Nie było tajemnicą, że Federico Chiesa miał zamiar w najbliższym czasie pożegnać się ze swoim obecnym pracodawcą. Po wielu miesiącach spekulacji ostatecznie wybrał Juventus. Wydaje się, że to dla niego idealne miejsce do rozwoju i zdecydowany krok naprzód. Swoją postawą z pewnością zasłużył na docenienie i to przyszło w ostatnich godzinach okna transferowego.
Rzeczą oczywistą pozostaje fakt, że Fiorentina traci znakomitego piłkarza, ale również i ważnego członka szatni. Jakby nie patrzeć, to właśnie Chiesa był w ostatnim meczu kapitanem, a w trudnych momentach często w pojedynkę ciągnął zespół za sobą. Teraz trafia do najlepszego w ostatnim czasie klubu we Włoszech i z pewnością stanie się symbolem nowego Juventusu. Fanom „Violi” nie pozostaje nic innego, jak tylko ciepło pożegnać swojego piłkarza, mimo niechęci do jego nowego klubu.
Od małego w Fiorentinie
Chiesa to chluba całej Fiorentiny. Głównie z tego powodu, że to właśnie w tym klubie włoski skrzydłowy dorastał i się rozwijał. Do drużyny z Florencji trafił w 2007 roku. Wcześniej występował w jednym z okolicznych klubów, ale z czasem zapisał się do akademii „Violi”. Początki jednak nie były łatwe. Mało kto widział w nim przyszłego zawodowego piłkarza chociażby na miarę jego ojca, Enrico Chiesy.
Federico Chiesa odziedziczył po swoim tacie wiele pozytywnych cech, w tym wysoką etykę pracy, ale również bardzo szczupłą sylwetkę. Do tego był stosunkowo niski względem swoich rówieśników. Później od nich dorastał, przez co czasami wysyłano go na treningi z młodszymi drużynami. Rodzice Chiesy od samego początku zakładali scenariusz, w którym ich syn nie zostanie piłkarzem. Zapisali go do bardzo dobrej szkoły – International School of Florence, gdzie zajęcia były prowadzone w języku angielskim, a nie we włoskim. To właśnie w niej przyszły skrzydłowy Juventusu rozbudził swoją miłość do nauk ścisłych. Jak sam często powtarza, gdyby nie piłka, pewnie byłby fizykiem.
Punktem zwrotnym w karierze Chiesy była zmiana trenera w grupach młodzieżowych i ogólna zmiana taktyczna całej akademii. Do tego momentu występował jako napastnik, ale później przesunięto go na skrzydło w formacji 4-2-3-1, co uwypukliło jego najlepsze cechy: drybling i błyskotliwość. Już w czasach juniorskich 22-latek miał skłonności do nadmiernego dryblowania i stosowania rozmaitych sztuczek. Później wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Awans do pierwszej jedenastki, nowy kontrakt i regularne występy w Serie A.
Federico Chiesa i nieprzeciętne umiejętności w przeciętnym klubie
Ostatnie lata w wykonaniu drużyny Fiorentiny nie należą do najlepszych. Drużyna z Florencji wciąż próbuje znowu wrócić do czołówki włoskiego futbolu, bo przecież nie tak dawno jeszcze występowała w europejskich pucharach. Głównym celem „Violi” jest właśnie regularna gra w Europie. Z tym że chociażby poprzedni sezon pokazał, jak wiele jeszcze brakuje całej drużynie do poziomu tych najlepszych. W kluczowych momentach brakowało po prostu doświadczenia i piłkarskiego wyrachowania.
Na tle przeciętnej drużyny z Florencji Chiesa po raz kolejny wyglądał naprawdę solidnie. Rozegrał aż 37 spotkań w lidze i Pucharze Włoch. W tych meczach zanotował całkiem dobre liczby, bo na koniec sezonu miał 11 bramek i dziewięć asyst. Jak i całej drużynie z Florencji, 22-latkowi również zdarzały się dosyć przeciętne występy, ale tak naprawdę, biorąc pod uwagę wszystkie jego sezony w barwach Fiorentiny, był to jego najlepszy sezon pod względem liczb. Sam pewnie życzyłby sobie jeszcze lepszego wyniku całej drużyny, ale indywidualnie mógł być z siebie zadowolony.











