Klubowe mistrzostwa świata od kilku lat mają charakter czysto towarzyski. Rzadko kiedy zdarza się spotkanie, które porwie tłumy. Nie będziemy kłamać, że tak było dzisiaj. FC Barcelona potwierdziła swoją ogromną klasę i niskim nakładem siły wygrała z River Plate. Jednak zdobywcę Copa Libertadores również trzeba pochwalić, bo argentyńska drużyna udowodniła, że nie ma przepaści między najlepszymi drużynami w Europie a tymi z Ameryki Południowej.
Być może końcowy wynik tego spotkania był do przewidzenia już przed jego rozpoczęciem, ale warto było obejrzeć ten finał ze względu na zawodników w nim występujących. Z jednej strony pierwszy garnitur Barcelony z ofensywnym tercetem, co zawsze jest gwarantem wielu bramek i akcji. Natomiast z drugiej utalentowani zawodnicy z Ameryki Południowej, którzy za kilka lat będą błyszczeć na europejskich boiskach.
Pierwsze minuty spotkania zawiodły oczekiwania kibiców. Podopieczni Luisa Enrique nie ruszyli do ataku od początku meczu, jakby obawiali się nieznanego rywala i chcieli go wybadać. W podobny sposób postąpiła drużyna z Ameryki Południowej, co sprawiło, że pierwsze 30 minut należy wykreślić z pamięci. Równowaga w strzałach, posiadaniu piłki – tym charakteryzował się początek finału. Należy jednak zauważyć, że sposób, w jaki ustawiona była defensywa River, zasługuje na pochwałę, bo robiła to lepiej niż wiele europejskich drużyn.
Z ogólnego marazmu wyprowadził wszystkich nie kto inny jak sam Lionel Messi, zdobywając bramkę w 36. minucie. „Ale to wszystko jest proste!” – chciałoby się zakrzyknąć, widząc tego gola. Proste w wykonaniu Barcelony, należy dodać, bo wydaje się, że nie ma drugiej drużyny na świecie, która mogłaby powtórzyć taką akcję.
Do końca pierwszej połowy nic się nie zmieniło, ale kto oglądał ten mecz, czuł, że w drugiej części gry obejrzymy spektakl katalońskiej drużyny. I tak właśnie było.
Show zaczął Luis Suarez w 49. minucie, pokonując bramkarza River Plate silnym strzałem z linii pola karnego. Ten gol był popisowym numerem drużyny Enrique, bo padł po kontrataku. To jest właśnie to coś, czego nie miała Barcelona za czasów Pepa Guardioli. Na pochwałę w tej akcji zasługuje Sergio Busquets, który kolejny raz pokazuje, że jest w tym momencie najlepszym defensywnym pomocnikiem świata. Jaki inny piłkarz występujący na tej pozycji mógłby zagrać w taki sposób?
https://twitter.com/ranamatius/status/678541402389786624











