Po ostatniej kolejce oczy wielu Polaków zwróciły się na drużynę West Ham United. Nasz rodak – Łukasz Fabiański – rozegrał bowiem fantastyczne spotkanie przeciwko Southampton. W pomeczowych ocenach otrzymał bardzo wysoką ósemkę. Taką samą notą pochwalić może się Felipe Anderson. Brazylijski zawodnik, który w ostatnim czasie zachwyca i właśnie o nim będzie dzisiejszy wpis.
Niełatwe początki
Zacznijmy od początku. W letnim okienku transferowych drużyna z Londynu dokonała transferów na około 100 milionów euro. Najdroższym z nich był transfer Andersona z Lazio Rzym. Brazylijczyk zmienił klub za 38 milionów euro (według Transfermarkt.de). Każdy, kto przyglądał się lidze włoskiej, zapewne znał tego zawodnika, ale raczej nie zachwycał się nad jego grą. We wcześniejszych sezonach był on pewnym elementem zespołu, natomiast w ostatnim roku pobytu w Lazio zaczął grać w kratkę, co sprawiło, że występował mniej. W całym sezonie wyszedł na murawę tylko 21 razy.
Wielu kibiców na Wyspach dziwiło się, że „Młoty” wydały tak dużo na takiego zawodnika. Jednak Manuel Pellegrini miał swój plan na Andersona. Dał mu więcej swobody, ustawił go bliżej pola karnego przeciwników. Szybko zaczęło to procentować. Anderson nie tylko dobrze gra, ale i strzela bramki. Dotychczas w angielskiej ekstraklasie zdobył osiem goli, czyli dokładnie tyle, ile przez ostatnie dwa sezony w Lazio. Dodatkowo BBC podaje, że jego skuteczność strzałów wynosi aż 75%.
Liczy się zespół, jednak indywidualności też są ważne
Opiekun drużyny z Londynu bardzo chwalił swoją drużynę po meczu ze „Świętymi”. Jednak na specjalne słowa z jego strony zasłużył Anderson. – Zawsze rozmawiam z Felipe przed meczem. On wie, że jest to Premier League i z meczu na mecz staje się lepszym zawodnikiem. Cieszę się z tego, że strzela bramki, nie jest to łatwe zadanie, aby mieć siedem goli, w tej części sezonu grając na tej pozycji. Jestem pewien, że będzie jeszcze lepszym zawodnikiem w drugiej części sezonu – zapewnił szkoleniowiec.
Przecierający się szlak
Mówiąc o Andersonie, szkoda nie wspomnieć o jego rodakach. Teraz nikogo nie dziwi już widok dobrze grającego Brazylijczyka na angielskich boiskach. Jednak kiedyś nie było to tak oczywiste. Wielu zawodników zapowiadało się ciekawie, na papierze byli dużym wzmocnieniem, a gdy zaczynały się rozgrywki – rozczarowywali. Maicon, Alex Pato czy Filipe Luis to przykłady, które każdy zna. Szlak dla Brazylijczyków w Premier League przetarł Coutinho, który błyszczał w Liverpoolu. Jego drogą poszli: Roberto Firmino, Gabriel Jesus, Richarlison czy topowi bramkarze ligi, czyli Alisson oraz Ederson. Czy Felipe Anderson dołączy do tego grona? Myślę, że jeśli utrzyma tę formę lub nawet ją rozwinie, co zapowiada trener, nie będzie to dla niego problemem. A wam który z Brazylijczyków występujących na Wyspach najbardziej zapadł w pamięć?












