Bardzo ciekawie, a zarazem kontrowersyjnie zakończyły się sobotnie spotkania rozgrywane w ramach 12. kolejki hiszpańskiej Primera Division. Zaczynając od zwycięstwa Sportingu Gijon, kończąc na uratowanym remisie Sevilli.
Wydawać by się mogło mało realne, ale to są jak najbardziej prawdziwe informacje. Świetnie dysponowany ostatnio Villarreal musiał uznać wyższość dobrze ułożonej ekipie Sportingu Gijon, Valencia przed własną publicznością podzieliła się punktami z Mallorcą, a Sevilla w ostatnich minutach uratowała się od kompromitującej porażki.
Sporting Gijon – Villarreal
Villarreal nie jest tą samą drużyną, co rok temu. Mimo ostatnich dwóch zwycięstw „Żółte Łodzie Podwodne” nie mogą się podnieść i grać na miarę swoich możliwości. Właśnie te wcześniejsze sześć punktów miało podnieść ich na duchu, jednak jak niczemu to nie sprzyjało i w meczu ze Sportingiem widać było różnicę klas.
Bardzo ważne jest to, że do składu Villarrealu powrócił Marcos Senna i Joseba Llorente, którzy wreszcie zażegnali kontuzje. Ostatnio linia ofensywna tego zespołu spisywała się wyśmienicie, tym razem jednak czegoś zabrakło, a tym czymś była zimna krew.
Samo spotkanie nie należało do najciekawszych, bowiem mecz rozkręcił się dopiero w końcowych minutach. Najlepsze zawody rozegrał Diego Lopez, który w drugiej odsłonie meczu obronił aż dwie jedenastki! Z drugiej strony Rivera i Bilić mogą mieć pretensje tylko do siebie, że nie trafili z takiej odległości.
Jedyną bramkę w meczu zdobył Mate Bilić, który na piętnaście minut przed końcowym gwizdkiem sędziego wyprowadził swój klub na zasłużone prowadzenie.
W pierwszych 45. minutach tylko David Barral stworzył dogodną sytuację do strzelenia bramki, ale po jego uderzeniu piłka trafiła w słupek bramki Sportingu.
Valencia – Mallorca
Na Estadio Mestella oglądać mogliśmy bardzo wyrównane spotkanie. Wynik 1:1 może nie jest tym z górnej półki, ale w porównaniu do powyższego meczu było o wiele ciekawiej.
Po stronie gospodarzy jak zawsze stanął niezawodny, najlepszy strzelec ligi, David Villa, który i tym razem nie zawiódł. Postawa Valencii w tym sezonie może cieszyć. Podopieczni Unaia Emery zajmują czwartą lokatę w ligowej tabeli, a ich gra jest na bardzo wysokim poziomie.
Początek spotkania rozpoczął się po myśli Valencii, już w szóstej minucie w dobrą sytuację miał David Villa, ale po tym jak wybiegł na dobrą pozycję, sędzia dopatrzył się spalonego. Chwilę później dobrym podaniem popisał się David Silva, który podał do swojego imiennika z ataku, a ten trafił do bramki, lecz i tym razem arbiter odgwizdał pozycję spaloną.
Pod koniec pierwszej połowy dobrą okazję miał Joaquin, który w 25. minucie zmienił kontuzjowanego Davida Silvę, ale piłkarzom Valencii brakowało dziś dobrego wykończenia akcji.
Po wyjściu z szatni błyskawiczna bramka gospodarzy. Podanie Every Benegiego na bramkę zamienił najaktywniejszy zawodnik spotkania, David Villa. Po tym trafieniu piłkarze Valencii mogli poczuć się nieco swobodniej i spokojnie zacząć konstruować nowe akcje.










