Wspaniałe widowisko zafundowali swoim kibicom piłkarze Pogoni Szczecin i Bogdanki Łęczna. Po dramatycznym spotkaniu, w którym nie brakowało dosłownie niczego, padł remis 3:3. Ten remis przedłużył znakomitą passę szczecinian, którzy w rundzie wiosennej nie zaznali jeszcze smaku porażki.

Jako pierwsza ukąsiła Pogoń. Świetna zespołowa akcja, którą wykończył Marcin Klatt, wyprowadziła zespół ze Szczecina na prowadzenie w 35. minucie spotkania. Jednak zaledwie dwie 120 sekund później autor pierwszej bramki stracił piłkę w środku pola, co rywale skwapliwie wykorzystali, inicjując szybką kontrę zakończoną golem Ricardinho. W 42. minucie sędzia dopatrzył się w polu karnym faulu Piotra Petasza i choć nie wszyscy się z tym zgadzali, to podyktował rzut karny. Z jedenastu metrów pewnie uderzył Tomasz Nowak i Bogdanka cieszyła się z prowadzenia.
W drugiej połowie goście po raz kolejny przeprowadzili zabójczy kontratak. Tym razem katem szczecinian okazał się Tomas Pesir, który strzałem w długi róg, pokonał Fabiniaka. Trzy minuty później Pogoń grała w dziesiątkę. Za bezmyślny faul drugą żółtą i w efekcie czerwoną kartkę obejrzał Piotr Petasz. Wydawało się, że to będzie gwóźdź do trumny Pogoni, lecz okazało się, że ta sytuacja zmobilizowała „Portowców”. Szczecinianie zaczęli dążyć do odrobienia strat z ogromną determinacją, często grając na pograniczu faulu. Taka postawa przyniosła efekty w 79. minucie, kiedy to dośrodkowanie Pietruszki na bramkę zamienił Wólkiewicz. Było jasne, że w ostatnich minutach będziemy świadkami huraganowych ataków Pogoni, jednak piłkarze tego klubu nie potrafili znaleźć sposobu na strzelenie gola. W końcu w doliczonym czasie gry Lebedyński trafił w poprzeczkę, a po chwili sędzia podyktował rzut karny i pokazał czerwoną kartkę Mariuszowi Zasadzie. „Jedenastkę” pewnie wykorzystał Frączczak, wprowadzając kibiców w stan euforii. Po chwili euforia była jeszcze większa, bo Lebedyński zdobył bramkę na 4:3, ale sędzia dopatrzył się w tej sytuacji pozycji spalonej i gola nie uznał.











