w której występuje między innymi Paulus Arajuuri? Czy Finlandia ma szansę na sukces?
Defensywa to podstawa
Wielu ekspertów czy trenerów często powtarza jedną frazę: „To defensywa wygrywa najważniejsze trofea”. Czy tak jest? Na przestrzeni lat zauważyliśmy, że rzeczywiście jest w tym sporo racji.
Dania nie znalazła wczoraj żadnego sposobu, aby przebić fiński mur. Owszem, „De Rød-Hvide” byli zszokowani i załamani wiadomościami dotyczącymi Christiana Eriksena, aczkolwiek to nie ujmuje meczowi, jaki rozegrali w defensywie Finowie.
Każdy z obrońców „Puchaczy”, dosłownie KAŻDY, zaliczył wczoraj spotkanie na najwyższym europejskim poziomie. Piłkarze grający na co dzień w rodzimej lidze fińskiej pokazali, że nie odstają od defensorów innych reprezentacji. Na szczególną pochwałę zasługiwała gra stoperów – wyżej wspomnianego Paulusa Arajuuriego oraz Daniela O’Shaughnessy’ego.
Dodatkowo dochodzi do tego nieoceniona postawa Lukasa Hradecky’ego. Golkiper po prostu bronił, jakby był w transie. Nic nie potrafiło go pokonać, na co świetnym dowodem jest znakomita interwencja przy rzucie karnym wykonywanym przez Pierre’a-Emile’a Hojbjerga. Zawodnik Bayeru Leverkusen po raz kolejny pokazał najwyższej klasy bramkarski kunszt, ponadto w najlepszym do tego momencie.












