Faworyci do mistrzostwa Polski, a więc Lech, Legia i Raków, muszą oglądać plecy… Śląska Wrocław i Jagiellonii Białystok. Nie jest to dla nich wymarzony scenariusz. Każda z wymienionych ekip rozczarowała, jedna mniej, druga bardziej. Ze wszystkich trzech to Lech Poznań może sobie najmocniej pluć w brodę.
Nie ma pucharów, to w lidze będzie lepiej…
Tak tłumaczono w Poznaniu kompromitację w dwumeczu ze Spartakiem Trnava, który wyrzucił ćwierćfinalistę Ligi Konferencji z eliminacji tych rozgrywek. Oczywiście „Kolejorz” nie mógł być zadowolony z siebie po tej porażce, jednak po rozlanym mleku skupiono się na tym, co można zrobić, aby w jakimś stopniu zrekompensować to kibicom. I wizje były dobre. W końcu mniej meczów pozwoli się bardziej skupić na lidze, w październiku do gry miał być gotowy Gholizadeh, do zdrowia wracał Ishak, nie było zamieszania z trenerem jak przed rokiem. Jak bardzo się w Poznaniu mylili…
Bo jak się okazuje, Gholizadeh zagrał w lidze 178 minut, nie zaliczył gola, nie zdobył asysty, większość rundy przejechano na zrywach Velde. Gdyby nie bramki Norwega, Lech nie miałby 33 punktów i nie znajdowałby się na podium, tylko w środku stawki z 24 „oczkami”. Oczywiście stosujemy tu pewne uproszczenie, bo Lech przecież nie grałby w dziesiątkę, może ktoś by te liczby notował i oczywiście brak bramki w określonym momencie spotkania nie oznacza, że potoczyłoby się ono tak samo.
I przede wszystkim nie dojechał trener. Część osób dyskredytując Johna van den Broma, mówiła nawet, że Lech zwyczajnie nie miał szkoleniowca. Oczywiście, co Holender zrobił, trzeba mu oddać. Nie często w końcu widzimy polski klub w europejskich pucharach w kwietniu. Na podwórku ligowym tak kolorowo jednak nie było. Lech mając tydzień przygotowań do spotkania z Legią, będącą świeżo po ważnym meczu w Europie, wyszedł z ogromnym respektem. Podopieczni van den Broma chcieli w pierwszej kolejności tego meczu nie przegrać, a w drugiej… nie, jedyny cel był nie przegrać. Nie to żeby Legii też bardzo zależało na trzech punktach. Lech jednak mógł i powinien ruszyć odważniej na rywala, który miał w nogach dużo więcej minut. Jeśli chce się zdobywać tytuł mistrzowski, nie można grać w meczu o jeden punkt, nieważne z kim się gra.
Jak wszyscy wiemy, van den Broma już przy Bułgarskiej nie ma, nie oznacza to jednak końca problemów. Nowym-starym trenerem został Mariusz Rumak. Zerowa gwarancja dobrych wyników, a Lech też zapowiada, że raczej to Rumak dokończy sezon i „Kolejorz” nie będzie szukał nowego trenera na stałe jeszcze w tych rozgrywkach. Lech nie dość więc, że z całej dzisiejszej omawianej trójki jest największym rozczarowaniem, to powodzenie w dalszej części sezonu też stoi pod ogromnym znakiem zapytania. Zabawny jest też fakt, że Maciej Kędziorek dwa tygodnie po odejściu z Lecha i objęciu Radomiaka przyczynił się do zwolnienia swojego niedawnego przełożonego. Jeśli chodzi o konieczne wzmocnienia w Poznaniu, KKS potrzebuje na cito lewego obrońcy.











