Po słabym poprzednim sezonie Feyenoord Rotterdam radził sobie w obecnym całkiem nieźle, jednak w ostatniej kolejce doznał szokującej porażki w Groningen. Niżej notowani gospodarze rozgromili triumfatora Pucharu Mistrzów z 1970 roku aż 6:0.
Już od początku spotkania Groningen pokazało, że tego dnia nie będzie z nim żartów. Zaledwie 60 sekund po pierwszym gwizdku sędziego Dusan Tadić wpadł z piłką w pole karne i bez większych problemów pokonał bramkarza gości. Po kwadransie wynik uległ zmianie, jednak to nie Feyenoord doprowadził do wyrównania, lecz Groningen podwyższyło prowadzenie. Na ustach kibiców gospodarzy był Maikel Kieftenbeld, który silnym strzałem z dystansu umieścił piłkę w siatce. Cztery minuty później było już po wszystkim, tak się przynajmniej wydawało. Tom Hiariej dograł do Pettera Anderssona, a ten nie miał problemów z wykończeniem akcji. 3:0 po 20 minutach, Feyenoord znokautowany!

Do końca pierwszej połowy goście nie potrafili przeprowadzić żadnej groźnej akcji. Piłkarze Feyenoordu wyglądali, jakby byli po całkiem sporej dawce środków odurzających, czyli dokładnie tak jak przyzwyczaili nas w ostatnim czasie. Trenerowi Ronaldowi Koemanowi pozostało tylko wychłostać swoją drużynę w przerwie i modlić się o jak najniższy wymiar kary w drugiej połowie.
Nie wiemy, czy w przerwie było biczowanie w szatni Feyenoordu, ale wiemy, że cokolwiek wymyślił trener Koeman, zupełnie nie zdało egzaminu. Już w 57. minucie było 4:0, a na listę strzelców wpisał się Leandro Bacuna. Fani z Rotterdamu totalnie załamali ręce, kiedy czerwoną kartkę obejrzał Dani Fernandez. Od tej pory zastanawiali się tylko, czy rekord ustalony w zeszłym roku w pojedynku z PSV nie zostanie pobity.
Rekordu nie było, ale głównie jest to zasługa piłkarzy Groningen, którzy przez dłuższy czas nie chcieli zrobić większej krzywdy przyjezdnym. Dopiero ostatnie dwie minuty przyniosły kolejne bramki. Najpierw gola na 5:0 strzelił Virgil van Dijk, a później wynik meczu ustalił Hyon Jun Suk.










