W rewanżowym meczu 1/4 finału Spartak Moskwa przegrał w kompromitującym stylu 2:5 z drużyną mistrza Portugalii, FC Porto. Ekipa „Smoków” okazała się znacznie lepsza w dwumeczu i dzięki temu zasłużenie znalazła się w gronie czterech najlepszych drużyn Ligi Europejskiej.
Przed rewanżem faworytem był zespół portugalski, który przed tygodniem odniósł przekonywujące zwycięstwo na Estadio do Dragao. Dzisiejszego dnia podopieczni Karpina byli zmobilizowani do tego, by nie powtórzyć wydarzeń z ubiegłego tygodnia.

Żądni zemsty gospodarze od pierwszego gwizdka sędziego nieoczekiwanie byli stroną broniącą się, a atakowali goście. Szczęścia próbował zarówno Guarin jak i Falcao, ale były to strzały mocno niecelne. W 7. minucie do głosu wreszcie doszli piłkarze z Moskwy i po ładnej indywidualnej akcji McGeady’ego mogli wyjść na prowadzenie, lecz świetną interwencją popisał się Helton. Po wymianie ciosów, jaka nastąpiła w początkowych dziesięciu minutach rywalizacji, gra przeniosła się na środek pola, a oba zespoły skupiły się przede wszystkim na jak najdłuższym utrzymywaniu się przy piłce. Zagęszczenie tej części boiska spowodowało, iż na murawie nie działo się nic ciekawego.
W 28. minucie doczekaliśmy się pierwszego gola w tym spotkaniu. Skuteczną kontrę wyprowadził zespół mistrza Portugalii i zasłużenie wyszedł na prowadzenie. Po uderzeniu Hulka futbolówka zatrzepotała w bramce Rosjan i mieliśmy 0:1. Chwilę później goście po raz kolejny stworzyli sobie groźną sytuację, ale strzał Cristiana Rodrigueza sparował przed siebie golkiper gospodarzy i akcja spaliła na panewce. Odpowiedź ze strony Spartaka mogła nadejść szybko, lecz do zmiany wyniku nie potrafili doprowadzić najpierw Paweł Jakowlew, a potem Alex. Drugiego gola po stałym fragmencie gry, a konkretnie po rzucie rożnym, zdobyli Portugalczycy w doliczonym przez arbitra czasie. Sztuki tej głową dokonał Cristian Rodriguez, a sędzia po krótkiej chwili zaprosił obie jedenastki do szatni.
Druga połowa rozpoczęła się od kolejnej bramki dla „Smoków”. Kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry pierwsze uderzenie Falcao obronił co prawda Dzikań, lecz przy dobitce Guarina nie miał już żadnych szans. Po tym wydarzeniu Rosjanie momentalnie się otrząsnęli i błyskawicznie odpowiedzieli. Fenomenalnym rajdem z futbolówką popisał się Artiom Dziuba, minął aż czterech rywali i przechytrzył bramkarza z Estadio do Dragao. Kolejne minuty ponownie należały do Portugalczyków. W 54. minucie po rzucie rożnym defensywa „Czerwono-białych” nie ustrzegła się kolejnego błędu, a perfekcyjnym szczupakiem akcję zakończył Falcao, dobijając bardzo słabo grających gospodarzy.
Po zabójczych dziewięciu minutach drugiej odsłony w wykonaniu obydwu zespołów tempo gry nieco spadło. Podobnie jak w pierwszych trzech kwadransach na murawie nie za wiele się działo. Drużyna z Moskwy postanowiła się jeszcze zerwać do odrabiania strat i zaczęła stwarzać sobie dogodne sytuacje. Wprowadzony po przerwie napastnik gospodarzy, Ari, w 72. minucie zmienił rezultat na 2:4. Po tym golu Rosjanie nabrali trochę energii i ruszyli do odważniejszych ataków. Szczęścia próbowali kolejno Ari oraz Makiejew, lecz w żadnym przypadku piłka nie znalazła się już w siatce Heltona. Drużyna FC Porto losy tej rywalizacji ustaliła w 89. minucie meczu, kiedy do siatki rywali trafił Ruben Micael.











