Zmiany wprowadzone przez prezydenta UEFA, Michela Platiniego, od sezonu 2009/2010 miały na celu uatrakcyjnienie rozgrywek Ligi Mistrzów. Rzeczywiście sprawdziły się, gdyż nowa edycja tego turnieju okazała się nieprzewidywalna i wyjątkowa. Jej ukoronowaniem był wielki finał zorganizowany na słynnym Estadio Santiago Bernabeu. W sobotę 22 maja o 20:45 zmierzyły się na nim Bayern Monachium i Inter Mediolan.
Wytypowanie faworyta było bardzo trudne. Za zwycięstwem Bayernu przemawiało równie wiele plusów, co za Interem. „Bawarczyków” cechował przede wszystkim piękny ofensywny styl, polot w grze, poparty dowodzeniem z ławki trenerskiej przez doświadczonego Louisa van Gaala. Z drugiej strony mieliśmy niezwykle skutecznych i konsekwentnych w swoich poczynaniach piłkarzy ze stolicy mody, na których czele stoi przecież urodzony do wygrywania Jose Mourinho. Obie jedenastki były bardzo zdeterminowana do odniesienia zwycięstwa. Dla monachijczyków był to pierwszy finał Ligi Mistrzów od dziewięciu lat, a dla mediolańczyków od 38. Poza tym nikt nie chciał zmarnować szansy na wywalczenie pierwszej od dawna potrójnej korony.

Z początku obie drużyny badały teren, bez zbędnego odkrywania się. Przewagę w tym okresie gry miał Bayern. Aktywnie w szeregach mistrzów Niemiec poczynał sobie Hamit Altintop. Blok obronny czempionów z Półwyspu Apenińskiego spisywał się jednak bez zarzutu, skutecznie odcinając od podań Turka, Arjena Robbena, napastników: Thomasa Muellera i Ivicę Olicia. Ostrych podań w pole karne nie bał się przyjmować na siebie, występujący niegdyś na Allianz Arena, Lucio. Brazylijczyk jednak zaspał w 11. minucie. Były pomocnik Schalke wymienił piłkę z klepki z Markiem van Bommelem, dzięki czemu znalazł się sam na sam z Julio Cesarem. Brazylijczyk na tyle dobrze skrócił jednak kąt, że strzał oddany przez gracza znad Bosforu zatrzymał się na słupku i wyszedł w pole.
„Bawarczycy” nie ustawali jednak w swoich atakach. Po strzale Robbena z dystansu, sparowanym przez golkipera Interu, nastąpiła seria rzutów rożnych. W jednym z nich golkiper „Canarinhos” z wielkim trudem przeniósł piłkę nad poprzeczką po uderzeniu Daniela Van Buytena. Kolejne stały fragment gry okazał się zabójczy dla mistrzów Włoch. W 16. minucie podanie Altintopa zostało wybite i ponownie trafiło do Turka. Ten zagrał na przedpole, skąd futbolówka trafiła w pole karne. Najprzytomniej zachował się tam Olić, który – mając przed sobą tylko Julio Cesara – nie mógł spudłować. Po nieco ponad kwadransie gry niemiecki sektor oszalał z radości.
Gol wyraźnie zdekoncentrował monachijczyków. Mało brakowało, by z prowadzenia cieszyli się zaledwie 60 sekund. Na uderzenie z 20 metrów zdecydował się Wesley Sneijder. Hans-Jörg Butt nie zdecydował się na interwencję. Na jego szczęście piłka o centymetry minęła spojenie słupka z poprzeczką. Nie zmieniło to jednak obrazu spotkania. Na boisku dzielił i rządził Bayern. Kibice zgromadzeni na trybunach byli pod wrażeniem efektownej gry „Bawarczyków”, żałując, że ich ulubieńcy nie prezentują się najlepiej. Pierwsze skrzypce w ekipie Louisa van Gaala grał Altintop. Dzielnie z prawego skrzydła wspomagał go Robben. Holender miał okazję przypomnieć madryckim fanom, jak się zdobywa gole na tym obiekcie, lecz uderzył bardzo nieprecyzyjnie, nie sprawiając żadnych problemów Julio Cesarowi.













