Camp Nou w Barcelonie. Właśnie ta arena była w sobotę miejscem starcia piłkarskich gladiatorów. FC Barcelona podejmowała w 232. El Clasico Real Madryt. Górą tym razem byli piłkarze z Madrytu, którzy po golach Benzemy i Ronaldo pokonali Katalończyków 2:1.
To było spotkanie lidera z trzecią drużyną w tabeli. „Królewscy” przed meczem tracili do rywala z Katalonii 10 punktów. W obu drużynach było kilku piłkarzy nieobecnych z powodu kontuzji. W szeregach Realu zabrakło podstawowego obrońcy, Raphaela Varane’a, z kolei w zespole z Katalonii Mathieu, Sandro Ramireza i Adriano.
Mecz w dużej mierze był poświęcony również zmarłemu kilka dni temu legendarnemu piłkarzowi, a potem trenerowi Barcelony – Johanowi Cruyffowi. Uroczysta, nieziemska oprawa, minuta ciszy przed meczem, a w 14. minucie tradycyjna salwa braw na trybunach – to wszystko spowodowało, że wielu kibiców na pewno w trakcie tego wieczoru uroni kilka łez wzruszenia.
Pierwsza połowa nie stała na wysokim poziomie. Piłkarze obu zespołów nie oszczędzali się, grali bardzo agresywnie (20 fauli i 4 zółte kartki), dodatkowo także dobrego dnia nie miał sędzia Alejandro Hernandez, który kilka razy w pierwszej połowie znacząco się pomylił. Zresztą popatrzcie sami na jeden z dowodów (starcie Ramosa i Messiego).
https://twitter.com/J_Krecidlo/status/716339048483262464
Wspomniany wcześniej Ramos zagrał bardzo przeciętną, choć lepiej powiedzieć, że słabą pierwszą połowę. W wielu sytuacjach (prócz wspomnianego wyżej starcia) był bardzo niepewny, grał nerwowo, a także pierwsze 45 minut zakończył z żółtą kartką na koncie.
Nie tylko Ramos, a także cały stołeczny zespół nie zachwycił do przerwy. „Królewscy” postawili na głęboką defensywę, broniąc niemal całym zespołem dostępu do własnej bramki, w ofensywnie praktycznie na poważnie nie zaistnieli. Barcelona z kolei nabijała statystykę wymienionych podań, przez większość czasu była na połowie Keylora Navasa. Na przerwę Barcelona i Real schodziły jednak z remisem 0:0.












