W naszym cyklu „Finaliści mundialu” nadszedł czas na przedstawienie trzeciego zespołu ze strefy CONCACAF, który zakwalifikował się do tegorocznego turnieju. Reprezentacja Meksyku, bo o niej mowa, to od kilkunastu lat stały bywalec najbardziej prestiżowej imprezy piłkarskiej świata.
Przekleństwo pierwszej rundy
Tym mianem można nazwać występy „El Tri” na mistrzostwach świata w 1930 roku oraz w latach 1950-1966. Meksykanom nigdy nie udało się wyjść z grupy, a w siedemnastu spotkaniach tylko raz schodzili z murawy zwycięscy. Na pierwszym mundialu, rozegranym 80 lat temu w Urugwaju, gracze z Ameryki Środkowej ponieśli trzy dotkliwe porażki – z Francją 1:4, Chile 0:3 i Argentyną 3:6. Historycznego gola w spotkaniu przeciwko „Trójkolorowym” zdobył najlepszy meksykański piłkarz tego okresu, Juan Carreno. Kolejne dwa wyjazdy „El Tri” na światowe czempionaty rozgrywane odpowiednio w Brazylii i Szwajcarii, również nie przyniosły piłkarzom ani jednego punktu. Dopiero w 1958 roku Meksykanie wywalczyli pierwszy remis w historii swoich występów na mistrzostwach świata. Podopieczni Antonio Lopeza Herranza podzielili się punktami z Walią, remisując 1:1. Cztery lata później ekipa trenowana przez Ignacio Trelleza niespodziewanie rozprawiła się z późniejszymi srebrnymi medalistami, Czechosłowakami, zwyciężając po golach Isidiro Diaza, Alfredo Del Aguili i Hectora Hernandeza 3:1. W 1966 roku na angielskich boiskach Meksykanie również nie zrobili furory, ale już kolejny turniej miał przynieść przełom.
Siła własnego boiska
Pomiędzy 1970 a 1986 rokiem „El Tri” trzykrotnie grali na mundialu, z czego dwa razy na własnym podwórku. U siebie Meksykanie bez problemu radzili sobie z wyjściem z grupy. W 1970 roku wybrańcom Raula Cardenasa przyszło zmierzyć się w pierwszej rundzie turnieju ze Związkiem Radzieckim, Belgią i Salwadorem. Gospodarze, wspomagani przez ponadstutysięczną widownię zgromadzoną na Estadio Azteca w Mexico City, bezbramkowo zremisowali z naszymi wschodnimi sąsiadami, rozgromili 4:0 Salwador i pokonali 1:0 Belgię. Los sprawił, że w ćwierćfinale gospodarze trafili na piekielnie mocnych Włochów. Już po dwunastu minutach wynik spotkania otworzył Jose Luiz Gonzalez. Jeszcze w pierwszej połowie przybysze z Europy wyrównali, a w drugiej części w ciągu kwadransa trzykrotnie pokonali meksykańskiego golkipera. Na kolejny występ swoich ulubieńców na mundialu fani „El Tri” musieli czekać osiem lat, jednak turniej w Argentynie boleśnie obnażył słabość piłkarzy z Ameryki Środkowej. W 1983 roku z organizacji mistrzostw, które miały odbyć się trzy lata później, zrezygnowali Kolumbijczycy, a FIFA przeniosła czempionat do Meksyku. Gospodarze nie grali efektownie, ale byli efektywni, dzięki czemu zajęli pierwsze miejsce w grupie, zwyciężając wcześniej Belgię i Irak oraz remisując z Paragwajem. W 1/8 finału ekipa prowadzona przez jugosłowiańskiego szkoleniowca, Borę Milutinovicia, wygrała 2:0 z Bułgarią, a to widowisko zachęciło imponującą liczbę 114 tysięcy kibiców do stawienia się na Estadio Azteca. Ćwierćfinałowe starcie z Republiką Federalną Niemiec przez 120 minut gry pozostało nierozstrzygnięte i do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były rzuty karne. W serii „jedenastek” pomylili się Fernando Quirarte i Raul Servin, co przesądziło o awansie europejskiego zespołu do półfinału.










